Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Felietony

Przygotowywanie posiłku – wysiłek intelektualny oraz test na dobrą organizację czasu pracy

Myślę, że przyszedł czas, by nadać imiona pani Flip i panu Flap. Pana Flap nazwę Harry. Imię to doskonale do niego pasuje. Nosi bródkę, której nie pielęgnuje i wygląda trochę, jak brudny Harry 😉. Natomiast panią Flip nazwę Eleonora. To bardzo książęce imię, które moim zdaniem doskonale pasuje do rozkapryszonej snobki, jaką jest moja podopieczna. 

Teraz przechodzimy do tematu. Śniadanie ogarniam już w około piętnastu minut, zamiast czterdziestu pięciu. Doszłam do wprawy. Nie ma wtedy przy mnie Eleonory i Harry’ego. Czasami, gdy niespodziewanie, pół godziny wcześniej usłyszę pisk uruchomionej windy schodowej, a ja jeszcze spożywam „śniadanie przed śniadanie”, wpadam w popłoch i chaotycznie biegam między kuchnią, a jadalnią. Mimo wszystko zanim zjadą, panuję już nad sytuacją i na stole czeka gotowe śniadanie - według przyzwyczajeń podopiecznej. Są na nim talerzyki, filiżanki, serwetki, widelczyki do wędliny i sera, nożyk do sera, tabletki, woda, wybór wędlin dla Eleonory i dżemik dla jej…

Zazdrosna podpieczna

Słyszałam, ale nie do końca wierzyłam. Byłam przekonana, że ewentualnie może chodzić o podopiecznego, który może poczuć się znowu młodym mężczyzną, mając w domu drugą, często młodszą od żony kobietę. Ewentualnie zazdrość mogłaby wzbudzić opiekunka, która więcej czasu poświęca bardziej schorowanej osobie.
Tymczasem doświadczyłam dziś na własnej skórze. Nie do końca wiem, co się wydarzyło. Cały dramat i scena zazdrości miała miejsce, gdy udałam się do kuchni, dorobić kolejny dzbanek kawy. Zanim to się wydarzyło, siedziałam z gościem podopiecznych – Marią. Kobieta porozmawiała chwilę z dziadkami. Była jednak również zainteresowana, co tam u mnie. Spytała o książkę. Zdałam relację, stwierdzając, że strasznie długo to trwa i obecnie cały entuzjazm mnie opuścił. Gdzieś głęboko cieszę się. Nawet jeśli książka nie będzie się dobrze sprzedawała, moim zdaniem mam powód do radości. Spróbowałam. I to jest najważniejsze. Napotkałam na pewne trudności. Zmobilizowana przez koleżankę, którą widziałam…

Mały epizod

Moment, w którym stwierdzam, że zlecenie mnie przerasta mam już za sobą. Teraz nadeszły chwile głupawki bezradności. Przy śniadaniu dzwoni telefon. To jedyne miejsce, w którym byłam, gdzie nie odbieram telefonu i nikt mnie do niego nie prosi. Odbiera pan Flap, czyli osoba, która pamięcią sięga wstecz do trzydziestu sekund. Jak zwykle. Tym razem jednak bardzo długo przytakuje, zanim poda telefon pani Flip. Normalnie następuje to po tym, jak się przywita i zrozumie, że nic nie rozumie. Pani Flip dostając telefon do ręki, włącza wtedy na głośnomówiące i przynajmniej wiem, co z kim uzgodnili i mogę tego dopilnować i się dostosować np. z godziną przygotowywania obiadu. Tymczasem dzisiaj bardzo długo słyszymy: "tak, tak... tak". Przerażona patrzę na pana Flap i myślę: "Matko Boska! Człowieku! Podaj telefon żonie". Pan Flap stoi w miejscu, jakby go sparaliżowało i w dalszym ciągu mówi: "tak, tak...". Zastanawiam się, jakie sprawy są właśnie uzgadniane. O dziwo …

