Lekcja59 - Mężczyźni to świnie ;-) die Ärzte



Hallo, mein Schatz, ich liebe Dich. 
Cześć, moje kochanie, kocham Cię.
Du bist die Einzige für mich. 
Jesteś jedyna dla mnie.
Die anderen find' ich alle doof, 
Inne uważam wszystkie za głupie,
deswegen mach ich Dir den Hof. 
Dlatego zabiegam o twoje względy.
Du bist so anders, ganz speziell.
Jesteś taka inna, całkiem szczególna.
Ich merke sowas immer schnell.
Zauważam coś takiego zawsze szybko.
Jetzt zieh Dich aus und leg Dich hin,
Teraz się rozbierz i połóż się,
weil ich so verliebt in Dich bin.
Ponieważ taki zakochany w Tobie jestem.
Gleich wird es dunkel, bald ist es Nacht,
Zaraz będzie ciemno, wkrótce jest noc,
da ist ein Wort der Warnung angebracht.
Tu jest słowo ostrzeżenia na miejscu. 
Männer sind Schweine.
Mężczyźni to świnie.
Traue ihnen nicht mein Kind.
Nie ufaj im moje dziecko.
Sie wollen alle nur das Eine,
Oni chcą tylko jednego,
weil Männer nun mal so sind.
Ponieważ mężczyźni tacy po prostu są.
Ein Mann fühlt sich erst dann als Mann,
Mężczyzna czuje się dopiero wtedy mężczyzną,
wenn er es Dir besorgen kann.
Gdy może ci dogodzić.
Er lügt, daß sich die Balken biegen,
On kłamie, jak najęty,
nur um Dich ins Bett zu kriegen.
Tylko po to, by zaciągnąć cię do łóżka.
Und dann am nächsten Morgen weiß er,
I potem następnego poranka nie wie, 
nicht einmal mehr wie Du heißt.
Nawet jak ty się nazywasz.
Rücksichtslos und ungehemmt,
Bezwzględny i niepowściągliwy,
Gefühle sind ihm völlig fremd.
Uczucia są mu całkowicie obce.
Für ihn ist Liebe gleich Samenverlust.
Dla niego miłość równa się utracie nasienia.
Mädchen, sei Dir dessen stets bewußt.
Dziewczyno, bądź tego ciagle świadoma.
Männer sind Schweine.
Mężczyźni to świnie.
Frage nicht nach Sonnenschein.
Nie pytaj o promienie słoneczne.
Ausnahmen gibt's leider keine.
Nie ma niestety wyjątków.
In jedem Mann steckt doch immer ein Schwein.
W każdym mężczyźnie tkwi jednak zawsze świnia.
Männer sind Säue.
Mężczyźni to świnie (maciory).
Glaube ihnen nicht ein Wort.
Nie wież im ani słowa. 
Sie schwören Dir ewige Treue,
Przysięgają ci wieczna wierność,
und dann am nächsten Morgen sind sie fort.
I potem następnego poranka odchodzą.
Yeah, yeah, yeaaah
Und falls Du doch den Fehler machst,
I jeśli jednak zrobisz ten błąd,
und Dir 'nen Ehemann anlachst,
i jeśli poderwiesz sobie męża,
dann wird Dein Rosenkavalier,
wtedy stanie się twój rycerz,
bald nach der Hochzeit auch zum Tier.
Wkrótce po ślubie zwierzęciem. 
Da zeigt er dann sein wahres Ich,
Wtedy pokaże on swoje prawdziwe ja,
ganz unrasiert und widerlich.
Czałkiem nieogolone i odrażające.
Trinkt Bier, sieht fern und wird schnell fett,
Pije piwo, ogląda telewizor i staje się szybko gruby,
und rülpst und furzt im Ehebett.
Beka i pierdzi w łóżku.
Dann hast du King Kong zum Ehemann,
Wtedy masz kinkonga za męża,
drum sag' ich Dir denk' bitte stets daran.
Dlatego mówię ci, myśl proszę stale o tym. 
Männer sind Schweine,
Mężczyźni to świnie,
traue ihnen nicht mein Kind.
Nie ufaj im moje dziecko. 
Sie wollen alle nur das Eine,
Oni wszyscy chcą tylko jednego,
für wahre Liebe sind sie blind.
Jeśli chodzi o prawdziwą miłość to są oni ślepi 
Männer sind Ratten.
Mężczyźni to szczury.
Begegne ihnen nur mit List.
Spotykaj ich tylko z ?
Sie wollen alles begatten,
Oni chcą wszystko zaliczyć,
was nicht bei drei auf den Bäumen ist.
Co na trzy nie jest na drzewach.
Männer sind Schweine.
Mężczyźni to świnie.
Frage nicht nach Sonnenschein.
Nie pytaj o światło słoneczne.
Ausnahmen gibt's leider keine.
Wyjątków niestety nie ma.
In jedem Mann steckt doch ein Schwein.
W każdym mężczyźnie tkwi jednak świnia.
Männer sind Autos,
Mężczyźni są autami,nur ohne Reserverad.
Tylko bez koła zapasowego.
Yeah, yeah, yeah, yeaaah
Linke Schweine, fiese Schweine,
Wredne świnie, wstrętne świnie,
eklige Schweine, fiese Schweine,
obrzydliwe świnie, wstrętne świnie,
dumme Schweine, dumme Schweine,
głupie świnie, głupie świnie,
geile Schweine.
napalone świnie.
Linke Schweine, fiese Schweine,
Wredne świnie, wstrętne świnie,
eklige Schweine, fiese Schweine,
obrzydliwe świnie, wstrętne świnie.
stinkende Schweine, linke Schweine,
śmierdzące świnie, wstrętne świnie,
geile Schweine.
napalone świnie.
Linke Schweine, fiese Schweine,
Wredne świnie, wstrętne świnie,
eklige Schweine, fiese Schweine,
obrzydliwe świnie, wstrętne świnie,
dumme Schweine, Nazi-Schweine,
głupie świnie, nazistowskie świnie,
geile Schweine.
napalone świnie.
Wir wollen keine Bullenschweine.
Nie chcemy byczkowatych świń. 
Fiese Schweine, fiese Schweine,
Wstrętne świnie, wstrętne świnie,
Mollies und Steine gegen die Bullenschweine 
? i kamienie przeciwko byczkowatym świniom.

