Polecany post

Kalendarz adwentowy (Adventskalender) - nagrody za komentarze

Chyba nie muszę nikomu wyjaśniać, co to jest kalendarz adwentowy. Ma on umilić i skrócić czas oczekiwania na Boże Narodzenie. Sam pomysł po...

Konkurs "wojna pokoleń"


Taki sobie konkursik odkryłam dzięki mojej czytelniczce Bożence (pozdrawiam, jeszcze raz dzięki za stronkę) i postanowiłam spróbować. W konkursie chodzi o to, by opowiedzieć, co nas najbardziej zadziwia w naszym pokoleniu. Jeśli ktoś ma ochotę wziąć w nim udział zapraszam: http://lubimyczytac.pl/dyskusja/38/18629/wojna-pokolen---wygraj-ksiazke-psikus/6 Konkurs trwa do 5. sierpnia, a więc pozostało już nie za wiele czasu. Do wygrania bardzo ciekawa książka. W sumie w pewnym stopniu nawet w naszej tematyce. Wydaje się, że jest zabawna, a dobry humor to to, co lubimy najbardziej ;-) Co ja sądzę na temat mojego pokolenia? musiałam się ograniczyć do 1500 znaków. Było ciężko. A oto efekt końcowy:


Konsumujemy na potęgę. Posiadać natychmiast. Tu i teraz. W kilku wersjach. Coś nas zupełnie nie interesuje. Nie dostrzegamy możliwości zastosowania tego we własnym życiu. Widzimy to u sąsiada i bach siadamy przed komputerem i zamawiamy w tempie ekspresowym. Nie liczymy się z tym, czy możemy pozwolić sobie na taki wydatek. Potem zalega to całe bogactwo, zaśmiecając nie tylko nasz dom, życie, ale i głowę, którą przestajemy myśleć. Mamy ją już chyba tylko od parady. Za domem rozciągają się piękne góry. Przecież nie powiemy w pracy, że wakacje spędziliśmy w domu. Bach! Siadamy przed komputerem i zamawiamy wycieczkę last minut all inclusive. Zabieramy ryczące dzieciaki, które chcą zostać z kolegami. Lecimy na drugi koniec świata, rozkładamy się nad basenem, popijamy drinki, wracamy i zdajemy sobie sprawę, że nie potrafimy nic powiedzieć o kraju, w którym spędziliśmy ponad tydzień. Bach! Zasiadamy do Internetu i zamawiamy przewodnik po miejscu, z którego właśnie wróciliśmy. A za oknem przechodzą nam turyści. Przejechali całą Polskę, by pochodzić po naszych górach. Góry? Jakie góry? One zawsze tu były. Bach. Głupiejemy. Jednocześnie wydaje nam się, że jesteśmy tacy mądrzy. Tymczasem nie wiemy, jak ma na imię nasz sąsiad i jak ugotować kompot. Bach! Spoglądamy na nasze dzieci i zastanawiamy się, dlaczego chcą smartphone, komputer i elektryczną deskorolkę. My tego nie mieliśmy. Wisieliśmy na trzepaku oglądając świat do góry nogami. Góry… Jakie one wtedy były piękne.