Persona non grata

Dziś będzie króciutko. Żadnych przemyśleń. Jedynie fakty. Przybyłam zobaczyłam. Walczę, jak małe lwiątko mając nadzieję, że zlecenie da rady ustawić. Wciąż mam nadzieję, że to może być dobre Stelle. A raczej miałam. Powoli jednak zaczynam szczerze w to wątpić. Wyjazd ze sprawdzoną firmą nie daje gwarancji na powodzenie. Owszem. Załatwili mi dwa razy po pół dnia wolnego. Bez czasu dla siebie dawno już bym zwariowała. Chociaż poza uzgodnionym czasem, mam go mnóstwo. Schodzę praktycznie jedynie robić posiłki. Jednak dopiero, gdy wyjdę z domu, wsiądę do auta i pojadę w siną dal, mogę odpocząć. Przestałam się już przejmować, że podopieczni być może oczekują na mnie z kolacją. Najchętniej to bym codziennie po obiedzie wyjeżdżała i wracała późną nocą. I tak nie jestem tu potrzebna.  Zarówno pracownicy w biurze, jak i koordynatorka reagują na moje telefony dotyczące wyżywienia. Tylko, jak mają mi pomóc? Nie wiem. Może jestem taką księżniczką na ziarnku grochu i nie potrafię się dostosować do z…

Dopada mnie demencja?

Pralka, suszarka, zmywarka, zwykła lodówka, czy też czajnik do herbaty to zmora osób demencyjnych.
Miałam podopieczną, która jedząc posiłek, nie mogła się skupić i ciągle zerkała, na światełko na lodówce, które w środku lata bardzo często było czerwone. Lodówka pracowała. Ot cała filozofia. Gdy już się wystarczająco schłodziła, zapalało się zielone światełko. Zdaniem Marlen to była moja wina. Gdy przyjeżdżałam do domu z zakupami, nie powinnam była wsadzać wszystkiego na raz do lodówki. Jej zdaniem najpierw powinnam włożyć jedną rzecz, poczekać aż lodówka ją schłodzi i zapali się zielone światełko. Coś w rodzaju ruchu ulicznego: czerwone - STOP, zielone – droga wolna. Oczywiście Basia nie chce zwariować. Poza tym Basia ceni swój czas i nawet jeśli ma go w nadmiarze, stara się go wykorzystać na zajęcia przyjemniejsze niż rozpakowywanie przez godzinę siatek z produktami spożywczymi. W związku z tym nie słuchałam podopiecznej i nie raz musiałam się nasłuchać, jak to psuję lodówkę.
Częstym …

Viersen, część pierwsza

Dla niektórych sprawa czasu wolnego jest kwestią sporną. Dla mnie to, że opiekunce należy się czas wolny to prawda niepodważalna. Nie zawsze mam wolne dni, nie zawsze mi na nich zależało, ale nigdy nie twierdziłam i nie będę twierdziła, że one się nam nie należą. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że nie mając dnia wolnego ciężko jest pracować. Nie ma możliwości, by zregenerować siły. Wtedy faktycznie wyjazdy powinny być nie dłuższe niż cztery tygodnie. Ale czy wszystkim tak krótkie wyjazdy się opłacają? Ja pracuję, aby zarobić, a nie jedynie przeżyć. W związku z tym postanowiłam, że nigdy nie wyjadę na zlecenie, gdzie nie będę miała wolnego. Dzięki temu pracuję kilka miesięcy pod rząd. Zdjęcia z wycieczki powstały w przeciągu dwóch godzin. Niby wystarczy więc nasza przerwa obiadowa. Dla mnie jednak ważna jest również świadomość, że nigdzie się nie spieszę. Tym razem były to zaledwie dwie godziny nieplanowanego wypadu. Usiadłam przed komputerem w ostatniej chwili, wbiłam Viersen i wysko…

Moje stare "dzieciaczki"

Dzień Matki dobiega końca. Wykończona dwugodzinnym spacerem po pobliskich parkach poczułam dzisiaj, jak zła energia mnie opuszcza. Gdy wróciłam do domu, moje „dzieciaczki” (pani Flip i pan Flap) znajdowały się w piwnicy. Byłam przekonana, że rozwieszają pranie. Cichaczem udałam się do pokoju, by nie jeść z nimi kolacji. W końcu dzisiaj mam dwanaście godzin wolnych i chciałabym poczuć, że jest to faktycznie mój czas, chociaż nie mam ochoty siedzieć na słońcu. Zazwyczaj pani Flip i pan Flap z grzeczności mówią, żebym z nimi zjadła. Potem dalej mogę mieć wolne. Ja z grzeczności siadam do stołu, następnie zmywam i czar wolności pryska. Dlatego ucieszyłam się, że nie przywitali mnie na progu i nie zorientowali się, że jestem w domu. Rozgrzana do czerwoności promieniami słońca zakamuflowałam się w pokoju i odpoczywałam skacząc sobie po różnych portalach literackich.