Zapiekany ser feta


Składniki:


100 g fety
1 pomidor
ząbek czosnku
5 oliwek
łyżeczka oliwy
szczypta oregano
Do foremki żaroodpornej wlewamy łyżeczkę oliwy, kruszymy ser, dodajemy pokrojone w kostkę pomidory, oliwki, drobno posiekany czosnek i oregano. Mieszamy i wkładamy na około 15 minut do nagrzanego piekarnika lub do opiekacza (temperatura 180  stopni). Gdy ser się lekko zarumieni, danie jest gotowe. Podawać z bagietką. Najlepiej na kolację.

Smacznego 😊

Jeszcze nie zwariowałam (chyba)


To druga książka napisana przez opiekunkę osób starszych, którą przeczytałam. A właściwie trzecia, licząc moją książkę Perły rzucone przed damy. Po książce Renaty S. Opiekunki osób starszych POLSKIE NIEWOLNICE była to miła odmiana. 

Agata bardzo dokładnie przemyślała, jak ma wyglądać jej książka, czym chce się podzielić. Pisząc o perypetiach Edyty, z pewnością trafia do wielu opiekunek, które znalazły się w Niemczech nie znając języka lub mając jego podstawy. Język niemiecki to nie jedyny problem bohaterki. Worki na śmieci, wszechobecne automaty i środki komunikacji miejskiej sprawiają jej wiele trudności. Mimo wszystko Edyta nie poddaje się. Walecznie stawia czoła wyzwaniom i jej się udaje. Ja natomiast czytając, jak przemierza ona tysiące metrów na pieszo, kilka tygodni z rzędu przerzuca zeschnięte liście z jednych worków do drugich, chodzi z latarką od roweru po mieszkaniu, zastanawiam się, dlaczego Edyta nie pyta o radę, nie przyzna się, że czegoś nie wie, nie poprosi o pomoc. Być może jednak tak wygląda praca wielu opiekunek. Nie wiem, czy jest to strach, lęk, a może ambicje, by pokazać, że jest się zaradną. Czynności, które zwykłym ludziom nie sprawiają trudności, polskiej opiekunce spędzają sen z powiek. Smutna rzeczywistość. Z perspektywy czasu można się z tego pośmiać. Edycie z pewnością w tych momentach nie było jednak do śmiechu. Jej opowiadania poruszają wiele zagadnień pracy w opiece. Zwróciłam uwagę na trudne zlecenia - niedołężni, a nawet umierający ludzie. Dla wielu opiekunek to chleb powszedni. Obecny w wielu  miejscach problem z wyżywieniem, dziwactwa starszych ludzi, chłodne niemieckie rodziny nie jednej opiekunce nie są obce. Agata zwraca również uwagę na fakt, że ta praca nie daje nam bezpieczeństwa. Nie mamy gwarancji pracy, płatnych urlopów, a nasza starość i emerytura to jedna wielka niewiadoma. 

Jednak jak sama zauważa, praca w charakterze opiekunki dodała jej skrzydeł. To dzięki tej pracy ze starej matrony zmieniła się w młodą radosną dziewczynę. Fakt ten napawa optymizmem, że pomimo tych wszystkich trudów na obczyźnie, można odnaleźć siebie i własne szczęście. 
Pierwsze strony książki rozśmieszyły mnie do łez. Oczyma wyobraźni widziałam biegających, jak mrówki pracowników u rolnika. Tak wygląda rzeczywistość. Nikt nic nie mówi, każdy biega, panują prawa dżungli. To jest doskonały humor. Humor, który jest obecny w całej książce. Niestety w  pewnych miejscach nie potrafiłam się śmiać, chociaż wiedziałam, że miało być śmiesznie. Miałam wrażenie, że był lekko na wyrost. Każda książka ma jednak te wspaniałe momenty, te normalne i te nie do końca udane. U Agaty wspaniałych momentów było najwięcej. Bardzo dobra książka dojrzałej kobiety. A najważniejsze, że dodaje nadziei innym opiekunom, że może być lepiej, że możemy być szczęśliwi, że chociaż to trudna droga, to prowadzi nas do lepszego jutra. 
Tytuł świetny i jak najbardziej oddaje to, co znajdujemy w książce. Szkoda tylko, że na okładce jest młoda dziewczyna – takie to trochę niespójne. Wolałabym ujrzeć Edytę.