Przemiła podopieczna wolna od września


Starsza pani, którą się obecnie opiekuję jest z tych oziębłych, rządzących, nieprzyjemnych. Na szczęście lepiej radzę sobie z takimi ludźmi niż z tzw. ciepłymi kluchami. Dlatego też myślałam, że nie odczułam za bardzo jej podłości w stosunku do mnie. Muszę przyznać, że już na samym początku zlecenia kilka razy odpowiedziałam jej tonem podobnym do tego, z jakim ona zwraca się do innych. Dzięki temu stałam się nietykalna. Nie wiem, czy kobieta poczuła to, czego doświadczają inni, gdy ich strofuje, krytykuje, poniża, czy jedynie stwierdziła, że skoro sobie nic nie robię z jej złośliwości, to szkoda na mnie tracić energię. Przez pewien czas uważałam ją nawet za sympatyczną. Już tak mam, że lubię silne charaktery, ludzi z duszą artysty lub po prostu osoby szalone. 
Idzie już czwarty miesiąc i muszę przyznać, że kobieta skutecznie zniechęciła mnie do siebie. Ostatnio mam wrażenie, że przebywam w zakonie, w którym jest nakaz milczenia. Nikt się nie odzywa. Ja również straciłam ochotę mówienia czegokolwiek. Za każdym razem, gdy ktoś się odezwie mój wampirek nieprzyjemnym tonem zaprzecza, że tak jest, krytykuje, czasami jest wręcz oburzona. Sytuacji nie da się wówczas uratować w żaden sposób. Jedyne co można zrobić to zamilknąć. Od czasu do czasu próbowałam być miłą, kulturalną towarzyszką w te upalne dni. Eleonora podobnie jak muchy pod wpływem słońca, stała się jeszcze bardziej agresywna. Chodzi po domu i brzęczy cały czas złośliwie na swojego męża. Jestem zazwyczaj na pierwszym piętrze a czasami i tak nie mogę tego słuchać. 
Wczoraj, gdy wygnała podopiecznego, by podlał kwiatki (mi zabronione jest podlewanie, w związku z tym podopieczny wychodzi codziennie wieczorem z mikroskopijną konewką i podlewa dwa wybrane przez kobietę kwiatki, ilością wody przypominającą splunięcie człowieka, któremu zalegała w gardle odrobina flegmy), Harry ruszył z tą swoją konewką, którą skubnął pewnie jakiemuś dziecku w piaskownicy. Nawet nie nabrał do niej wody. Od razu pomyślałam sobie, że musi uważać, by tych kwiatków nie zatopił. Rozumiem jednak, że to jest chory człowiek i wiem, że z rana, przed śniadaniem, zanim wszyscy wstaną, muszę wziąć konewkę normalnych rozmiarów i w tajemnicy przez moimi skrzatami podlać część ogródka, którą wypielęgnowałam również w tajemnicy przed nimi. Do Eleonory informacja o chorobie męża chyba jednak nie dociera. Widząc seniora z mikroskopijną, prawie pustą konewką zaczyna się wydzierać w niebogłosy. Z okna mojego pokoju widzę, jak sąsiedzi zaglądają przez szpary w płocie, by sprawdzić co się u nas dzieje. Hary ze spokojem „spluwa” konewką na kwiatka i ze stoickim spokojem mówi, że jeszcze nie skończył. Rusza krokiem człowieka mającego całą wieczność przed sobą do kuchni, by nabrać wody… 
Może kiedyś spiszę wszystkie historie. W sumie to bardzo ciekawe. Pochłonięta innymi sprawami, a może w obronie własnej, by kobieta mnie nie zniszczyła, nie zwracałam dotychczas na to zbytniej uwagi. Ostatnio coraz częściej liczę czas do końca zlecenia. Nadal nic nie robię sobie z „uprzejmości” Eleonory. Jednak zaczęłam zwracać na nie większą odwagę i powoli zamienia się w moich oczach w potwora. Spoglądam na jej męża, który jako człowiek słaby z charakteru nie przypadł mi do gustu i się zastanawiam, jak on mógł całe życie pozwalać na to, by ktoś nim tak pomiatał. 
Wbrew pozorom bywają jednak momenty, gdy Harry się broni. Odnoszę w rażenie, że najczęściej ma to miejsce, gdy są na osobności. Czasami zdarzy się to również w mojej obecności. Starzec przyzwyczaił się już do mnie i ma przy mnie mniejsze opory niż przy obcych. Natomiast w obecności innych osób nigdy nie skrytykował, ani nie odpowiedział żonie na jej nieprzyjemne słowa. 
Tak mnie naszło, by o tym wspomnieć, gdy przy obiedzie Harry jak zwykle zjadł pierwszy i nie wiedząc co ze sobą począć, stwierdził, że zabawi nas dyskusją. Spojrzał, jak wielokrotnie przy każdym posiłku, w okno i powiedział, że niebo jest niebieskie. Oczywiście dostał zjebkę. Zapadła cisza. W duchu pomyślałam sobie, że też mam już dość gadania o niebieskim niebie za szybą i latających motylach. Na wzór podopiecznych koncentruję się więc na własnym talerzu, by jak najszybciej zjeść swój posiłek i ulotnić się do swojego pokoju. 
Chwilę później podopieczny ponownie otwiera usta ze zdziwieniem widząc, jak wiatr dmuchnął sobie w ogródek z tyłu domu. Również zaobserwowałam ten powiew i faktycznie ruszyło przez chwilę porządnie krzakami. Harry uznaje, że to wydarzenie jest godne uwagi i głośno oświadcza, że jest silny wiatr. Pech chciał, że Eleonora siedzi do całego wydarzenia plecami. Przed nią rozciąga osłoniony od najmniejszego powiewu, sprażony słońcem, smutny, umierający ogródek. Kobieta patrzy oburzona na męża i ironicznym, nieprzyjemnym głosem mówi, żeby lepiej nic nie mówił, bo ten wiatr głowy mu z pewnością nie urwie. Kilka minut wyrzuca z siebie słowa na temat wiatru i głupoty męża. 
Ja ledwo powstrzymuję się od śmiechu. Wiem, że to dramat. Rozumiem, jak czuje się jej mąż. Sytuacja wydaje mi się jednak komiczna. Do tego muszę stwierdzić, że natura jest jedna złośliwa. Z jednej strony przeleciał niemal tajfun a z drugiej strony roślinki nawet nie drgną. I jak tu udowodnić komuś, kto ma zawsze rację, że do ogrodu wpadł wiatr, zahulał i uciekł (pewnie widząc Eleonorę)? Czasami bronię się przed tą wampirzycą. Czasami bronię jej męża, chociaż za nim nie przepadam. Dzisiaj stwierdziłam, że nie mam już siły na to wszystko. Wyssała ona chyba ze mnie całą energię.

