Polecany post

Kalendarz adwentowy (Adventskalender) - nagrody za komentarze

Chyba nie muszę nikomu wyjaśniać, co to jest kalendarz adwentowy. Ma on umilić i skrócić czas oczekiwania na Boże Narodzenie. Sam pomysł po...

Powrót Oślej Skórki na dwór królowej Eleonory i pazia Harry'ego


Jutro z rana wracam swoją karocą do królowej i pazia, czyli do Eleonory i Harry’ego. Karoca już przygotowana do drogi wraz z końmi mechanicznymi czeka w zagrodzie pod domem. 
Według zeznań nadwornej służącej Edyty, stan królowej ponownie znacznie się pogorszył. Eleonora niespokojna chodzi po pałacu i przestawia namiętnie i bezsensownie wszystkie przedmioty. Właściwie to przekłada je paź z polecenia królowej. 
Na dworze panuje nieopanowana radość z mojego przyjazdu. Oczywiście najbardziej cieszy się służąca Edyta, która jutro opuści dwór i uda się do swojego oblubieńca. Za Edytą z radości podskakuje piątka dzieci królowej. Cieszą się oni niezmiernie, że na dwór powraca znana im osoba. Ktoś obcy mógłby być szpiegiem z wrogiego królestwa, czarnoksiężnikiem chcącym otruć i okraść królową lub wrogiem w przebraniu, który po przybyciu, zawładnąłby dworem, całym dobytkiem królowej i poddanymi. Tymczasem przybywam ja, Ośla Skórka. 
Ostatnio przez ponad cztery miesiące pobytu nie miałam wystarczająco siły przybicia. W związku z tym, na dworze nadal panuje królowa Eleonora. Wbrew chorobie, wbrew logice, wbrew moim usilnym staraniom dążącym do detronizacji. Nie zamierzam toczyć kolejnych bitw. Poddałam się. Mosiężną zbroję wymieniłam na targu w mieście na skrzynię książek. Kulinarne odłożyłam w skrytce w sieni. U królowej Eleonory i tak nie ma możliwości, by gotować z wyobraźnią. Czekają mnie więc trzy miesiące na ziemniakach z kiełbaskami lub z jajkiem sadzonym. Mogę zapomnieć o opiekanych dzikich świniach, czy przepiórkach. By umilić sobie czas w królestwie Eleonory, skrzynię z resztą książek umieściłam już w karocy.
Gdy Edyta zwolni mi moją celę na wieży, rozłożę się w niej z moimi skarbami i przeniosę się w inny świat. Na pierwszy rzut pójdzie książka o niejakiej syrenie Katarzynie Nosowskiej.  Za nią zagłębię się w teksty czarnoksiężnika Michała Szafrańskiego. Gdy posiądę tajemną wiedzę z tych książek, być może będzie to już mój ostatni pobyt na dworze Eleonory. 
Tymczasem zmykam spożyć wieczerzę. Dzisiaj udam się wcześniej na spoczynek. Jutro czeka mnie daleka droga do sąsiedniego królestwa. Niech moc będzie z wami.
PS. Gdy tylko będę mogła, poślę gońca z kolejnym listem. 


Wasza Ośla Skórka

Allerheiligenstriezel – przepis na chałkę, typowy wypiek na najbliższe święta


https://www.sanella.de/rezepte/hefezopf/23055
Składniki:
Paczuszka drożdży 
Paczuszka cukru waniliowego
1 jajo
10 dag rodzynków
50 dag mąki
10 dag miękkiego masła
15 dag cukru
200 ml mleka :-)
Szczyptę soli
Cukier kryształ (gruby – Hagelzucker) do posypki
Wszystkie składniki zagnieść do jednolitej masy, aż ciasto będzie odstawało od ręki. Następnie przykryć ściereczką i odłożyć w ciepłym miejscu. Gdy ciasto podwoi swoją objętość, ponownie je zagnieść i odstawić na 20 minut. Następnie uformować trzy jednakowe wałki i zapleść z nich warkocz. Posmarować żółtkiem, posypać cukrem i piec około 40 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. 


Smacznego ;-)

Dzień Wszystkich Świętych w Niemczech


Święto Zmarłych w Niemczech przypada tak samo, jak w Polsce na 1. listopada. W niektórych landach, gdzie jest znaczna ilość katolików tj. w Bawarii, Badenii-Wirtembergii, Kraju Sary, Nadrenii Palatynacie i Nadrenii Północnej-Westfalii jest to dzień wolny od pracy. Oprócz mszy świętej za wszystkich zmarłych odprawiane są również nabożeństwa na cmentarzach. Najczęściej wieczorową porą. Często oprócz modlitwy rozbrzmiewa na cmentarzu również śpiew chóru. Święto to mimo wszystko nie ma takiego rozmachu, jak w Polsce.
Jest to głównie czas refleksji i zadumy. Znicze symbolizują wieczne światło duszy lub jak twierdzą inni rozgrzewa duszę i rozgania złe duchy.

Popularny w ten dzień jest wypiek – strucla. Przypomina on polską chałkę. Według tradycji bardzo często chrzestni ofiarują to ciasto chrzestniakom, aby dzieci również modliły się za dusze zmarłych. Jest to ciasto drożdżowe zaplatane w warkocz. Dlaczego? Tutaj zdania są podzielone. Według jednych informacji wałki ciasta są symbolem Trójcy Świętej. Natomiast fakt, ze są między sobą splecione to symbol wieczność. Według innych źródeł to symbol żałoby, gdyż przed laty by pokazać żal po stracie bliskiej osoby, ścinano splecione w warkocz włosy.

Ja, jak do tej pory, nie spotkałam się z uroczystym świętowaniem tego dnia w Niemczech. A czy wy braliście udział w takim nabożeństwie na cmentarzu z waszymi podopiecznymi?

Niemieckie przysłowia dotyczące święta zmarłych:


Allerheiligen feucht, wird der Schnee nicht leicht. 
Mokry Dzień Zmarłych, będzie tego roku duży śnieg.
Bricht vor Allerheiligen der Winter ein,
so herrscht Martini Sonnenschein.
Jeśli przed Świętem Zmarłych spadnie śnieg, święto św. Marcina będzie słoneczne.