Czy kary za przedterminowe opuszczenie miejsca pracy to mity?


Nasze umowy bardzo często, żeby nie powiedzieć zawsze, zawierają punkt o karze za samowolne opuszczenie miejsca pracy. Wielokrotnie słyszy się, że opiekunka trafiła na spartańskie warunki, agresywnego lub nieprzyjemnego podopiecznego, wymaga się od niej wykonywania prac, które do niej nie należą, wykraczających poza czas pracy, jaki obowiązuje opiekunkę (temat czasu pracy poruszyłam w osobnym poście:https://kasiaperla.blogspot.com/2018/08/czas-pracy-przepisy-prawne.html ). 
Co się dzieje w takiej sytuacji? Opiekunka radzi się, co zrobić, bo firma nie pozwala jej zjechać. Wielokrotnie podkreślam, że mamy prawo nie tylko do wypowiedzenia umowy z zachowaniem terminu wypowiedzenia, ale również możemy wypowiedzieć umowę w trybie natychmiastowym. Co i jak opisałam w artykule: https://kasiaperla.blogspot.com/2018/01/wypowiedzenie-umowy-zlecenie.html. Wspomniałam w nim również o trzeciej możliwości. Mianowicie o opuszczeniu miejsca pracy za porozumieniem stron. W moim przypadku najczęściej miejsce miał właśnie ten wariant. 
Przedterminowe opuszczenie miejsca pracy nie jest jednoznaczne z samowolnym opuszczeniem miejsca pracy. I myślę, że w większości przypadków w tym szczególe tkwi cały problem. Opiekunki są zastraszone, nie znają swoich spraw, nie są stanowcze i nie potrafią na spokojnie, wiarygodnie przedstawić sytuacji na miejscu. Samą nie raz bardzo mnie poniesie, gdy spotyka mnie upokorzenie, niesprawiedliwość, nie są szanowane moje prawa. Mimo wszystko zawsze staram się pamiętać o formalnościach, a zwłaszcza o takim wypowiedzeniu w trybie natychmiastowym. 
Czy jestem spokojna, że otrzymam wynagrodzenie? Czy jestem pewna, że nikt nie będzie ciągał mnie po sądach? Oczywiście, że nie jestem. Ale czy zostając na miejscu, mam pewność, że dostanę wynagrodzenie, skoro doświadczam, że firma nie do końca jest w stosunku do mnie w porządku? Że wytrzymam? Że mój organizm się nie zbuntuje i najzwyczajniej w świecie pod wpływem stresu, niedożywienia, przemęczenia, nie da rady, a ja skończę w szpitalu stanowiąc jeszcze większy problem dla firmy, dla niemieckiej rodziny i dla samej siebie? Otóż nie mam tej gwarancji. Prawdopodobieństwo, że właśnie tak się stanie jest ogromne. Znam do z własnego doświadczenia i z doświadczenia moich zmienniczek. Nadciśnienie, problemy żołądkowe, nerwica to typowe psychosomatyczne objawy, jakie towarzyszą naszej pracy. Zwłaszcza w drastycznych sytuacjach. 
Wiadomo, że opiekunka wyjeżdżając do pracy, chce zarobić. Często, gdy zaczyna dziać się coś niedobrego, nie tylko obawia się kar finansowych. Myślę, że w wielu przypadkach nie jest konsekwentna i nie stawia sytuacji jasno, licząc, że jakoś to będzie, że może przetrwa. Szkoda przecież zjechać z powrotem do domu, nie zarobiwszy pieniędzy, po które się wyjechało. Być może były już plany, jak je wydać. Być może już zostały wydane. W związku z tym chcemy, żeby było dobrze. Najprawdopodobniej podświadomie nie chcemy zjechać i liczymy na to, że firma coś z tym fantem zrobi. Ale co może zrobić firma, jeśli my sami nie do końca wiemy, w którym kierunku chcemy pójść? Być może się mylę. Być może się oburzycie. Ale piszę z własnego doświadczenia.
Pracowałam z wieloma firmami. Przez pierwsze dwa lata praktycznie zawsze zjeżdżałam przed czasem. Czy trafiałam tak strasznie? Tu z pewnością was zaskoczę. Nie, miewałam fajne miejsca. Ale uczyłam się dopiero asertywności, nie rozumiałam starości, otępienia starczego. Byłam niedoświadczona. Nie potrafiłam się upomnieć o swoje. Czy teraz przychodzi mi to łatwiej? Starość i chorobę, jaką jest demencja rozumiem już lepiej. Natomiast upomnieć się o czas wolny, powiedzieć, że czegoś nie zrobię, a zwłaszcza oświadczyć, że kwota jaką mam na zakupy jest za mała, jest mi bardzo ciężko. Zawsze i bez wyjątków. Jeśli jednak chcę pracować jako opiekunka, muszę się tego nauczyć. W pierwszej kolejności zawsze startuję z tymi moimi „roszczeniami” do niemieckiej rodziny. Jeśli to nie pomaga, zgłaszam problem firmie. 
Wracając jednak do tematu. Zjeżdżałam przed terminem i zawsze otrzymywałam pełne wynagrodzenie. Raz zdarzyło mi się, że firma faktycznie straszyła mnie, że nie mogę zjechać podczas, gdy podopieczna i jej córka wyganiały mnie z domu. Próbowali rozmawiać z córką. Widzieli, że rozmowa nie ma sensu. Mimo wszystko zabraniali wracać mi do domu. Przespałam się, czekałam do południa następnego dnia, ponieważ obiecywali, że zadzwonią. Dostałam kolejne pogróżki, że nie mogę zjechać. O historii tej przeczytacie w książce „Perły rzucone przed damy” (https://www.granice.pl/ksiazka/perly-rzucone-przed-damy/6042994). Kilka godzin zastanawiałam się, co zrobić. Ale przecież nie będę siedziała w domu podopiecznej, gdzie wszyscy czekają na mój wyjazd. Spakowałam się i wróciłam do domu. Nie otrzymałam pieniędzy za drogę. 
Niektórzy powiedzą: „no właśnie!”. A ja powiem: „żadne właśnie!”. To było jeden raz na osiemnaście zleceń. Jeden raz na cztery lata pracy. Oczywiście o jeden raz za dużo. Ale nie popadajmy w panikę. Nie dajmy się zastraszać, bądźmy konsekwentni, załatwiajmy sprawy tak, jak należy, a będzie dobrze.