Rytuał robienia kawy z niespodzianką


Nie wiem, czy zauważyliście ale ostatnio strasznie zaniedbałam bloga. Przepisy kulinarne w obliczu świństw, jakie muszę gotować leżą. Nauka niemieckiego – mam wrażenie, że już wszystko było. Opowiadania? – Chyba jestem znudzona, zrezygnowana. Początkowo myślałam, że nic się u mnie nie dzieje. Obecnie stwierdzam, że dzieje się, oj dzieje się. Jestem jednak już tak zrezygnowana, że przestałam na wszelkiego rodzaju dziwactwa zwracać uwagę. Cztery lata temu wku… bym się porządnie, trzasnęła drzwiami i wróciła na nogach do kraju. Dziś chyba nic nie wyprowadzi mnie z równowagi. Np. taka sobie zwyczajna kawa…

Pijecie kawę? Ja rok temu odłożyłam. Przyjechałam do Harry’ego i Eleonory i powróciłam do nałogu. Nie będę ich winiła. Aczkolwiek z piciem kawy to moim zdaniem tak samo, jak z jedzeniem – trzeba mieć święty spokój by wytrwać w postanowieniach i czas na przygotowanie normalnych posiłków, czy napoju. A tutaj wszystko na wariackich papierach. Gdy obiad robię dłużej niż 30 min podopiecznych ogarnia niepokój. W sumie niepokój ogarnia ich już po 15 minutach. Nie wiem o co chodzi. Czy o to, że się przepracowuję, czy o to że zużywam za dużo prądu, czy być może myślą, że im dłużej gotuję, tym więcej jedzenia przyrządzam? Jednym słowem czeski film. Gotuję więc zazwyczaj ziemniaki, do tego jajko, galareta lub kiełbasa i tak w kółko. Lepsze jest spaghetti, bo ich przyrządzenie zajmuje mi 15 - 20 minut. Uszami mi to wszystko wychodzi… 


No ale o kawie miała być mowa. Eleonora i Hary, gdy tu przyjechałam kawę pijali litrami. W międzyczasie przestawili się i na kolację pijali herbatę a po obiedzie zrezygnowali z czarnego, aromatycznego napoju. W związku z upałami znowu piją trunek z kofeiną na okrągło. No ale to nie moja sprawa. Mój problem zaczyna się tam, gdzie Harry bierze się za robienie kawy. Może bardziej w momencie, gdy schodzę i pytam podopiecznych, czy chcą już ciasto, czy wolą jeszcze poczekać. Muszę pytać, pomimo że jest stała godzina na ciasto. Podopieczna jest tak uparta i pragnie mieć uczucie, że to ona o wszystkim decyduje. Więc pytam, ona mówi, że za pół godziny. Po czym słyszę, jak po pięciu minutach każe mężowi zrobić kawę. 