Allerheiligen bringt Nachsommer.
Święto Zmarłych przyniesie dodatkowe lato – szczególnie w okolicach Alp w tym czasie są możliwe temperatury wysokości 20 stopni. Im bliżej końca listopada, tym mniej prawdopodobne są takie temperatury)

Schnee am Allerheiligentag gar nicht lang liegen mag.
(Śnieg, który spadnie w Dzień  Zmarłych, nie będzie długo leżał)

A może wy słyszeliście jakieś przysłowia związane z tymi świętami? Spytajcie podopiecznych, jakie oni znają. A może opowiedzą wam, jak oni świętują te święto. Chętnie poczytam o tym w waszych komentarzach. 

Jak wygląda Halloween w Niemczech


https://frankenstein-halloween.de/

Halloween przypada na 31. października – dzień przed Świętem Zmarłych. Od kilku lat święto to cieszy się również w Niemczech ogromną popularnością. Domy są strojone dyniami, dzieci przebierają się jako wampiry, szkielety, zombie, potwory, duchy i chodzą od domu zbierając słodycze. Streich oder Überraschung/ Süßes oder Saures to słowa, jakie dzieci wypowiadają do gospodarzy domów, którzy otwierają im drzwi.
W całych Niemczech od połowy października do początku listopada mają miejsce imprezy i spektakle dla dzieci i dla dorosłych. Najbardziej znane wydarzenie to festiwal na zamku Frankenstein w Darmstadt. Co roku przybywa tam do 20 000 odwiedzających. Organizowany jest casting na najlepsze stroje i performance. Osoby, które przejdą go pomyślenie, tego dnia „straszą” w ruinach zamku przybyłych gości.
Byliście może na tym zamku? Kto ma ochotę wziąć udział w takim wydarzeniu? Może jeszcze nie jest za późno. Bliższe informacje znajdziecie na stronie: Frankensteina ;-).

Lekcja60 Dzień Wszystkich Świętych i Halloween - słownictwo



Dzień Wszystkich Świętych – das Allerheiligen
Zaduszki – das Allerseelen
cmentarz – der Friedhof
świeczka/ świeczki – die Kerze, Kerzen
znicz – das Grablicht, die Grableuchte
grób/ groby – das Grab/ Gräber
zdobić grób/ groby – Grab/ Gräber schmücken
zapalać znicze – Grableuchte entzünden
święto kościelne – ein kirchlicher Feiertag
święto państwowe – ein gesetzlicher Feiertag
dusza – die Seele
zmarły – der Tote, der Vorstorbene
msza w kościele – Messe in der Kirche
modlitwa/ nabożeństwo na cmentarzu – die Andacht auf dem Friedhof
wypiek – das Gebäck
strucla – der Striezel
chrzestny – der Pate
chrzestniak – das Patenkind
trójca święta – Heilige Dreifaltigkeit
wieczność – die Ewigkeit
rozpędzać złe duchy – böse Geister vertreiben
duch – der Geist
Halloween/ all Hallows eve (ning) – Abend vor Allerheiligen
dynia – der Kürbis
zupa z dyni – die Kuerbiscremesuppe
cukierek albo psikus - Streich oder Überraschung/ Süßes oder Saures
przebierać się za – sich verkleiden als
śmierć – der Tod
czarownica – die Hexe
przestraszyć – erschrecken
cukierki – die Bonbons
dekorować - dekorieren
świętować – feiern
zjawa – der Spuck
historie o duchach – Geistergeschichten
szkielet – das Skelett

Czy pasja może stać się pracą

www.lubimyczytac.pl

Kolejny konkursik na LC. Kolejny raz mam coś ważnego do powiedzenia w tym temacie. Kolejny raz dzielę się tym z wami. Kolejny  raz zapraszam do brania udziału w konkursach literackich wszystkich, którzy lubią pisać, chcą się podzielić tym, co myślą w danym temacie, lubią zabawę. Zadanie konkursowe brzmiało:
Bohaterów obu biografii łączy zamiłowanie do gór i przede wszystkim ogromna pasja, która wyznaczyła kierunek ich życiowej drogi. Czym dla Was jest pasja? Czy powinniśmy dążyć do tego, by pasja stała być pracą? A może uważacie, że pasja jest odpoczynkiem od zawodowych obowiązków? Jesteśmy ciekawi Waszego zdania. W swoich wypowiedziach użyjcie obu tytułów książek - „Strażniczka gór” i „O życiu”.
 
Ludzie, którzy swoje pasje wykorzystują do zarabiania pieniędzy są szczęśliwi. Trudno wówczas o wypalenie zawodowe. Robiąc to, co się kocha, wstaje się każdego dnia z radością. Żyje się pracą. Żyje się pełnią życia. Praca staje się życiem. A to przecież około czterdziestu godzin życia więcej każdego tygodnia. Można być strażnikiem gór, żyć strumykami, przełęczami, dziką zwierzyną, którą spotyka się na dróżkach. Można być pracownikiem produkcji i odkrywać tajniki maszyn, dążyć do tego, by być bardziej wydajnym, by praca była coraz lepiej zorganizowana. To dwa różne światy, które mogą uszczęśliwić dwie różne osoby. Niby tyle wiemy już o życiu, a jednak często wydaje nam się, że szczęście dla wszystkich wiążę się z tym samym. Pasja źródłem dochodu? Idealny stan. Jakże jednak rzadki. Bardziej realne jest to, że wykonywany zawód zamieni się w pasję. Częściej działa to właśnie w tym kierunku. Osobiście nie pamiętam, czy jako dziecko miałam jakieś marzenia. Życie rzuciło mnie najpierw do kuchni, gdzie poczułam zamiłowanie do gotowanie. Następnie znalazłam się w opiece. Co prawda nie odczułam powołania do te pracy ale i tu znalazłam swoją pasję. Zaczęłam opowiadać o tym, co przeżywam. Dużo energii poświęcam edukacji opiekunek, które bardzo często nie zdają sobie sprawy z tego, jak powinna wyglądać ich praca. Wydałam książkę, prowadzę bloga, na którym właśnie zarobiłam pierwsze skromne pieniądze. Myślę, że gdybym nie żyła tym, co robię zawodowo, nie mogłabym się pochwalić sukcesem.

Tak się złożyło, że mogę się pochwalić nagrodą. Tak, tak. Wygrałam w tym konkursie. Nagrodą były dwie interesujące książki: Elisabeth Hawley. Strażniczka gór i O życiu. Okładki książek widoczne są na samej górze. Gdy tylko je przeczytam, podzielę się z wami wrażeniami. 