Dwa życia opiekunki


Pozostało mi jeszcze dwa tygodnie do wyjazdu. Auto wyzionęło ducha. Siedzę uziemiona w domu i myślę…

W sumie żyjemy między dwoma światami – naszym życiem w Polsce i życiem naszych podopiecznych w Niemczech.

Niestety moje ciało i  umysł niczym nie przypomina robota. Za każdym razem, gdy wyjadę do pracy, ciężko mi jest przystosować się do życia według zegarka, do oglądania starych, bardzo starych twarzy, do przyjmowania humorków schorowanych ludzi na klatę. Każde wyjście na miasto, to niby chwila radości, chwila wolności. Ale co to za wolność z dala od domu? Człowiek pociesza się, że może odsapnąć, pobyć w normalnym świecie. Niestety, to świat innych ludzi, nie mój. Z utęsknieniem wyczekuję więc dnia, gdy zjadę do domu. Myślę sobie, że tyle dobrego tam na mnie czeka.

Zjeżdżam, załatwiam naglące sprawy, odwiedzam kilka osób i zaczynam myśleć o powrocie. Dwa tygodnie… Za mało by coś zacząć, za dużo, by usiąść na walizkach i czekać. Co robić z tym czasem? Przydałby mi się taki guziczek, zamontowany na ciele, który ktoś naciskałby w dzień wyjazdu do Polski lub do Niemiec. Po jego aktywacji żyłabym obecnym życiem, aż do czasu, gdy po raz kolejny ktoś by go użył. Wtedy wracałbym do drugiego życia i kontynuowała w tym miejscu, gdzie je ostatnio zakończyłam. Coś w rodzaju teleportacji nie tylko w przestrzeni ale i w czasie.

Tymczasem nie jestem w stanie planować poważnych przedsięwzięć. Nie mogę czegoś zacząć, wyjechać i oczekiwać, że gdy wrócę, będę mogła to kontynuować, jak gdybym nigdy nie wyjeżdżała. Życie ogranicza się do robienia tego, co najważniejsze. Mam dwa życia, a tak naprawdę nie mam żadnego. Od czasu do czasu wpadam pozwiedzać ruiny tego jedynego, prawdziwego życia. Czy kiedyś zdołam je odbudować?

Lekcja58 - Mensch (Herbert Groenemeyer)