W pewnym momencie stwierdziłam, że najwyższa pora poinformować moich współlokatorów, że jestem w domu. Zeszłam obolała z pierw…

Ubezwłasnowolniona opiekunka

Po pięciu tygodniach na zleceniu, a po siedmiu tygodniach poza granicami kraju złapał mnie mały kryzys. Wsumie nie mam co narzekać. Na kryzysy w moim życiu jest czas wtedy, gdy nie muszę już walczyć. Póki toczę bój mam wrażenie, że jestem silna. Gotuję się wtedy od środka, ale w sumie jestem wtedy szczęśliwa. Mam wtedy zadanie do wykonania. Gdy sytuacja się w miarę ustabilizuje, chyba mam za wiele czasu by myśleć. By myśleć o sprawach mniej ważnych. Właściwie by myśleć o niczym. I wtedy zaczynam być nieszczęśliwa. Staram się stoczyć walkę z tym moim nieuzasadnionym nieszczęściem. W wolne popołudnie wybrałam się na zakupy, oglądnęłam dobry film, po miesiącu pierwszy raz wyszłam na prawdziwy spacer. Niby czułam, że zbieram się do kupy, usiadłam i znowu się rozleciałam. Jak to jest? Myślę, że zabija mnie nuda. Brakuje mi zajęcia. Właśnie. Na zleceniu u Sofjencji też miałam taki moment, gdy wszystko było już tak, jak tego chciałam. Wtedy wymyśliłam… hmmm, raczej osoby, które mnie czytały,…

Z demencją nie wygrasz

Tyle lat pracy w opiece za mną, mnóstwo podopiecznych pozostawiłam za sobą, a wciąż łapię się na tym, że nie radzę sobie z tą chorobą. O moim kłopotach z zakupami na tym zleceniu możecie przeczytać w jednym z poprzednich postów: http://kasiaperla.blogspot.de/2018/05/co-jada-demencyjny-podopieczny.html?m=1. Sprawa niby załatwiona, a jednak… A jednak wczoraj, a właściwie już przedwczoraj zakupy mnie rozwaliły. Zazwyczaj jedno z dzieci podopiecznych przyjeżdża w piątek, by wraz z podopieczną pojechać na zakupy. Podopieczna bowiem bardzo lubi jeździć na zakupy. Czy kupuje tam sensowne rzeczy? Trudno powiedzieć. Do standardowych zakupów tego dnia należy woda, 10 tabliczek czekolady, jogurt, actimel, karton marmolady lub karton mleczka do kawy, ciasto– Bienenstich, czasami kupi ser i wędlinę do chleba. I to właściwie tyle. Już w czwartek pytałam, czy któreś z dzieci meldowało się, że przyjedzie. Podopieczna twierdziła, że nikt się nie meldował i chyba nikt nie przyjedzie. Mówiłam, że przeci…

Wakacje u podopiecznych

Po wczorajszym gradobiciu za oknem świeci słoneczko. Jeden, osiemdziesięcioletni sąsiad chodzi po szklanym dachu ze szmatką i poleruje szyby. Myślę sobie: „Życie ci dziadku niemiłe? Po kiego ty wszedłeś na ten dach?”. Sąsiadka porządkuje szkody przed domem. Moje dziadki (pani Flip i pan Flap) poszli do ogródka. Ogródek porośnięty chyba kwiatami. Wygląda to jednak jak chwasty. Kwiaty rozprzestrzeniały się po całej powierzchni działki z pewnością na przestrzeni dwudziestu lat. Być może nawet trzydziestu. W końcu Pani Flip i pan Flap zbliżają się do dziewięćdziesiątki. Ja po pewnych niemiłych przejściach (zlecenie z którego uciekłam w przeciągu 20 minut: http://kasiaperla.blogspot.de/2018/04/ile-czasu-potrzebuje-opiekunka-na.html, oczekiwaniu na zapłatę wynagrodzenia z tego zlecenia oraz walka na nowym miejscu pracy, które niestety jako trzecia opiekunka musiałam „ustawić” np. pod względem jedzenia i zakupów: http://kasiaperla.blogspot.de/2018/05/co-jada-demencyjny-podopieczny.html oraz …