Będąc w moim pokoju słyszę dźwięki z parteru. Podopieczny bierze się do roboty. Schodzę ponownie, by nakryć do stołu i wykonać czynności,  do których Harry nie zdążył się zabrać oraz posprzątać po czynnościach, które wykonał. Eleonora niecierpliwi się i strofuje Harry’ego, który kawę rozsypuje po całej kuchni. Starzec popędzamy przez żonę pogania ekspres do kawy. Ten ze stoickim spokojem w nosie ma wszystkich i przepuszcza wodę w takim tempie, jak mu się podoba – raz szybciej, raz wolniej. Czasami mam wrażenie, że im większy stres, tym urządzenie wolniej pracuje. Harry natomiast zagląda we wszystkie możliwe dziurki ekspresu. Już wtedy wiem, że sprzątając znajdę filiżankę wody w filtrze, która nie zdążyła przelecieć. 

Moje przypuszczenia potwierdzają się już przy stole, gdy brakuje kawy i zamiast sześciu filiżanek mamy około czterech. Toczy się więc zawzięta dyskusja, kto wypije ową czwartą filiżankę. Ja jako że miałam roczny odwyk od kawy, w zaistniałej sytuacji zadowalam się jedną małą czarną. Wiem, że Harry ma ogromną ochotę na trunek, ale stara się za wszelką cenę dogodzić swojej pani. Zazwyczaj więc niemal całą zawartość termosu wlewa do filiżanki Eleonory (pomimo że ona się broni). Sobie zostawia łyk. Kawa podopiecznej stoi potem kilka godzin. Nie można jej wylać i muchy beztroską sobie nad nią latają. Harry z tęsknym wzrokiem i z pragnieniem spogląda na nią. I tak dzień w dzień. A właściwie kilka razy dziennie. Przestałam na to zwracać uwagę. Czasami gdy złapałam filtr z ekspresu automatycznie, nie patrząc co jest w środku, na podłogę wylała mi się jego zawartość. Przywykłam. Człowiek do wszystkiego może się przyzwyczaić. 
Ostatnio zaobserwowałam nowe zjawisko. Harry wyłącza ekspres nie tylko wtedy, gdy woda jest we filtrze ale również wtedy, gdy znajduje się ona jeszcze w części ekspresu przeznaczonego na wodę. Tym oto sposobem wczoraj rano wlałam do ekspresu cztery filiżanki wody (na dwie osoby, gdyż do śniadania nie pijam naparu z kofeiną ) i dodałam dwie duże łyżki kawy. Jakie było moje zdziwienie, gdy nie patrząc, co robię, przelewałam zawartość dzbanka do termosu i nie zmieściła się ona w półtoralitrowym termosie, wylewając się na meble kuchenne i podłogę. Szybko się ocknęłam i zorientowałam, że w ekspresie musiała się znajdować już woda. 
Dzisiaj przyszedł czas ciasta i deja vu. Jak przy rozmnożeniu chleba i wina przez samego Jezusa Chrystusa – wlewasz sześć filiżanek, wychodzi dziesięć. Spoglądam na przeźroczystą kawę (nasypałam jej przecież na sześć filiżanek a nie dziesięć) i podnosi mi się ciśnienie. Myślę sobie: „jeszcze tylko miesiąc, poza tym kilka razy wylejesz kawę na podłogę, bo ci się nie zmieści do termosu i zapamiętasz, że trzeba sprawdzić, czy poprzednim razem przez ekspres przeleciała cała jego zawartość”. 
Tak to wygląda pomoc podopiecznych w gospodarstwie domowym. Aktywizacja na całego. Największa raczej dla opiekunki, która musi myśleć nie tylko na przód ale i w tył, siedzieć w chorych głowach podopiecznych, sprzątać gdy nabroją i koić nerwy na różne sposoby.

Wieczorna wycieczka nad Hariksee - mały wypad duża radość

Witam, 
Dzisiaj rozpiera mnie energia. Wczoraj w nocy dowiedziałam się, że moja książka jest w końcu dostępna w kilku księgarniach. Cena książki to 39.90 zł. Wydawnictwo zapewniało mnie jednak, że na nowości będą promocje. I tym oto sposobem można ją dostać już za 23 zł! Jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam na postaposta, w którym podaję stronę z listą sklepów, w których można już kupić "Perły rzucone przed damy".
Nie mam pojęcia, jak długo będzie trwała promocja. Póki co książka jest sprzedawana niemal za połowę ceny. To chyba najlepszy moment, by ją zamówić. 
Druga przyjemna rzecz, która mnie spotkała, to kolejny wolny dzień. A raczej popołudnie. Pamiętajcie, by próbować wytargować sobie u firm lub u niemieckich rodzin wolny dzień lub wolne popołudnie. Życie w zamknięciu nikomu nie służy. A teraz zapraszam na wycieczkę. Było pięknie. Niestety telefon komórkowy nie wszystko uchwyci. Chyba czas pomyśleć nad aparatem z zoomem... 