Momentan ist richtig,
chwilami jest prawidłowo,
momentan ist gut,
chwilami jest dobrze.
Nichts ist wirklich wichtig,
Nic nie jest w rzeczywistości ważne,
nach der Ebbe kommt die Flut.
po odpływie przyjedzie przypływ.
Am Strand des Lebens,
Na plaży zycia,
ohne Grund, ohne Verstand,
bez powodu, bez rozumu,
ist nichts vergebens,
nic nie jest na próżno,
ich baue die Träume auf den Sand.
buduję marzenia na piasku.
Und es ist, es ist ok.
I jest, jest ok.
Alles auf dem Weg
Wszystko na drodze.
Und es ist Sonnenzeit,
I jest czas słoneczny,
Unbeschwert und frei.
Beztroski i wolny.
Und der Mensch heißt Mensch,
I człowiek nazywa się człowiek,
weil er vergißt, weil er verdrängt
ponieważ zapomina, wypiera,
weil er schwärmt und stählt,
ponieważ snuje marzenia i kradnie,
weil er wärmt, wenn er erzählt,
ponieważ ogrzewa,, gdy opowiada,
weil er lacht,
ponieważ śmieje się,
weil er lebt,
ponieważ żyje,
Du fehlst.
Brakuje mi ciebie.
Das Firmament hat geöffnet,
Sklepienie niebieskie się otworzyło,
Wolkenlos und ozeanblau,
Bezchmurne i błękitne, jak ocean.
Und Telefon, Gas, Elektrik,
I telefon, gaz, ekektryka
Unbezahlt und das geht auch.
Nieopłacone i tak tez może być.
Teil mit mir Deinen Frieden
Dziel ze mną Twój pokój,
wenn auch nur geborgt.
gdy również pożyczony.
Ich will nicht Deine Liebe,
Nie chcę Twoje miłości,
ich will nur Dein Wort.
Chce tylko Twojego słowa.
Und es ist, es ist ok.
I to jest, jest ok.
Alles auf dem Weg .
Wszystko na drodze.
Und es ist Sonnenzeit
I jest czas słoneczny,
Ungetrübt und leicht
Niezakłócony i lekki.
Und der Mensch heißt Mensch,
I człowiek nazywa się człowiekiem,
weil er irrt und ,weil er kämpft,
Ponieważ się myli i ponieważ walczy,
weil er hofft und liebt,
ponieważ ma nadzieję i kocha,
weil er mitfühlt und vergibt,
ponieważ współczuje i wybacza,
und weil er lacht,
i po nieważ się śmieje,
und weil er lebt.
I ponieważ żyje.
Du fehlst!
Brakuje mi Ciebie!
Oh weil er lacht,
Oh, ponieważ on się śmieje,
weil er lebt.
Ponieważ on zyje.
Du fehlst!
Brakuje mi ciebie!
Es ist ok.
Jest ok.
Alles auf dem Weg .
Wszystko na drodze.
Und es ist Sonnenzeit,
I jest czas słoneczny,
Ungetrübt und leicht.
Niezakłócony i lekki.
Und der Mensch heißt Mensch,
I człowiek nazywa się człowiekiem,
weil er vergißt, weil er verdrängt,
ponieważ zapomina, ponieważ wypiera,
Und weil er schwärmt und glaubt,
I ponieważ się zachwyca i marzy,
Sich anlehnt und vertraut.
Wzoruje się i ufa.
Und weil er lacht,
I  ponieważ się śmieje,
weil er lebt.
Ponieważ żyje.
Du fehlst!
Brakuje mi Ciebie!
Ist schon ok.
Jest już ok.
Es tut gleichmäßig weh.
Boli równomiernie.
Es ist Sonnenzeit .
Jest czas słoneczny.
Ohne Plan, ohne Geleit.
Bez planu, bez asysty.
Der Mensch heißt Mensch,
Człowiek nazywa się człowiek,
weil er erinnert, weil er kämpft,
ponieważ on wspomina, ponieważ walczy,
weil er hofft und liebt,
ponieważ ma nadzieję i kocha,
weil er mitfühlt und vergibt,
ponieważ współczuje i wybacza.
Und weil er lacht,
I ponieważ kocha,
und weil er lebt.
I ponieważ żyje.
Du fehlst!
Brakuje mi Ciebie!
Oh, weil er lacht,
Oh, ponieważ on smieje się,
und weil er lebt,
i ponieważ on żyje.
Du fehlst!
Oho!
Ohlalalo!
Es ist schon ok.
Jest już ok.
Nano!
Nadadado!
Ohlalaoh!
Hoho!

Książka Opiekunki osób starszych POLSKIE NIEWOLNICE, Renata S.


Książka została wydana w roku 2011. Nadal można ją zamówić.

Pierwsze wrażenia?

Okładka w sumie ze wszystkich książek, jakie zamówiłam o tematyce pracy w opiece nad osobami starszymi w Niemczech, podoba mi się najbardziej. Muszę przyznać, że wydawnictwo Poligraf (ja również wydałam z nimi książkę) ma super grafików. Spoglądając na nią spodziewałam się ciekawej historii o polskiej opiekunce. Szorowania podłogi lub dywanów szczotką ryżową, pełnych energii podopiecznych, którzy dyrygują opiekunką na każdym kroku, ciekawych wydarzeń, barwnych opowiadań z ciężkiej pracy. 

Czytając recenzje książki, napotkałam jedną niezwykle negatywną. Oburzony czytelnik zadał pytanie, jak taka osoba może zajmować się osobami starszymi. Nie przejęłam się tym. Wiem, jak wygląda nasza praca. Wiem, że dopadają nas złe emocje, że jesteśmy wykorzystywani, że jest nam ciężko i co najważniejsze, że nie są szanowane nasze prawa. Nie tylko prawa pracownika ale i wielokrotnie prawa człowieka. Byłam niezwykle ciekawa tej książki, spodziewając się, że autorka ma podobne podejście do tematu, jak ja.

Gdy ujrzałam przesyłkę, pomyślałam: „O, jaka duża”. Gdy ją dostałam do dłoni, stwierdziłam:  „O, jaka lekka”. Gdy ją rozpakowałam, stwierdziłam: „O, jaka cienka”. Gdy zaczęłam ją czytać, przeraziłam się: „O, jaka straszna!”.

