Konkurs fotograficzny



Kto ogląda na moim blogu zdjęcia z wycieczek?

Dwa z nich dostały się do konkursu.

Jeśli wam się podobają, zapraszam do głosowania.

Zdjęcie Głębia wzroku
Zdjęcie Odkryj w sobie pociąg do Wrocławia

A może chcecie pochwalić się własnymi? Zapraszam do udziału w konkursie. Można wysłać cztery zdjęcia. W moim przypadku dwa odrzucono i dwa przyjęto.

Z góry dziękuję za udział w głosowaniu.

Czym zajmuje się była opiekunka osób starszych, autorka książki „Perły rzucone przed damy”, blogerka, miłośniczka gotowania i paplania?



Decydując się na zmianę branży, wiedziałam, że nie będzie łatwo. Powtarzałam sobie, że łatwo, nie zawsze znaczy dobrze.
Bardzo boleśnie odczułam walkę z całym światem, pracując jako opiekunka osób starszych w Niemczech.
Z kim przyszło mi walczyć? 
Jak niektórzy zauważyli walczyłam z niemieckimi seniorami, którzy pomimo że byli ubezwłasnowolnieni, nie mogli zaakceptować faktu, że są chorzy. Starali się oni za wszelką cenę udowodnić światu, że są zdrowi. Bardzo utrudniało mi to pracę. Odbijało się to również na ich relacjach zarówno ze mną, jak i z ich własną rodziną. 
Wchodziłam w konflikt z rodzinami seniorów, które najczęściej otwierały szeroko buzię ze zdziwienia, słysząc, że nie jestem na każde zawołanie, że mnie również obowiązuje czas pracy, że nie wykonuję czynności medycznych oraz że w niektórych przypadkach mogę zjechać ze zlecenia, nie zachowując okresu wypowiedzenia. 
Walczyłam z firmami, które prowadzą politykę, jakże inną od polityki niemieckiego pracodawcy. W Polsce latami nasz rynek pracy był rynkiem pracodawcy. To się zmieniło. Niestety wiele firm jeszcze tego nie dostrzega lub nie wie, jak walczyć o pracownika. Próbują go zatrzymać groźbą, przyciągnąć wyższą stawką. Tymczasem czasami wystarczyłby zwykły ludzki szacunek. 
Trudno będzie nam się nauczyć szacunku do innych. Fakt, że przez lata było nam tak ciężko, że żeby coś mieć, trzeba było to albo ukraść, albo wykombinować, sprawia, że nie jesteśmy nauczeni szacunku do samego siebie. Nie ma w nas czegoś takiego, jak duma, honor, nie patrzymy już chyba nawet w lustro. Większość z nas przeraziłaby się tym, co by w nim ujrzała. Najbardziej jednak brakuje nam pewności siebie. Jej brak powoduje, że zadawalamy się kompromisami. Że nie rozumiemy ludzi, którzy zaznali innego traktowania za granicą. Nie wiemy, czego oni od nas oczekują. 
Ja jestem właśnie takim człowiekiem. W wieku siedemnastu lat wyjechałam do Niemiec na studia. Po kilku latach z różnych powodów zdecydowałam się na pracę w gastronomii w Niemczech. Pensja nie była powalająca. Lubiłam jednak to, co robiłam. Pracodawca mnie szanował. W pewnym momencie rynek niemiecki zalali ludzie z „polską” mentalnością. Brali się za robotę, która do nich nie należy. Decydowali się na mniejsze stawki, aby zainteresować sobą pracodawcę. 
Nie wiem dlaczego myślałam, że w opiece nie będzie takich ludzi. Przecież jeszcze pięć lat temu ta branża była niemal w całości opanowana przez Polaków. Jedynym plusem zmiany branży była wyższa pensja. Pięć lat trwało, aż zrozumiałam, że to opiekunowie sami uczą Niemców braku szacunku do naszej pracy, do naszego czasu wolnego, do naszego życia, do nas, jako do ludzi. W opiece ma miejsce identyczna sytuacja, jak w gastronomii. Ludzie, którzy mają jakieś braki, nie znają języka, nie mają doświadczenia, mają przysłowiowy "nóż na szyi" lub po prostu, którym brakuje pewności siebie i w nikim bliskim nie mają wsparcia, godzą się na wszystko. Niemcy to widzą i wykorzystują. Do tego jeszcze dochodzą firmy, które dostrzegają w tej branży ogromne możliwości zarobkowe. Są one świadome beznadziejnej sytuacji wielu Polaków, ale i dramatu Niemców, którymi nie ma się kto zająć. Jak hieny dorabiają się, na beznadziei ludzi, którzy mają nadzieję na lepszą przyszłość i godną starość. 
Porzuciłam tą nadzieję lepszego jutra w opiece. Zdecydowałam się na pracę w Polsce. 
Co mnie tu spotkało? 
Zamknięte umysły. Rozmowy w sprawie pracy, w której naprawdę się widziałam i wiem, że bym się w niej sprawdziła, kończące się stwierdzeniem: „No tak, ale pani nie ma doświadczenia z klientem”.
Nie wiem. Nie rozumiem. Doświadczenia z klientem? 
Klient to też człowiek. A doświadczenia z ludźmi mi nie brakuje. Zaczynając od ludzi bezdomnych, żyjących na socjalu, poprzez osoby w konflikcie z prawem, znałam głośnych, impulsywnych włoskich kucharzy, spokojnych Greków, których nawet trzecia wojna światowa nie zmusiłaby do działania, na flegmatycznych Niemcach kończąc. A oni byli różni. Miałam styczność z Bauerami, adwokatami, właścicielami potężnych firm, rektorami, informatykami, lekarzami. 
Ale nie miałam kontaktu z klientem i koniec. 
W pierwszej chwili denerwowałam się na tych ludzi z zamkniętymi umysłami, którzy oceniają mnie tylko i wyłącznie poprzez pryzmat wykonywanych wcześniej zawodów. Postanowiłam się jednak nie koncentrować na tym, co mnie hamuje. 
I wtedy przypomniałam sobie o moim thermomiksie, który kupiłam już ponad cztery lata temu. O  moich planach podjęcia współpracy z firmą Vorwerk, które przesuwałam w czasie. Sama nie wiem dlaczego odkładałam to na później. Z pewnością gdzieś podświadomie bałam się zmian. Być może nie czułam się na siłach, by zostać przedstawicielem handlowym. Nie jestem osobą, która sprzeda ludziom wszystko. Jestem jednak osobą, która sprzeda ludziom wszystko to, w co wierzy. Jestem w stanie sprzedać treść mojego bloga. Jestem w stanie sprzedać moją książkę Perły rzucone przed damy i kolejną, która ukaże się już wkrótce. Jestem w stanie sprzedać thermomiks, który ostatnie cztery lata jeździł ze mną wszędzie. 
Wspominałam nawet o nim w mojej książce:

"Na szafce stał mój Thermomiks. Koordynatorka miała w domu taki sam. Opowiadała, jakie to dobre urządzenie. W powietrzu utrzymywał się niesmak po słowach o szarej strefie."


"Pomyślałam, że i tak mam ze sobą swój Thermomiks i na pewno znajdzie się na niego miejsce w kuchni."


"Wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno rozłożenie Thermomiksa w kuchni i gotowanie w normalnych warunkach będzie możliwe. "


W ekspresowym tempie przeszłam bardzo interesujące szkolenie, które dodało mi pewności siebie. Zetknęłam się na nich z ludźmi, którzy mają otwarte umysły. Nie odrzucają czegoś tylko dlatego, że jest to dla nich nowe, nieznane. "Chwytają byka za rogi" i podbijają świat. 
Życzę każdej opiekunce takiego powrotu do życia. Znalezienia pracy dla siebie. Pracy, która będzie was cieszyć, a która jednocześnie pozwoli wam na normalne życie. 
Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o thermomiksie, zapraszam na stronę firmy Vorwerk
Ciekawe, że jest to niemiecka firma. Może dlatego dostrzegłam w niej szansę dla siebie? Nie wiem, czy mi wyjdzie, czy nie. W każdym bądź razie będę mogła z czystym sumieniem wpisać w mój życiorys kolejną rubryczkę: przedstawiciel handlowy – kontakt z klientem. Jak znam życie, osoby rekrutujące znajdą inny argument, by nie dać mi szansy, ale jakoś się tym nie przejmuję. Świat stoi przed nami otworem. Nie warto tkwić w miejscu. Musimy iść naprzód. Przecierać sobie szklaki, które doprowadzą nad do sukcesu. Odkryjmy siebie. Nie naśladujmy innych. Żyjmy własnym życiem, własnymi pasjami, własnymi marzeniami. 
Zaczynam kolejną walkę. Tym razem jest to walka ze samą sobą. Z własnymi lękami, uprzedzeniami, słabościami. 