Hariksee, Ente, Schwan
kaczki, łabędzie

Hariksee, Vögel
ptaki

Hariksee, Vögel
ptaki

Hariksee
jezioro

Hariksee, Ente
kaczki

Hariksee, Ente
kaczka

Hariksee, Ente
kaczka

Hariksee, Enten
kaczki

Hariksee, Ente
kaczka

Hariksee
jezioro

Hariksee, Schloss
jezioro, zamek

Hariksee, Schloss
zamek

Hariksee, Urlaubshütten
domki wczasowe

Hariksee
jezioro

Hariksee

Hariksee
jezioro

Hariksee, Ziege
koza

Hariksee, Ziege
koza, czy ten wzrok nie jest piękny?

Hariksee, Ziege
koza

Hariksee, Wald
jezioro, las

Hariksee, Wald
 jeziora, las

Hariksee, Wald
jezioro, las

Hariksee, Wald
jezioro, las

Hariksee, Huhn
kogut

Hariksee, Huhn
kogut

Hariksee, Huhn
kogut

Hariksee
okiennice

Hariksee
okiennice

Hariksee

Odwiedziny bazyliszka


Znacie historię bazyliszka? Wiecie, jak został pokonany? Ujrzał własne odbicie w lustrze i po nim.

Wczoraj Eleonora i Harry mieli gościa. Odwiedziła ich kobieta, którą uważam za niezwykle miłą, Judyta. Dzięki niej zrelaksowałam się niesamowicie. Niestety co innego muszę powiedzieć o mojej seniorce. Pani była ogromnie zdenerwowana. Zwłaszcza na samym początku. Z jej oczu w kierunku całego towarzystwa padały błyskawice, z jej ust wylatywały grzmoty a pozycja ciała była bardzo wymowna (w stylu: coś mi się tu nie podoba). W duchu pomyślałam sobie: „Boszzze, znowu się zaczyna”. Judyta jakby nie zwracała uwagi na zachowanie starszej pani. Ja, pomimo że byłam nim zdziwiona, cieszyłam się, że jeśli chodzi o mnie, działa to na moją korzyść. Dobrze wiem, że nasz gość jest w stałym kontakcie z synem podopiecznej i z pewnością powtórzy małe co nieco. W pewnym momencie zaczęło mnie to jednak denerwować. Właściwie od dłuższego czasu nie mam większych problemów z podopieczną, a tu nagle robi się z niej człowiek demon. Niestety dzieje się tak za każdym razem, gdy ktoś ją odwiedza. Pomyślałam, że nasz gość, pomimo że sprawia wrażenie człowieka niezwykle otwartego i miłego, musi się chyba denerwować tą wizytą, a podopieczna jedynie jak w lustrze odbija jej uczucia (wspominałam już o tym między innymi w najnowszym poście o agresji osoby chorej na demencję lub alzheimera: http://kasiaperla.blogspot.com/2018/07/z-czego-wynika-agresja-podopiecznego-i.html. Nie do końca mogę to rozgryźć. Judyta przychodzi bowiem do nas regularnie. Raczej dobrowolnie. Ponoć to dobrzy znajomi. Nie do końca rozumiem więc jej zdenerwowanie. Gdy zaczęłam ją dokładnie obserwować, zwróciłam uwagę, że mówi jednym ciurkiem. Bardzo szybko. Rzadko robi przerwę. Być może to właśnie sposób mówienia wyprowadza moją podopieczną z równowagi. Była bardzo nieznośna. Pod koniec wizyta na boku szepnęłam na ucho Judycie, że to nie jest tak, że Eleonora zawsze się tak zachowuje. Wytłumaczyłam, że jestem zdziwiona i właściwie, gdy jesteśmy sami, nie doświadczam żadnego okrucieństwa z jej strony. Sama nie wiem, po co to zrobiłam. Chyba robi mi się powoli kobiety żal. Wiele ludzi widzi w niej potwora. Gdy pytają mnie, jak leci a ja odpowiadam: „es geht”, w odpowiedzi słyszę, że rozumieją, że z podopieczną jest trudno wytrzymać. Tymczasem moje „es geht” odnosi się bardziej do faktu, że pracuję tak, a nie inaczej. Że jestem z dala od domu, od bliskich, właściwie zawsze do dyspozycji, że nie mam własnego życia i że najzwyczajniej w świecie mnie to męczy. Z podopieczną jako tako nie ma mam większych problemów. Oczywiście ma ona swoje dziwactwa. Dziwne by było, gdyby ich nie miała i chyba bardziej by mnie to zaniepokoiło niż ucieszyło. Ale to nie jest tak, że podopieczna to jakiś diabełek, z którym nie da się żyć. Tymczasem podczas każdej wizyty przechodzi niesamowitą metamorfozę. Obserwuję skrępowanych gości i podczas gdy oni w duchu oceniają moją podopieczną, ja oceniam relacje, jakie między nimi istnieją. Zwróćcie na to uwagę. Gdy w spokoju się popatrzy na tych ludzi z boku, w szczególności na zmiany, jakie zachodzą w podopiecznej, widać to jak na dłoni. Jaki wniosek? A no żaden. To taka może mała ciekawostka. 
A może jednak odważę się na wniosek: skoro podopieczna tak wyraźnie odbija uczucia swoich gości, pomyślmy czasami, że to samo robi z naszymi. W związku z tym, gdy seniorka dłuższy czas jest zdenerwowana, pobudzona, niemiła czy agresywna może w pierwszej kolejności spójrzmy na siebie, czy radzimy sobie z własnymi uczuciami.