Pamietaj o niedzieli


Zapewniam, że to nie jest zboczenie zawodowe. Usiadłam przed komputerem, aby oglądnąć coś dla relaksu. Coś zupełnie innego. Śmiesznego, romantycznego... Wybrałam komedię romantyczną Pamiętaj o niedzieli. Zaczęłam oglądać, a tu pojawia się temat o utracie pamięci krótkotrwałe. Nic to, myślę. Chyba mam bardzo wyostrzony radar na takie tematy. Pomyślałam, że w związku z tym warto wrzucić ten film na bloga.
O czym on jest?
O młodym człowieku, który z dnia na dzień traci pamięć krótkotrwałą. Jak sobie radzi w życiu, z jakimi problemami się boryka, co czuje. Można ten film porównać do Dnia świstaka. 
Pamietaj o niedzieli jest jednak głębszy, bardziej romantyczny, prawdziwy.
Gorąco polecam.

Najwazniejsze w życiu jest...


Wrzucam krótkie opowiadanko, które powstało w ramach konkursu na LC

Zadanie brzmiało:

Maciej Stuhr z humorem i wrażliwością opisuje doświadczenie ojcostwa. W felietonach niekiedy zwraca się bezpośrednio do swojego syna. Gdybyście mieli możliwość cofnięcia się w czasie i udzielenia kilkuletniej lub kilkuletniemu sobie jednej wskazówki, co by to było?

Zapraszam do zabawy. Na stronie LC jest mnóstwo konkursów i wspaniałych nagród. 

Stojąc z umorusaną buzią, w podartych rajtuzach, trzymając procę z kawałka patyka i pończochy mojej babci, spoglądałam niewinnie na panią machającą do mnie palcem.
- Pamiętaj, że to ty ponosisz odpowiedzialność za swoje czyny. To, że inni tak robią, nie znaczy, że musisz iść w ich ślady.
- Ale pszę pani, wtrąciłam niepewnie. Jacek powiedział…
- A jakby Jacek powiedział…?
- Ale pszę pani, ja się z nim całkowicie zgadzam. Nie ma nic lepszego, niż strzelanie z procy.
Zerknęłam na Jacka, który miał fioletową śliwkę na czole. Z nosa leciała mu ciurkiem krew. Spodenki były podarte i całe brudne z błota. Wyglądał na bardzo szczęśliwego.
Tajemnicza kobieta spojrzała na mnie i powiedziała:
- No tak. Najważniejsze w życiu jest, żebyś była szczęśliwa.
Chciałam jej przytaknąć, ale z nosa wisiał mi potężny glut i bałam się, że go zaraz połknę. Naciągnęłam rękaw różowej kurteczki i podniosłam dłoń do mojej twarzy. Gdy wytarłam nos, rozsmarowując smarki po całej buzi, prócz chichrającego się obok Jacka nikogo już nie było.

Chłopak popatrzył na mnie i rzekł: 
- Pójdziemy do mojego starszego brata doprowadzić się do porządku, zanim ktoś z dorosłych nas zauważy.
Trzydzieści lat później ocierając łzy skrawkiem rękawa myślę sobie:
- Najważniejsze jest, żebym była szczęśliwa. Na przekór wszystkim.

Wywiad ze mną


Chętnych zapraszam do zapoznania się z kolejnym wywiadem, jakiego udzieliłam. Znajdziecie tam parę słów o opiece, małe co nieco o mnie, o moim blogu i o książce Perły rzucone przed damy. Ciekawa jestem, czy zgadzacie się z tym, o czym mówiłam w nim odnośnie naszej pracy. Może macie całkiem odmienne zdanie? A jak postrzegają was znajomi i nowo poznawani ludzie? Czy macie podobne odczucia, jak ja?

Wywiad znajdziecie na portalu Poloniusz.

Bajka dla opiekunek - Objektywek, brat Kupidyna


Na portalu lubimy czytać jest taki sobie konkurs:
Na wzór Aniołów, którzy utworzyli jednostkę ds. kontroli nadużyć, wymyślcie organ, który powinien interweniować w środowisku, w którym najczęściej przebywacie. Czekamy na pomysłowe akronimy tych organizacji ;)
No i wymyśliłam :-) Co wy na to? jesteście za spłodzeniem Objektywka? 

Objektywek to młodszy brat Kupidyna. Kto by się spodziewał, że tysiące lat później starzy bogowie dojdą do wniosku, że na planecie Ziemia potrzebny jest kolejny bobas strzelający z łuku. Przyglądali się oni dziesiątki lat pracy polskich opiekunek w Niemczech. Z żalem spoglądali na zatrudniane na czarno kobiety. Na wyzysk, jak za czasów niewolnictwa. Zwlekli ze spłodzeniem kolejnego dziecka, w nadziei, że globalizacja i otwarcie granic coś zmieni. Niestety sytuacja nie zmieniła się na lepsze. Powstały setki polskich firm, gorszych od niemieckiego nazisty. Zarabiają one na swoich rodakach krocie. W razie problemów na zleceniu, zmuszają one pod groźbą kar finansowych bezsilne kobiety do dalszej pracy. Wenus nie mogąc przyglądać się cierpieniu kobiet, uwiodła starego Marsa. Dotykając jego pomarszczone ciało, myślała o swoim młodszym o 2489 lat kochanku. Owocem tej nocy był Objektywek. W dniu osiemnastych urodzin dostał on łuk na wzór tego, jaki posiadał Kupidyn. Wenus wręczając mu go rzekła: „musisz się przyjrzeć losom polskich kobiet”. Objektywek, przystojniak o nordyckiej urodzie, wędruje od jednego niemieckiego domu do drugiego i sprawdza, czy polskie opiekunki mają zapewnione godziwe warunki. Studiuje on umowy kobiet zawarte z firmą, porównuje z tymi zawartymi z niemieckimi rodzinami, przygląda się bacznie podopiecznym, by stwierdzić, czy nadają się oni jeszcze do opieki domowej. Gdy stwierdza nadużycia, celuje w opiekunkę i jednym strzałem przenosi ją w lepsze miejsce.

Mniejsze zło


Hmm… I tak oto moje dwa miesiące wolne od opieki dobiegają końca. Nie do końca były one takie wolne. Przeżyłam hmm… normalną nienormalną przygodę w nowym miejscu pracy. Potwierdziła ona moją teorię, że w naszej pracy nie ma nic pewnego. Stwierdzam, że Niemcy to jednak bardzo cwany naród. Nie mogę wymazać z pamięci SMSa od syna podopiecznej, w którym stwierdza, że oczywiście, on nie może mnie zmusić do tego, żebym została i nadal opiekowała się jego matką, ale w związku z moim opuszczeniem miejsca pracy, sprawdzi, czy moja firma może odpowiadać za to, że mnie do tego nie zmusiła. I teraz pytanie. Kto jest złym, a kto dobrym policjantem? Firma, czy niemiecka rodzina? Nie ma reguły.