Otwierając cieniutką książeczkę, nadal spodziewałam się opowiadania. Łudziłam się, że być może autorka opisała jeden ze swoich pobytów, za to ze szczegółami. Nadal nie byłam zniechęcona. Siłaczka, Janko Muzykant to nowelki, które też miały niewiele stron, a czytamy je do dzisiaj.

Niestety, nie znalazłam ani jednego opowiadania. Nie mogę nawet napisać, że zostało przedstawione jakiekolwiek wydarzenie w całości. 

Na początku książki autorka umieszcza trzy „historie” innych opiekunek. Historie te to zlepek kilku zdań, informujących czytelników o tym, że panie były biedne, nie mogły zarobić w kraju, nie posiadały żadnych umiejętności i trafiły do opieki, gdzie nie są szczęśliwe, ale muszą tak pracować, bo nie mają innych możliwości. Dzięki temu stać ich na w miarę normalne życie. Czyli nic nowego, nic ciekawego. Do tego te nic nie potrafiące opiekunki… Książka została wydana w roku 2011. Bardzo prawdopodobne, że autorka napisała ją jeszcze wcześniej, gdyż na wydanie potrzeba sporo czasu. Być może kilka lat wstecz faktycznie pracowały same „nic nie potrafiące kobiety”. Osobiście spotkałam niewiele zmienniczek. Były jednak wśród nich mądre kobiety. Wiem, że wiele z nich jest nie tylko mądra ale i wykształcona. Życie układa się różnie. Motywy działania są rozmaite. Podejmujemy najdziwniejsze decyzje, które dla innych nie zawsze muszą być zrozumiałe. Rozumiem brak perspektyw. Ale te nic nie potrafiące opiekunki?

Tymczasem autorka w dalszej części książki twierdzi, że my wszyscy, którzy pracujemy w opiece łącznie z nią, nie sprawdziliśmy się w innej pracy i najzwyczajniej w świecie się do innej pracy nie nadajemy. Nie daje opiekunom nadziei na lepszą przyszłość, w innej branży, w swoim zawodzie. Ponadto autorka pisze, że jest źle ale jednocześnie uważa, że rynkiem rządzi pieniądz. To my potrzebujemy Niemców, bo oni mają pieniądze. Ani słowa o tym, że to oni potrzebują nas, bo są starzy, chorzy i nie ma się nimi kto zająć. Nie ma mowy o prawach, o tym, że powinniśmy stawiać warunki, że powinno być lepiej. Wręcz przeciwnie. Zdaniem autorki inni mają gorzej i powinniśmy być wdzięczni za tą pracę i robić wszystko, co nam się każe.

Renata S. na nikim nie zostawia suchej nitki. Sama mówi, że nienawidzi Niemców. Jest święcie o tym przekonana, że wszystkie opiekunki nienawidzą Niemców, a oni nas. Należy do ludzi, którzy żyją daleką przeszłością. Nie waha się przed tym, by Niemcowi wprost powiedzieć o tym, że kiedyś jego ojcowie byli oprawcami, a teraz jego pokolenie głodzi i zmusza nas do niewolniczej pracy. Dostaje się polskim mężczyznom, bo są pijakami, dostaje się polskim kobietom, bo są dziwkami, dostaje się opiekunkom, bo kradną i nadużywają alkoholu, dostaje się żonom, bo zdradzają, dostaje się mężom, bo mają kochanki, dostaje się dzieciom, bo są rozpuszczone i lekką ręką wydają ciężko zarobione przez matkę pieniądze, dostaje się kupującym, bo są rozrzutni, a do tego wydają pieniądze w Niemczech, a nie w Polsce, dostaje się Turkom i Arabom, bo po prostu są. Sama już nie wiem, czy jest jakaś grupa ludzi, których Renata S. nie zdołała skrytykować, osądzić, zmieszać z błotem.

Jeśli chodzi o samą formę, jak już pisałam nie jest to opowiadanie. Trudno mi powiedzieć, co to jest. Chyba poradnik. Sprawia on jednak wrażenie, jakby ktoś do głowy autorki wrzucił mnóstwo informacji i ją porządnie wstrząsnął. Następnie ona wyjmuje te wiadomości, jak leci i nawet nie próbuje ułożyć w całość. Każde kolejne zdanie zaczyna się akapitem, gdyż opowiada już o czymś zupełnie innym. Myśli autorki, rozważania, przeplatają się z krótkimi informacjami odnośnie tego, co ją spotkało w pracy, a nawet z wiadomościami ze świata - o biedzie, niewolnictwie, sutenerstwie,  gwałtach, głodzie i wojnie w innych krajach. W ten sposób autorka tłumaczy sobie, że jej losy nie są takie straszne i zaciska zęby, by czternaście lat trwać w tej jakże strasznej pracy, co gorsza wśród samych okropnych ludzi. Uważając, że nie ma praw, nadziei na lepsze warunki pracy, czy na zmianę branży, tkwi w tym wszystkim i szczerze, nie mam pojęcia skąd czerpie siłę na dalszą drogę.