Z czego wynika agresja podopiecznego i jak sobie z nią radzić


Demencja, choroba Alzheimera, a nawet starość potrafią zmienić człowieka nie do poznania. Ludziom starszym często ciężko jest pogodzić się z zaistniałą sytuacją. Trudno znieść im fakt, że wielu czynności nie są wstanie wykonywać sami, że muszą na kogoś liczyć, przyjąć czyjąś pomoc. Czasami nie tylko nie potrafią o nią poprosić ale wręcz odmawiają jej przyjęcia. Gdy w życie seniora wkracza opiekun osób starszych, obca osoba, która na dodatek nagle zaczyna z nim mieszkać, może to wywołać ogromny bunt. W pierwszej kolejności senior o niezadowoleniu z sytuacji informuje rodzinę. Próbuje się przed tym bronić. Gdy jednak jego dzieci w trosce o rodzica postawią na swoim i zatrudnią opiekuna, cała złość jest kierowana ku niemu. Poza stresem związanym ze starością, chorobą, problemami życia codziennego dochodzi obecność nieznanej osoby w domu. Chory może czuć się skrępowany, obserwowany, kontrolowany, zawiedziony rodziną i ich decyzją, rozczarowany. Do tego momentu radził sobie bowiem sam. Raz lepiej, raz gorzej. Pomimo, że przychodziło mu to z trudem, czuł się niezależny, wolny, sprawny. Zrozumienie seniora jest w takiej sytuacji niezwykle ważne.