Natomiast, jak dla mnie, by zlecenie było znośne musi grać i współpraca z rodziną, i współpraca z firmą. Nie ma tak, że z jednym się dogaduję, z drugim nie i współpraca trwa latami. Między opiekunką, firmą, a niemiecką rodziną istnieje zależność i relacje w każdą stronę muszą funkcjonować.

Ja znalazłam taką firmę, z którą o dziwo się dogaduję. Zaoferowała mi ona zlecenie, na którym ludzie wydają się być ok. W każdym bądź razie mam przestronny pokój, Internet, wolne i sprawa wyżywienia również została wyjaśniona. Czyli mam zapewnione podstawowe potrzeby każdego człowieka. Serce nie wyskakuje mi z piersi z radością na myśl o powrocie. Pamiętam, że strasznie się tam męczyłam. Chyba jak nigdy dotąd. Sama nie wiem czym. W pierwszej kolejności starością. W drugiej kolejności chorymi ludźmi, którzy chcą żyć tak, jakby byli zdrowi. Nie znalazłam tam również ani jednej osoby, o której mogłabym powiedzieć, że cieszę się na spotkanie z nią. Poza tym wszechogarniająca nuda, ponieważ nie mogę się zająć sprzątaniem, czy gotowaniem. A gotować uwielbiam. Wszystko trzeba robić szybko i znikać podopiecznym z widoku, gdyż obecność opiekunki ich drażni.

Jednym słowem jestem tam więźniem w swojej wieży (w pełni wyposażonej wieży). Taką Rapunzel (Roszpunka – dziewczyna z długim warkoczem zamknięta w wieży). Tylko ja nie czekam na księcia. Czekam… No właśnie – na co czekam? Na inne życie, które samo nie przyjdzie. To ja muszę podjąć decyzję, że zmieniam kierunek.

Zakupiłam masę książek. Mam nadzieję, że gdy je wszystkie przeczytam, będę miała w głowie ogrom mądrości, które pomogą mi zakończyć ten nędzny żywot i zacząć to lepsze życie, na które zasłużyłam po czterdziestu latach. Tak, tak! Wkrótce będę mogła powiedzieć: „czterdzieści lat minęło”. A ja mam wrażenie, że minęła wieczność.

Tak więc decyduję się na pewne, nudne, toksyczne zlecenie. Nie chcę więcej ryzykować. Lepsze takie, niż podróż w nieznane, która najczęściej nie ma happy endu. Zwłaszcza zlecenia w opiece, jakoś nie zapierają mi tchu w piersiach. W gastronomi lubiłam nowe miejsca pracy. Nawet jak nie było lepiej, to było inaczej. Zawsze czegoś nowego się nauczyłam, coś ciekawego przeżyłam. No i robiłam coś pożytecznego. Dużo się śmiałam. Teraz na wzór moich podopiecznych najczęściej wykrzywiam usta z bólu. Nie boli mnie ręka, nie boli mnie pupa. Boli mnie dusza. Pracując w opiece jakoś nie mam takiego wrażenia, że robię coś pożytecznego. Wegetuję wraz z ludźmi, nad którymi otaczam opiekę. Czy wegetacja to coś pożytecznego i pozytywnego?

Chyba zestarzałam się. Cztery lata temu w życiu nie wróciłabym w takie miejsce. A dziś… Cel uświęca środki. 

Vergiss nicht, dich zu erinnern (Remember) - temat demencja i Auschwitz

wersja po niemiecku z YouTube


Pod linkiem niżej znajdziecie wersje po angielsku z polskimi napisami. Kto co woli.


Opowieść o Zevie, który 70 lat  po wojnie rusza by  pomścić swoją rodzinę, zamordowaną w Auschwitz. Misja jest wyjątkowo trudna, gdyż cierpi na demencję.
Film do końca trzyma w napięciu. Gorąco polecam.


Betrojerinki, Anna Wiatr


Hmm… Nie wiem, może jestem za głupia na tą lekturę. Nie zapamiętałam ani jednej historii, ani jednej postaci… Gdybym przed sięgnięciem po książkę Betrojerinki nie miała o niczym pojęcia, po jej przeczytaniu z pewnością nie wiedziałabym wiele więcej. 
Mnóstwo (ponoć dziesięć) historii kobiet pracujących w opiece nad osobami starszymi. Czytając książkę, zastanawiałam się, czy to jeszcze o autorce, czy może już o kolejnej kobiecie. Jeśli tak, to o której? Mam  podobne odczucia jak po przeczytaniu książki Renaty S. – Opiekunki osób starszych POLSKIE NIEWOLNICE. Czyta się ją tak samo ciężko, trudno, mozolnie. 
Z tą różnicą, że Anna Wiatr mówi o prawie. Próbuje po nitce dojść do kłębka i dowiedzieć się, jak powinna wyglądać praca opiekunki łącznie z całą otoczką – umowy, prawo, obowiązki, który kraj odpowiada za całą sytuację i gdzie można się zwrócić szukając pomocy. Nie wiem w czym tkwi mój problem. Wiedza jest obszerna, fachowa, konsultowana z ludźmi, którzy mają pojęcie o tym, co mówią. Temat tego, jak powinna wyglądać praca opiekunek, ich umowy, jakie obowiązują prawa jest bardzo zawiły. Książka nie czyni go przejrzystszym. 
Epilog jest niezwykle dołujący. Osoby, które pracują w Polsce wypowiadają się, że co tam opiekunka za granicą - ona przynajmniej dostaje kasę, oni są takimi niewolnikami w Polsce za pensję ciut ponad tysiąc złoty. Tymczasem każdy może wyjechać jako opiekun osób starszych do Niemiec. Poza tym to, że w Polsce ludziom żyje się źle, nie znaczy, że opiekunkom żyje się lepiej, tylko dlatego, że są w stanie po dwóch miesiącach pracy zwieźć 10 000 zł. Tak, jak pisałam w mojej książce: Ludzi interesuje jedynie euro, które opiekunki zwożą do kraju. Mało kogo interesuje droga, jaką muszą przejść, by je zarobić. 
To trudna lektura. Z pewnością jeszcze do niej sięgnę, po ważne informacje w niej zawarte. 
Postacie, o których w niej mowa, jakby w ogóle dla mnie nie istniały. Czytałam fakty odnośnie życia, zleceń ale nie wiem, które, kogo dotyczyły. 
Ponownie otwieram książkę… Nie wiem… Może dla takich ludzi jak ja, należy zamiast fikuśnych tytułów napisać: „Pani Jadzia”, „Pani Jola”, „Pani Kazia”, Początek", "Koniec"? Może wtedy jakaś postać utkwiłaby mi w pamięci i miała bym uczucie, że czytałam o prawdziwym człowieku? Albo każda historia powinna się czymś różnić? Może stylem pisania, wypowiedzi? 
Wierzę, że Anna Wiatr włożyła w to mnóstwo pracy i czasu. Brakło mi w tym serca. - No tak, przecież to reportaże. Mimo wszystko brakuje mi w tym opisu, charakterystyki postaci, subiektywnej oceny. 