A Ty kiedy się zdecydujesz? 

Galareta z drobiu i oryginalny pomysł jej podawania zaczerpnięty z Niemiec



Składniki:

cały kurczak
2 marchewki
1/4 selera
1 cebula
2 ząbki czosnku
6 jaj
groszek (opcjonalnie)
2-3 listki laurowe
3-4 ziarenka ziela angielskiego
2 żelatyny (na 2 litry wywaru)
sól, pieprz

Kurczaka kroimy na mniejsze kawałki i zalewamy wodą. Gdy zacznie się gotować, zbieramy szumowiny, dodajemy ziele angielskie, liście laurowe, marchew, seler i przypieczoną na suchej patelni cebulę oraz czosnek. Gotujemy do miękkości. Pod koniec gotowania dodajemy sól. W międzyczasie gotujemy jaja na twardo. Z wywaru wyciągamy mięso. Doprawiamy wywar pieprzem i solą. Mięso kroimy na mniejsze kawałki. Doprawiamy pieprzem i solą. Do naczynia/ pojemników wkładam ugotowane jaja, marchew z wywaru, ewentualnie groszek. Na to układamy warstwę mięsa i wylewamy wywar. Odstawiamy do wystygnięcia.

Większość osób jada z pewnością galaretę tradycyjnie z octem i chlebem. W Niemczech jada się ją do obiadu ze smażonymi ziemniakami oraz sałatą. Oczywiście koniecznie z octem lub cytryną. Dodatkowo posypuje się ją świeżą cebulą lub szczypiorkiem. Może brzmieć dziwnie, ale zapewniam, że smakuje wyśmienicie. Proponuję wypróbować.

Jakiś czas temu pisałam o tym wynalazku w poście galareta ze smażonymi ziemniakami.

Smacznego!!!

Placki marchewkowo-ziemniaczane



Składniki:
(2-3 porcje)

3 średnie ziemniaki
1 marchewka
1/2 cebuli
1 jajko
2 łyżki mąki
1 łyżka startego parmezanu
1 łyżkę soku cytryny (dzięki niemu ziemniaki zachowują kolor)
1/2 łyżeczki soli
szczypta czarnego pieprzu

Ziemniaki, marchewkę i cebulę trzemy na tarce. U mnie w domu tarło się na tarce z drobnymi oczkami. Ja używam do tego blendera lub thermomiksu. Miałam okazję, jeść placki z ziemniaków startych na tarce z grubymi oczkami i przyznam się, że smakowały wyśmienicie. Decyzję, jak przygotujecie ziemniaki, zostawiam wam. Do startych warzyw dodajemy resztę składników i dokładnie mieszamy. Smażymy na patelni z rozgrzanym olejem.

Podajemy z wędzonym łososiem i sałatą, z zaziki lub na słodko z musem jabłkowym.

A Wy jak podajcie placki ziemniaczane? Znacie inne wersje tego dania?

Dla osób, które pragną ograniczyć spożywanie węglowodanów, zapraszam do zapoznania się z przepisem na placki z cukini. Wyglądem i smakiem są podobne.

Jeśli ktoś nie je potraw smażonych, może upiec w piekarniku zapiekankę ziemniaczaną.

Smacznego!!!

Wirówka do sałaty (Salatschleuder)



Rzecz prosta i chyba znana. A jednak postanowiłam wrzucić na bloga. Bardzo proste, tanie, ale i użyteczne urządzenie. Oczywiście można odsączyć wodę z sałaty odstawiając ją na sitku. Jeśli mamy mało czasu, woda nie tak całkiem z niej ścieknie i wówczas nasz pyszny sosik do sałaty traci smak, mieszając się z resztkami wody. Natomiast po wysuszeniu sałaty w wirówce, jemy ją z pysznym, skoncentrowanym sosem, takim, jaki przyrządziliśmy. 