Jednym słowem książka jest przerażająca. Nie za bardzo wiem, co autorka miała na celu. Na końcu książki zamieszczony jest adres w Niemczech i kartka do wypełnienia i odesłania z prośbą o dołączenie znaczka i z obietnicą, że autorka odpowie na każdy list. Strona do wypełnienia i jej tytuł mówią same za siebie – Renata S. zbiera dane kontaktowe opiekunek do własnej bazy danych. Najprawdopodobniej zajęła się więc pośrednictwem pracy.

Czuję się bardzo zmęczona po przeczytaniu tej książki. Poznałam bardzo negatywnie nastawionego człowieka. Nie mówię tu tylko o opiece, o modelu pracy, o podopiecznych. Wszyscy i wszystko są źli. Autorka książki na początku zaznacza, że pragnie pisać obiektywnie. Jej obiektywność wygląda w ten sposób, że za każdym razem, gdy wyleje na kogoś pomyje, zaznacza, że nie zawsze tak jest. Nie podaje jednak żadnych znaczących pozytywnych przykładów. Brak mi w tej książce głębszego spojrzenia na ludzi, ich postępowanie, decyzje, charaktery. Zdaniem Renaty S. światem rządzi pieniądz. O prawie nie ma mowy.

Jako osobę dobrze znającą język niemiecki, bardzo oburzyło mnie stwierdzenie, że jeśli opiekunka zna dobrze język, nie wykonuje wówczas należycie swoich obowiązków, bo pracę może znaleźć zawsze i wszędzie. Znam język niemiecki, uważam nawet, że mam inne możliwości pracy. Nigdy jednak nie zaniedbywałam swoich obowiązków i wątpię, by dobre opiekunki, z językiem, wiedzą i umiejętnościami podchodziły do pracy w ten sposób. Daję z siebie nawet więcej. Zawsze staram się dostrzec w podopiecznych człowieka, chociaż nie należę do osób wylewnych i uczuciowych. Ten mały człowieczek bardzo umiejętnie chowa się pod grubą skorupą choroby, starości, samotności, demencji. Czasami nawet najlepsza opiekunka machnie na to ręką i ma dość zabawy w chowanego. Ale żeby opiekunki znające język mogły sobie pozwalać na olewanie obowiązków? No nie wiem.

Smutna to książka. Do tego pełna pampersów, moczu, kału, opiekunek wyjeżdżających, by myć Niemcom tyłki… To mógłby być plus. Taki brak koloryzowania. Ale jednak nie w takim wydaniu.

Wśród chaotycznie wysypanych zdań, można dostrzec pewne prawdy, które są niepodważalne. Praca w opiece to nie bajka. Wyczerpuje nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Bardzo często nie mamy zapewnianych podstawowych potrzeb. Wiele opiekunek wyjeżdża na nic nie wartych ubezpieczeniach, zakłada Gewerbe, która może nieść ze sobą więcej szkód niż pożytku. Oraz najważniejsza prawda, z którą zgadzam się całkowicie. Mianowicie, że tak naprawdę nikt nie nadaje się do tej pracy. Poza tym w Renata S. na podstawie wielu przykładów (nieświadomie) pokazuje, że polskim opiekunkom brakuje asertywności. Nie tylko względem podopiecznych. Nie potrafią odmówić nikomu. Starcom, turkom, mężom, dzieciom, pracodawcom. Czują, że mają misję do spełnienia w Niemczech ale i misję w kraju, gdzie po każdym powrocie robią porządki i szykują "kalekie" dzieci i małżonka na kolejny wyjazd "produkując" zapasy posiłków. Szkoda, że te prawdy są ubrane w tak negatywne uczucia i nie dają opiekunom nadziei.

Dobrze, że zaczęłam od tej książki. Teraz może być już tylko lepiej. Wiem, że np. Agata jest optymistką, spogląda z poczuciem humoru na dziwactwa podopiecznych. Może teraz sięgnę po jej książkę. Ale na razie potrzebuję przerwy. Raczej dłuuugiej przerwy.

Mam nadzieję, że doczytaliście do końca. Nie miejcie mi za złe, że tak odebrałam tą książkę. W sumie jako autorka Perły rzucone przed damy spotykam się z podobnymi zarzutami. Dotychczas byłam pewna, że moją książkę czyta się, jak bajkę. Bajkę o kopciuszku, czarownicy jednej, drugiej... O karocy jadącej na kabanosach... W tym momencie zaczynam mieć pewne wątpliwości. Oby były one niesłuszne.

W każdym razie mam duży szacunek do Renaty S., że odważyła się napisać i wydać książkę. Wierzę i w niektórych miejscach książki widzę, że ma pewną wiedzę i doświadczenie za sobą, których niestety nie przekazała zbyt umiejętnie. Fajnie, że ma ludzi u swojego boku, którzy ją wspierali. Jednak nie wszyscy są tacy źli. Mam nadzieję, że jej losy potoczyły się tak, że zmieniła swój sposób postrzegania ludzi. Rozumiem, że uprzedzania, które wylała na papier z czegoś wynikały. Jeśli jednak ktoś widzi wokół tylko samo zło, to jest to znak, że coś w życiu poszło bardzo nie tak. Warto się wtedy zatrzymać. Przemyśleć pewne sprawy. Zmienić otoczenie albo spojrzeć na tych ludzi, których spotykamy łaskawszym wzrokiem.