Pasta z bakłażanów


Składniki:

2 duże bakłażany
50 g sera fety
5 orzechów włoskich
2-3 łyżki oliwy
odrobina zielonej pietruszki
ząbek czosnku
pieprz, sól

Bakłażany umyć i czubkiem noża porobić w nich małe dziurki. Włożyć do piekarnika o temperaturze 200 stopni na około godzinę. W połowie czasu obracamy, je na bok. Gdy będą już miękkie (pod spodem zamieszczam nieapetyczny obrazek, jak wtedy mniej więcej powinien wyglądać), zostawiamy w piekarniku do wystudzenia. Następnie wyciągamy na sitko cały miąższ, by odciekł z nich sok. Można go zmiksować blenderem. Ja nigdy tego nie robię. Dodaje do niego 2-3 łyżki oliwy (jeśli ktoś lubi może być majonez), pokruszony ser i orzechy, pietruszkę, czosnek i przyprawy. Mieszam. Najlepiej smakuje, gdy odstawi się na pół godziny. Można przechowywać w lodówce kilka dni. Smarować pastą chleb. Najlepiej bagietkę 😊



Lekcja59 - Mężczyźni to świnie ;-) die Ärzte



Hallo, mein Schatz, ich liebe Dich. 
Cześć, moje kochanie, kocham Cię.
Du bist die Einzige für mich. 
Jesteś jedyna dla mnie.
Die anderen find' ich alle doof, 
Inne uważam wszystkie za głupie,
deswegen mach ich Dir den Hof. 
Dlatego zabiegam o twoje względy.
Du bist so anders, ganz speziell.
Jesteś taka inna, całkiem szczególna.
Ich merke sowas immer schnell.
Zauważam coś takiego zawsze szybko.
Jetzt zieh Dich aus und leg Dich hin,
Teraz się rozbierz i połóż się,
weil ich so verliebt in Dich bin.
Ponieważ taki zakochany w Tobie jestem.
Gleich wird es dunkel, bald ist es Nacht,
Zaraz będzie ciemno, wkrótce jest noc,
da ist ein Wort der Warnung angebracht.
Tu jest słowo ostrzeżenia na miejscu. 
Männer sind Schweine.
Mężczyźni to świnie.
Traue ihnen nicht mein Kind.
Nie ufaj im moje dziecko.
Sie wollen alle nur das Eine,
Oni chcą tylko jednego,
weil Männer nun mal so sind.
Ponieważ mężczyźni tacy po prostu są.
Ein Mann fühlt sich erst dann als Mann,
Mężczyzna czuje się dopiero wtedy mężczyzną,
wenn er es Dir besorgen kann.
Gdy może ci dogodzić.
Er lügt, daß sich die Balken biegen,
On kłamie, jak najęty,
nur um Dich ins Bett zu kriegen.
Tylko po to, by zaciągnąć cię do łóżka.
Und dann am nächsten Morgen weiß er,
I potem następnego poranka nie wie, 
nicht einmal mehr wie Du heißt.
Nawet jak ty się nazywasz.
Rücksichtslos und ungehemmt,
Bezwzględny i niepowściągliwy,
Gefühle sind ihm völlig fremd.
Uczucia są mu całkowicie obce.
Für ihn ist Liebe gleich Samenverlust.
Dla niego miłość równa się utracie nasienia.
Mädchen, sei Dir dessen stets bewußt.
Dziewczyno, bądź tego ciagle świadoma.
Männer sind Schweine.
Mężczyźni to świnie.
Frage nicht nach Sonnenschein.
Nie pytaj o promienie słoneczne.
Ausnahmen gibt's leider keine.
Nie ma niestety wyjątków.
In jedem Mann steckt doch immer ein Schwein.
W każdym mężczyźnie tkwi jednak zawsze świnia.
Männer sind Säue.
Mężczyźni to świnie (maciory).
Glaube ihnen nicht ein Wort.
Nie wież im ani słowa. 
Sie schwören Dir ewige Treue,
Przysięgają ci wieczna wierność,
und dann am nächsten Morgen sind sie fort.
I potem następnego poranka odchodzą.
Yeah, yeah, yeaaah
Und falls Du doch den Fehler machst,
I jeśli jednak zrobisz ten błąd,
und Dir 'nen Ehemann anlachst,
i jeśli poderwiesz sobie męża,
dann wird Dein Rosenkavalier,
wtedy stanie się twój rycerz,
bald nach der Hochzeit auch zum Tier.
Wkrótce po ślubie zwierzęciem. 
Da zeigt er dann sein wahres Ich,
Wtedy pokaże on swoje prawdziwe ja,
ganz unrasiert und widerlich.
Czałkiem nieogolone i odrażające.
Trinkt Bier, sieht fern und wird schnell fett,
Pije piwo, ogląda telewizor i staje się szybko gruby,
und rülpst und furzt im Ehebett.
Beka i pierdzi w łóżku.
Dann hast du King Kong zum Ehemann,
Wtedy masz kinkonga za męża,
drum sag' ich Dir denk' bitte stets daran.
Dlatego mówię ci, myśl proszę stale o tym. 
Männer sind Schweine,
Mężczyźni to świnie,
traue ihnen nicht mein Kind.
Nie ufaj im moje dziecko. 
Sie wollen alle nur das Eine,
Oni wszyscy chcą tylko jednego,
für wahre Liebe sind sie blind.
Jeśli chodzi o prawdziwą miłość to są oni ślepi 
Männer sind Ratten.
Mężczyźni to szczury.
Begegne ihnen nur mit List.
Spotykaj ich tylko z ?
Sie wollen alles begatten,
Oni chcą wszystko zaliczyć,
was nicht bei drei auf den Bäumen ist.
Co na trzy nie jest na drzewach.
Männer sind Schweine.
Mężczyźni to świnie.
Frage nicht nach Sonnenschein.
Nie pytaj o światło słoneczne.
Ausnahmen gibt's leider keine.
Wyjątków niestety nie ma.
In jedem Mann steckt doch ein Schwein.
W każdym mężczyźnie tkwi jednak świnia.
Männer sind Autos,
Mężczyźni są autami,nur ohne Reserverad.
Tylko bez koła zapasowego.
Yeah, yeah, yeah, yeaaah
Linke Schweine, fiese Schweine,
Wredne świnie, wstrętne świnie,
eklige Schweine, fiese Schweine,
obrzydliwe świnie, wstrętne świnie,
dumme Schweine, dumme Schweine,
głupie świnie, głupie świnie,
geile Schweine.
napalone świnie.
Linke Schweine, fiese Schweine,
Wredne świnie, wstrętne świnie,
eklige Schweine, fiese Schweine,
obrzydliwe świnie, wstrętne świnie.
stinkende Schweine, linke Schweine,
śmierdzące świnie, wstrętne świnie,
geile Schweine.
napalone świnie.
Linke Schweine, fiese Schweine,
Wredne świnie, wstrętne świnie,
eklige Schweine, fiese Schweine,
obrzydliwe świnie, wstrętne świnie,
dumme Schweine, Nazi-Schweine,
głupie świnie, nazistowskie świnie,
geile Schweine.
napalone świnie.
Wir wollen keine Bullenschweine.
Nie chcemy byczkowatych świń. 
Fiese Schweine, fiese Schweine,
Wstrętne świnie, wstrętne świnie,
Mollies und Steine gegen die Bullenschweine 
? i kamienie przeciwko byczkowatym świniom.