Czy używacie wirówki do sałaty? 

U mnie w domu jej nie było. Pierwszy raz spotkałam się z nią, pracując w gastronomii. Oczywiście rozmiar był inny. Największe wirówki mieli Włosi. Gdy spytałam Giuseppe o wirówkę do sałaty, a on przytargał coś, w czym mogłam się schować, pomyślałam i powiedziałam: "no tak, ty zawsze musisz mieć wszystko najlepsze i największe 😉😂". - Ku jego radości. 😂😂😂 

Nadziewany kotlet mielony z grila



Składniki:
(jedna porcja)

200 g mięsa mielonego
1 jajko
2 pomidorki koktajlowe
4-5oliwek
łyżeczkę kaparów
25 g sera feta
pieprz, sól, oregano, olej

Mięso wyrabiamy, jak na zwykłe mielone. Kawałek foli aluminiowej smarujemy olejem. Z mięsa mielonego formujemy kulę i rozgniatamy ją na foli. Brzegi zostawiamy wolne. Na resztę mięsa kruszymy ser feta oraz nakładamy resztę składników (pokrojony pomidor, kapary, oliwki, ewentualnie pepperoni). Mielone składamy razem z folią w pół i dociskamy lekko brzegi. Prosto z foli kładziemy na grila. Grilujemy, jak każde mięso.

Jeśli ktoś nie lubi sera fety, można użyć starty na grubej tarce żółty ser.

Tosty z pieczarkami i żółtym serem



Składniki:

Chleb tostowy
Masło
Żółty ser w jednym kawałku
Pieczarki
Pieprz
Ewentualnie keczup

Żółty ser i pieczarki zetrzeć na tarce z grubymi oczkami, dodać świeżo zmielonego czarnego pieprzu, wymieszać. Chleb tostowy posmarować cienko masłem z jednej strony. Posmarowaną część ułożyć na zewnątrz. Do środka włożyć dowolną ilość nadzienia. Ścisnąć i włożyć do tostera. Tosty znakomicie smakują z keczupem.

A wy jak robicie tosty?

Konkurs z nagrodami - trzy książki pt. Perły rzucone przed damy, losowanie



Poprzednie filmy na Youtube skasowałam. Spotkałam się z atakiem na moją osobę z powodu mojej książki i bloga oraz z powodu naruszenia prawa pewnych osób do prywatności. Słusznie, czy niesłusznie... Nie dałam rady przyjąć tego mężnie na klatę. Stwierdziłam, że nie szukam guza, ani żadnych problemów i usunęłam filmy.

Książka jednak powstała. Już niedługo minie rok od ukazania się jej na rynku.

Temat złych warunków pracy polskich opiekunów w Niemczech istnieje. Moje wspomnienia z wyjazdów w charakterze opiekunki nie różnią się specjalnie od tego, co codziennie przeżywają polscy opiekunowie w Niemczech.

Nie winię za to Niemców. Ci, do których ja trafiłam nie są wyjątkiem. Nie są źli, nie są dobrzy. Mają problem. - Tysiące starych, schorowanych seniorów, którymi nie ma się kto zająć. Rozwiązaniem jest opiekun z Europy wschodniej.

I tu pojawia się problem. - "Wielka machina", która powstaje w odpowiedzi na zapotrzebowanie niemieckiego rynku pracy w postaci licznych agencji, która świadoma braku perspektyw ludzi niewykształconych, w średnim lub nawet w zaawansowanym wieku, na zakręcie życiowym, zagubionych, szukających dobrego, łatwego zarobku sprytnie wykorzystuje ich sytuację. Oferuje ona Niemcom całodobowego pracownika od wszystkiego. Fizycznie niemożliwe? Papier przyjmie wszystko, a Niemiec wierzy w słowo pisane, jak i w słowo mówione.

Padają obietnice w kierunku Niemców i opiekunów.

Zderzenie z rzeczywistością.

Opiekunka walczy, Niemiec walczy, firma najczęściej umywa ręce...

Ot taki sobie los polskiego opiekuna w Niemczech.