Wrocław, trasa: arkady - rynek

Pomnik Anonimowego Przechodnia, ul. Świdnicka, Wrocław

Pomnik Anonimowego Przechodnia, Świdnicka, Wrocław

Arkady, Wrocław

Arkady, Wrocław

Renoma :-), Plac Tadeusza Kościuszki, Wrocław
Dawniej budynek domu towarowego Wertheim

Plac Tadeusza Kościuszki, Wrocław

Plac Tadeusza Kościuszki, Wrocław

Ul. Tadeusza Kościuszki, Wrocław

Ul. Tadeusza Kościuszki, Wrocław

Ul. Tadeusza Kościuszki, Wrocław

Podwale, Wrocław

Podwale, Wrocław

Dom Handlowy Martina Schneidera, Podwale, Wrocław

Podwale, Wrocław

Kościół Bożego Ciała, Podwale, Wrocław

Kościół Bożego Ciała, Wrocław

Pogodynka, Podwale, Wrocław

Promenada Staromiejska, Podwale, Wrocław

Promenada Staromiejska, Pomnik powstał w 50-tą rocznicę narzucenia systemu stalinowskiego Polakom w hołdzie jego ofiarom ku przestrodze żyjącym i przyszłym pokoleniom (17. 09. 1989), Podwale, Wrocław

Opera, Podwale, Wrocław

Pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego, Obrączka z wygrawerowanym napisem w środku - "Bo choćby mi przyszło postradać me życie - tak wolę - niż żyć, a mieć w sercu ranę", Podwale, Wrocław

Krasnale wrocławskie - Balerina i ? , Wrocław

Podwale, Wrocław

Podwale, Wrocław

Podwale, Wrocław

Gmach policji, sądu i prokuratury, Podwale, Wrocław

Gmach policji, sądu i prokuratury, Podwale, Wrocław

Muzeum Teatru, Podwale, Wrocław

Rzeźba Orfeusza na Pl. Wolności (Projekt - Theodor von Gosen, wykonanie - Stanisław Wysocki, Michał Wysocki), Podwale, Wrocław

Ignacy Jan Paderewski koncertował w tym gmachu, Promenada Staromiejska, Wrocław

Ignacy Jan Paderewski koncertował w tym budynku, Promenada Staromiejska, Wrocław

Pomnik ku pamięci Ignacego Jana Paderewskiego, Bulwar Tadka Jasińskiego, Wrocław

Pomnik ku pamięci Ignacego Jana Paderewskiego, Bulwar Tadka Jasińskiego, Wrocław

Bulwar Tadka Jasińskiego, Wrocław

Krasnale wrocławskie - Gladiatorek, Wrocław

Dzielnica Czterech Wyznań, 

Stara Giełda, Wrocław

Stara Giełda, Wrocław

Pl. Solny, fontanna, Wrocław

Słoneczniki

Pl. Solny, Wrocław

Rynek, Wrocław

Rynek, Wrocław

Rynek Wrocław

Stary Ratusz, Wrocław

Stary Ratusz, Wrocław

Stary Ratusz, Wrocław

Stary Ratusz, Wrocław

Stary Ratusz, Wrocław

Stary Ratusz, Pręgierz, Wrocław

Stary Ratusz, Pręgierz, Wrocław

Pręgierz, Wrocław

Stary Ratusz, Wrocław

Pomnik Aleksandra Hr. Fredro

Miś z brązu przy ratuszu, Wrocław

Miś z brązu przy ratuszu, Wrocław

Krasnale wrocławskie - Franek, Wrocław

Stary Młyn, Rynek, Wrocław

Wrocław

Katedra p.w. Św. Marii Magdaleny, Wrocław

Krasnale wrocławskie - Wentyl, krasnal motocyklista, Wrocław

Katedra p.w. Św. Marii Magdaleny, Wrocław

Katedra p.w. Św. Marii Magdaleny, Wrocław

Katedra p.w. Św. Marii Magdaleny, Wrocław

Katedra p.w. Św. Marii Magdaleny, Wrocław

Katedra p.w. Św. Marii Magdaleny, Wrocław

Katedra p.w. Św. Marii Magdaleny, Wrocław

Katedra p.w. Św. Marii Magdaleny, Wrocław

Fontanna przed Katedrą p.w. Św. Marii Magdaleny

Rynek, Wrocław

Rynek, Wrocław

Fontanna Zdrój na rynku, Wrocław

Miniatura Starego Ratusza, Wrocław

Wrocławskie krasnale, Wrocław

Krasnale wrocławskie - Florianek, Wrocław

Pomnik Bolesława Chrobrego, Podwale, Wrocław

Pomnik Bolesława Chrobrego, Podwale, Wrocław

Wrocław

Wrocławskie krasnale - Zikusia, Wrocław

Teatr Muzyczny, Wrocław