Zapiekany ser feta


Składniki:


100 g fety
1 pomidor
ząbek czosnku
5 oliwek
łyżeczka oliwy
szczypta oregano
Do foremki żaroodpornej wlewamy łyżeczkę oliwy, kruszymy ser, dodajemy pokrojone w kostkę pomidory, oliwki, drobno posiekany czosnek i oregano. Mieszamy i wkładamy na około 15 minut do nagrzanego piekarnika lub do opiekacza (temperatura 180  stopni). Gdy ser się lekko zarumieni, danie jest gotowe. Podawać z bagietką. Najlepiej na kolację.

Smacznego 😊

Jeszcze nie zwariowałam (chyba), Agata Strzałka


To druga książka napisana przez opiekunkę osób starszych, którą przeczytałam. A właściwie trzecia, licząc moją książkę Perły rzucone przed damy. Po książce Renaty S. Opiekunki osób starszych POLSKIE NIEWOLNICE była to miła odmiana. 

Agata bardzo dokładnie przemyślała, jak ma wyglądać jej książka, czym chce się podzielić. Pisząc o perypetiach Edyty, z pewnością trafia do wielu opiekunek, które znalazły się w Niemczech nie znając języka lub mając jego podstawy. Język niemiecki to nie jedyny problem bohaterki. Worki na śmieci, wszechobecne automaty i środki komunikacji miejskiej sprawiają jej wiele trudności. Mimo wszystko Edyta nie poddaje się. Walecznie stawia czoła wyzwaniom i jej się udaje. Ja natomiast czytając, jak przemierza ona tysiące metrów na pieszo, kilka tygodni z rzędu przerzuca zeschnięte liście z jednych worków do drugich, chodzi z latarką od roweru po mieszkaniu, zastanawiam się, dlaczego Edyta nie pyta o radę, nie przyzna się, że czegoś nie wie, nie poprosi o pomoc. Być może jednak tak wygląda praca wielu opiekunek. Nie wiem, czy jest to strach, lęk, a może ambicje, by pokazać, że jest się zaradną. Czynności, które zwykłym ludziom nie sprawiają trudności, polskiej opiekunce spędzają sen z powiek. Smutna rzeczywistość. Z perspektywy czasu można się z tego pośmiać. Edycie z pewnością w tych momentach nie było jednak do śmiechu. Jej opowiadania poruszają wiele zagadnień pracy w opiece. Zwróciłam uwagę na trudne zlecenia - niedołężni, a nawet umierający ludzie. Dla wielu opiekunek to chleb powszedni. Obecny w wielu  miejscach problem z wyżywieniem, dziwactwa starszych ludzi, chłodne niemieckie rodziny nie jednej opiekunce nie są obce. Agata zwraca również uwagę na fakt, że ta praca nie daje nam bezpieczeństwa. Nie mamy gwarancji pracy, płatnych urlopów, a nasza starość i emerytura to jedna wielka niewiadoma. 

Jednak jak sama zauważa, praca w charakterze opiekunki dodała jej skrzydeł. To dzięki tej pracy ze starej matrony zmieniła się w młodą radosną dziewczynę. Fakt ten napawa optymizmem, że pomimo tych wszystkich trudów na obczyźnie, można odnaleźć siebie i własne szczęście. 
Pierwsze strony książki rozśmieszyły mnie do łez. Oczyma wyobraźni widziałam biegających, jak mrówki pracowników u rolnika. Tak wygląda rzeczywistość. Nikt nic nie mówi, każdy biega, panują prawa dżungli. To jest doskonały humor. Humor, który jest obecny w całej książce. Niestety w  pewnych miejscach nie potrafiłam się śmiać, chociaż wiedziałam, że miało być śmiesznie. Miałam wrażenie, że był lekko na wyrost. Każda książka ma jednak te wspaniałe momenty, te normalne i te nie do końca udane. U Agaty wspaniałych momentów było najwięcej. Bardzo dobra książka dojrzałej kobiety. A najważniejsze, że dodaje nadziei innym opiekunom, że może być lepiej, że możemy być szczęśliwi, że chociaż to trudna droga, to prowadzi nas do lepszego jutra. 
Tytuł świetny i jak najbardziej oddaje to, co znajdujemy w książce. Szkoda tylko, że na okładce jest młoda dziewczyna – takie to trochę niespójne. Wolałabym ujrzeć Edytę.

Czy kary za przedterminowe opuszczenie miejsca pracy to mity?