W październiku ukaże się kolejna książka. Tymczasem zapraszam do zapoznania się z opiniami o mojej pierwszej książce Perły rzucone przed damy. Osoby zainteresowane pod linkiem znajdą również liczne księgarnie, w których można ją zamówić.

Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna


Źródło

Hmmm pierwsza rozmowa kwalifikacyjna za mną. Poczułam się jak dinozaur szukający pracy wśród świeżo upieczonych absolwentek. Gdzie pracują ludzie po czterdziestce?!

Pierwsze wrażenie: "Matko Boska! Do tego wśród tych młodych ludzi?!"

Przy emerytkach czułam się młodo. A tu masz! - Dinozaur! Zmiany będą ogromne. Jeśli nie w tej firmie, to w innej, ale czekają mnie całkiem inne obowiązki. Wysiłek intelektualny, odpowiedzialność, rozwój, kontakt z normalnymi ludźmi. - To, czego teraz potrzebuję.

Drugie wrażenie: "Można to ogarnąć, fajnie by było. Dostałabym komputer, stanowisko i dłubałabym sobie przy przydzielonym mi portalu. Troszkę, jak prowadzenie bloga, tylko dla kogoś."

Trudno powiedzieć, jak poszła mi rozmowa.

Gdy musiałam myśleć i mówić po polsku, myślałam po niemiecku. I na odwrót - gdy musiałam myśleć i mówić po niemiecku, myślałam po polsku. Po dwudziestu latach w Niemczech jestem językową kaleką. Optymistycznie podchodząc do sprawy - poliglotką.

Mam nadzieję, że praktyka czyni mistrza i nabiorę wprawy.

Ogólnie rozmowa nie była może porażką pomimo wpadek i blokady umysłu. Nie mogę jednak powiedzieć, że zabłysłam profesjonalizmem. - No cóż. Oderwana od garów i od demencyjnych podopiecznych mam daleką drogę, by wrócić na właściwy tor.

Fajnie, że są osoby rekrutujące, które nie mają uprzedzeń w stosunku do ludzi, którzy na dwadzieścia lat zatrzymali się w rozwoju.

Jestem czterdziestoletnim dinozaurem z dwudziestoletnim umysłem i stu letnim doświadczeniem życiowym. Porównując się do mnie sprzed dwudziestu lat, stwierdzam, że jednak doświadczenie to ogromny plus. Dwadzieścia lat temu z takiej rozmowy wyszłabym, jak jakaś sierotka, pomimo że byłam świeżo po szkole.

Czas pokaże, czy ktoś przygarnie dinozaura.

Dla mnie dzisiejszy dzień i tak jest na plus. - Stawiłam czoła kolejnemu wyzwaniu.

W nocy do drugiej nie spałam. Pół nocy byłam zafascynowana możliwościami Excela. Kolejne pół wymiotowałam, bo się kurczę posiliłam o drugiej w nocy. Wstałam nieprzytomna, a jednak dałam radę.

Resztę dnia wykorzystam na relaks.

Może na weekend jakaś wycieczka? - Też macie potrzebę zwiedzania nowych okolic? Jeśli nie wrócę do opieki, to będzie mi żal tych miejsc, które mogłam poznać na nowych zleceniach.

Wierzę jednak w to, że praca w Polsce da mi nie tylko satysfakcję ciekawej pracy, ale i z czasem dobrze płatnej pracy, dzięki której zwiedzę i Niemcy i Polskę i może przyjdzie w końcu czas na Grecję. Stawka potrzebna mi na przeżycie jest dla firmy realna. Ze skrzynią złota przywiezioną z Niemiec, da się wyżyć do podwyżki. Zresztą oprócz pracy na etat mam jeszcze inne pomysły na zarabianie pieniędzy. Będzie dobrze. Nie uważacie?

Dostałam odmowę z firmy. To źle, ale i jednocześnie dobrze. Basia ma pewną zasadę: nie pcha się na siłę do ludzi, którzy jej nie potrzebują lub nie potrafią docenić. Pomimo że już się widziałam w tym miejscu oczyma wyobraźni, odmowę przeżyłam. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Najwyraźniej czeka na mnie coś lepszego ;-).