Nasze umowy bardzo często, żeby nie powiedzieć zawsze, zawierają punkt o karze za samowolne opuszczenie miejsca pracy. Wielokrotnie słyszy się, że opiekunka trafiła na spartańskie warunki, agresywnego lub nieprzyjemnego podopiecznego, wymaga się od niej wykonywania prac, które do niej nie należą, wykraczających poza czas pracy, jaki obowiązuje opiekunkę (temat czasu pracy poruszyłam w osobnym poście:https://kasiaperla.blogspot.com/2018/08/czas-pracy-przepisy-prawne.html ). 
Co się dzieje w takiej sytuacji? Opiekunka radzi się, co zrobić, bo firma nie pozwala jej zjechać. Wielokrotnie podkreślam, że mamy prawo nie tylko do wypowiedzenia umowy z zachowaniem terminu wypowiedzenia, ale również możemy wypowiedzieć umowę w trybie natychmiastowym. Co i jak opisałam w artykule: https://kasiaperla.blogspot.com/2018/01/wypowiedzenie-umowy-zlecenie.html. Wspomniałam w nim również o trzeciej możliwości. Mianowicie o opuszczeniu miejsca pracy za porozumieniem stron. W moim przypadku najczęściej miejsce miał właśnie ten wariant. 
Przedterminowe opuszczenie miejsca pracy nie jest jednoznaczne z samowolnym opuszczeniem miejsca pracy. I myślę, że w większości przypadków w tym szczególe tkwi cały problem. Opiekunki są zastraszone, nie znają swoich spraw, nie są stanowcze i nie potrafią na spokojnie, wiarygodnie przedstawić sytuacji na miejscu. Samą nie raz bardzo mnie poniesie, gdy spotyka mnie upokorzenie, niesprawiedliwość, nie są szanowane moje prawa. Mimo wszystko zawsze staram się pamiętać o formalnościach, a zwłaszcza o takim wypowiedzeniu w trybie natychmiastowym. 
Czy jestem spokojna, że otrzymam wynagrodzenie? Czy jestem pewna, że nikt nie będzie ciągał mnie po sądach? Oczywiście, że nie jestem. Ale czy zostając na miejscu, mam pewność, że dostanę wynagrodzenie, skoro doświadczam, że firma nie do końca jest w stosunku do mnie w porządku? Że wytrzymam? Że mój organizm się nie zbuntuje i najzwyczajniej w świecie pod wpływem stresu, niedożywienia, przemęczenia, nie da rady, a ja skończę w szpitalu stanowiąc jeszcze większy problem dla firmy, dla niemieckiej rodziny i dla samej siebie? Otóż nie mam tej gwarancji. Prawdopodobieństwo, że właśnie tak się stanie jest ogromne. Znam do z własnego doświadczenia i z doświadczenia moich zmienniczek. Nadciśnienie, problemy żołądkowe, nerwica to typowe psychosomatyczne objawy, jakie towarzyszą naszej pracy. Zwłaszcza w drastycznych sytuacjach. 
Wiadomo, że opiekunka wyjeżdżając do pracy, chce zarobić. Często, gdy zaczyna dziać się coś niedobrego, nie tylko obawia się kar finansowych. Myślę, że w wielu przypadkach nie jest konsekwentna i nie stawia sytuacji jasno, licząc, że jakoś to będzie, że może przetrwa. Szkoda przecież zjechać z powrotem do domu, nie zarobiwszy pieniędzy, po które się wyjechało. Być może były już plany, jak je wydać. Być może już zostały wydane. W związku z tym chcemy, żeby było dobrze. Najprawdopodobniej podświadomie nie chcemy zjechać i liczymy na to, że firma coś z tym fantem zrobi. Ale co może zrobić firma, jeśli my sami nie do końca wiemy, w którym kierunku chcemy pójść? Być może się mylę. Być może się oburzycie. Ale piszę z własnego doświadczenia.
Pracowałam z wieloma firmami. Przez pierwsze dwa lata praktycznie zawsze zjeżdżałam przed czasem. Czy trafiałam tak strasznie? Tu z pewnością was zaskoczę. Nie, miewałam fajne miejsca. Ale uczyłam się dopiero asertywności, nie rozumiałam starości, otępienia starczego. Byłam niedoświadczona. Nie potrafiłam się upomnieć o swoje. Czy teraz przychodzi mi to łatwiej? Starość i chorobę, jaką jest demencja rozumiem już lepiej. Natomiast upomnieć się o czas wolny, powiedzieć, że czegoś nie zrobię, a zwłaszcza oświadczyć, że kwota jaką mam na zakupy jest za mała, jest mi bardzo ciężko. Zawsze i bez wyjątków. Jeśli jednak chcę pracować jako opiekunka, muszę się tego nauczyć. W pierwszej kolejności zawsze startuję z tymi moimi „roszczeniami” do niemieckiej rodziny. Jeśli to nie pomaga, zgłaszam problem firmie. 
Wracając jednak do tematu. Zjeżdżałam przed terminem i zawsze otrzymywałam pełne wynagrodzenie. Raz zdarzyło mi się, że firma faktycznie straszyła mnie, że nie mogę zjechać podczas, gdy podopieczna i jej córka wyganiały mnie z domu. Próbowali rozmawiać z córką. Widzieli, że rozmowa nie ma sensu. Mimo wszystko zabraniali wracać mi do domu. Przespałam się, czekałam do południa następnego dnia, ponieważ obiecywali, że zadzwonią. Dostałam kolejne pogróżki, że nie mogę zjechać. O historii tej przeczytacie w książce „Perły rzucone przed damy” (https://www.granice.pl/ksiazka/perly-rzucone-przed-damy/6042994). Kilka godzin zastanawiałam się, co zrobić. Ale przecież nie będę siedziała w domu podopiecznej, gdzie wszyscy czekają na mój wyjazd. Spakowałam się i wróciłam do domu. Nie otrzymałam pieniędzy za drogę. 
Niektórzy powiedzą: „no właśnie!”. A ja powiem: „żadne właśnie!”. To było jeden raz na osiemnaście zleceń. Jeden raz na cztery lata pracy. Oczywiście o jeden raz za dużo. Ale nie popadajmy w panikę. Nie dajmy się zastraszać, bądźmy konsekwentni, załatwiajmy sprawy tak, jak należy, a będzie dobrze.

Dwa życia opiekunki


Pozostało mi jeszcze dwa tygodnie do wyjazdu. Auto wyzionęło ducha. Siedzę uziemiona w domu i myślę…

W sumie żyjemy między dwoma światami – naszym życiem w Polsce i życiem naszych podopiecznych w Niemczech.

Niestety moje ciało i  umysł niczym nie przypomina robota. Za każdym razem, gdy wyjadę do pracy, ciężko mi jest przystosować się do życia według zegarka, do oglądania starych, bardzo starych twarzy, do przyjmowania humorków schorowanych ludzi na klatę. Każde wyjście na miasto, to niby chwila radości, chwila wolności. Ale co to za wolność z dala od domu? Człowiek pociesza się, że może odsapnąć, pobyć w normalnym świecie. Niestety, to świat innych ludzi, nie mój. Z utęsknieniem wyczekuję więc dnia, gdy zjadę do domu. Myślę sobie, że tyle dobrego tam na mnie czeka.

Zjeżdżam, załatwiam naglące sprawy, odwiedzam kilka osób i zaczynam myśleć o powrocie. Dwa tygodnie… Za mało by coś zacząć, za dużo, by usiąść na walizkach i czekać. Co robić z tym czasem? Przydałby mi się taki guziczek, zamontowany na ciele, który ktoś naciskałby w dzień wyjazdu do Polski lub do Niemiec. Po jego aktywacji żyłabym obecnym życiem, aż do czasu, gdy po raz kolejny ktoś by go użył. Wtedy wracałbym do drugiego życia i kontynuowała w tym miejscu, gdzie je ostatnio zakończyłam. Coś w rodzaju teleportacji nie tylko w przestrzeni ale i w czasie.

Tymczasem nie jestem w stanie planować poważnych przedsięwzięć. Nie mogę czegoś zacząć, wyjechać i oczekiwać, że gdy wrócę, będę mogła to kontynuować, jak gdybym nigdy nie wyjeżdżała. Życie ogranicza się do robienia tego, co najważniejsze. Mam dwa życia, a tak naprawdę nie mam żadnego. Od czasu do czasu wpadam pozwiedzać ruiny tego jedynego, prawdziwego życia. Czy kiedyś zdołam je odbudować?

Lekcja58 - Mensch (Herbert Grönemeyer)



Momentan ist richtig,
chwilami jest prawidłowo,
momentan ist gut,
chwilami jest dobrze.
Nichts ist wirklich wichtig,
Nic nie jest w rzeczywistości ważne,
nach der Ebbe kommt die Flut.
po odpływie przyjedzie przypływ.
Am Strand des Lebens,
Na plaży zycia,
ohne Grund, ohne Verstand,
bez powodu, bez rozumu,
ist nichts vergebens,
nic nie jest na próżno,
ich baue die Träume auf den Sand.
buduję marzenia na piasku.
Und es ist, es ist ok.
I jest, jest ok.
Alles auf dem Weg
Wszystko na drodze.
Und es ist Sonnenzeit,
I jest czas słoneczny,
Unbeschwert und frei.
Beztroski i wolny.
Und der Mensch heißt Mensch,
I człowiek nazywa się człowiek,
weil er vergißt, weil er verdrängt
ponieważ zapomina, wypiera,
weil er schwärmt und stählt,
ponieważ snuje marzenia i kradnie,
weil er wärmt, wenn er erzählt,
ponieważ ogrzewa,, gdy opowiada,
weil er lacht,
ponieważ śmieje się,
weil er lebt,
ponieważ żyje,
Du fehlst.
Brakuje mi ciebie.
Das Firmament hat geöffnet,
Sklepienie niebieskie się otworzyło,
Wolkenlos und ozeanblau,
Bezchmurne i błękitne, jak ocean.
Und Telefon, Gas, Elektrik,
I telefon, gaz, ekektryka
Unbezahlt und das geht auch.
Nieopłacone i tak tez może być.
Teil mit mir Deinen Frieden
Dziel ze mną Twój pokój,
wenn auch nur geborgt.
gdy również pożyczony.
Ich will nicht Deine Liebe,
Nie chcę Twoje miłości,
ich will nur Dein Wort.
Chce tylko Twojego słowa.
Und es ist, es ist ok.
I to jest, jest ok.
Alles auf dem Weg .
Wszystko na drodze.
Und es ist Sonnenzeit
I jest czas słoneczny,
Ungetrübt und leicht
Niezakłócony i lekki.
Und der Mensch heißt Mensch,
I człowiek nazywa się człowiekiem,
weil er irrt und ,weil er kämpft,
Ponieważ się myli i ponieważ walczy,
weil er hofft und liebt,
ponieważ ma nadzieję i kocha,
weil er mitfühlt und vergibt,
ponieważ współczuje i wybacza,
und weil er lacht,
i po nieważ się śmieje,
und weil er lebt.
I ponieważ żyje.
Du fehlst!
Brakuje mi Ciebie!
Oh weil er lacht,
Oh, ponieważ on się śmieje,
weil er lebt.
Ponieważ on zyje.
Du fehlst!
Brakuje mi ciebie!
Es ist ok.
Jest ok.
Alles auf dem Weg .
Wszystko na drodze.
Und es ist Sonnenzeit,
I jest czas słoneczny,
Ungetrübt und leicht.
Niezakłócony i lekki.
Und der Mensch heißt Mensch,
I człowiek nazywa się człowiekiem,
weil er vergißt, weil er verdrängt,
ponieważ zapomina, ponieważ wypiera,
Und weil er schwärmt und glaubt,
I ponieważ się zachwyca i marzy,
Sich anlehnt und vertraut.
Wzoruje się i ufa.
Und weil er lacht,
I  ponieważ się śmieje,
weil er lebt.
Ponieważ żyje.
Du fehlst!
Brakuje mi Ciebie!
Ist schon ok.
Jest już ok.
Es tut gleichmäßig weh.
Boli równomiernie.
Es ist Sonnenzeit .
Jest czas słoneczny.
Ohne Plan, ohne Geleit.
Bez planu, bez asysty.
Der Mensch heißt Mensch,
Człowiek nazywa się człowiek,
weil er erinnert, weil er kämpft,
ponieważ on wspomina, ponieważ walczy,
weil er hofft und liebt,
ponieważ ma nadzieję i kocha,
weil er mitfühlt und vergibt,
ponieważ współczuje i wybacza.
Und weil er lacht,
I ponieważ kocha,
und weil er lebt.
I ponieważ żyje.
Du fehlst!
Brakuje mi Ciebie!
Oh, weil er lacht,
Oh, ponieważ on smieje się,
und weil er lebt,
i ponieważ on żyje.
Du fehlst!
Oho!
Ohlalalo!
Es ist schon ok.
Jest już ok.
Nano!
Nadadado!
Ohlalaoh!
Hoho!