Zwróćmy uwagę, że dla osób starszych czas leci zupełnie inaczej. Np. nam może się wydawać, że senior ubiera się wieczność. Myślę, że często w jego mniemaniu robi on to w mgnieniu oka. No może przesadziłam. Z pewnością nie raz zdenerwuje się, że czegoś nie może zrobić, coś zajmuje mu więcej czasu lub sprawia więcej trudności. Jednak jestem pewna, że nie trwa to dla niego tak długo jak dla nas. Każda czynność wymaga bowiem od niego ogromnej koncentracji. Czas płynie więc dla niego w tym momencie normalnym tempem. Nie należy wtedy poganiać takiej osoby. Obowiązkiem opiekuna jest przewidzenie faktu, że podopieczny wszystkie czynności wykonuje powoli i wygospodarowanie odpowiedniej ilości czasu. Można w ten sposób uniknąć niepotrzebnego stresu. Oczywiście przy osobie z Alzheimerem czasami bywa tak, że wybucha ona (naszym zdaniem) bez powodu. Jeśli jednak ma się doświadczenie z tą chorobą lub szuka się odpowiedzi, często zachowanie takie można w prosty sposób wytłumaczyć. By uniknąć agresji ze strony osoby chorej potrzebny jest więc między innymi czas, jaki musimy wygospodarować i zaoferować takiej osobie. Pomoże to nie tylko unikać sytuacji stresujących ale jednocześnie dla seniora, jeśli większość czynności nadal będzie wykonywał sam, ewentualnie z minimalną pomocą, jest to aktywizacja – najprostsza z możliwych (post o tego rodzaju aktywizacji: Aktywizacja w warunkach domowych). Podejmując się opieki nad osoba starszą musimy zaopatrzyć się więc w ogromne pokłady cierpliwości. Samodzielny senior to szczęśliwy senior. Dla niego często jest to kwestia zachowania godności. Czasami słyszę od osób przyglądających się zbuntowanym, zawstydzonym, zażenowanym seniorom z boku, że każdy z nas kiedyś będzie wymagał pomocy w czynnościach „wstydliwych” takich jak mycie czy załatwianie potrzeb fizjologicznych. Dla osób bardziej wrażliwych nawet zwykłe karmienie czy krojenie mięsa na mniejsze kawałki może być upokarzające. Tego typu tłumaczenia moim zdaniem są nie na miejscu. Nie można lekceważyć uczuć osoby chorej. Fakt, że my również możemy kiedyś przez to przechodzić nie umniejsza negatywnych uczuć, jakie budzą się w danej chwili w tym człowieku.

Obok uczuć seniora bardzo ważne są również nasze. Osoba chora na demencję, czy Alzheimera często jest jak lustro. Odbija nasze wnętrze. Jeśli jesteśmy niespokojni, budzi to w nich niepokój. Jeśli się boimy, oni odczuwają strach. Jeśli się denerwujemy, działa to tak, jakbyśmy przycisnęli u nich guziczek z napisem „agresja”. Dlatego by zapanować nad chorym, w pierwszej kolejności trzeba nauczyć się panować nad własnymi emocjami. Z doświadczenia wiem, że nie jest to łatwe. To nie jest bowiem tak, że człowiek doskonale radzi sobie ze swoim życiem emocjonalnym, wyjeżdża i nadal ma nad nim pełną kontrolę. Bywa tak, że dzień w dzień trzeba robić porządek w swoim wnętrzu. Człowiek upada i zbiera się na nowo. Nie ma sił, cierpliwości a nawet traci „serce”. Jeśli szybko się nie zregeneruje, nie powróci do równowagi wewnętrznej i nie odnajdzie w sobie pozytywnych uczuć do podopiecznego, dojdzie do zgrzytu i ogromnej agresji. Chory całą naszą negatywną energię, jak przy pomocy lustra, odbije w naszym kierunku. Dlatego niezmiernie ważne jest by dbać o czas dla siebie. By znajdować się w równowadze wewnętrznej i emanować spokój.

Jak jeszcze można uniknąć stresu?

Zachowując stały rytm dnia. Nie raz spotkałam się z oburzeniem opiekunek, że zleceń w opiece osób starszych się nie ustawia. Otóż moi drodzy - naturalnie, że się ustawia. Nie robi się jednak tego po swojemu. Nie wpada się do domu podopiecznego jak burza i nie przewraca się jego życia do góry nogami. Owszem, jest pewien ogólny zarys zajęć w ciągu dnia. Umieściłam go całkiem niedawno w poście, który możecie przeczytać pod linkiem: http://kasiaperla.blogspot.com/2018/06/tajemnica-dobrej-i-zadowolonej.html. Nie oznacza to jednak, że taki harmonogram dnia, kropka w kropkę, będzie pasował do każdego podopiecznego. Jeśli przyjeżdża się na zlecenie, w pierwszej kolejności należy się zorientować, czy podopieczny czasami nie żyje już od lat właśnie według takiego planu. Zdarza się, że może zaprzeczyć. Po kilku pytaniach okazuje się jednak, że zupełnie nieświadomie ma jednak swoje przyzwyczajenia, stałe godziny posiłków, spacerów, odwiedzin, zakupy robi w ściśle określone dni, uczęszcza na różne zajęcia itd. Czasami plan dnia wprowadziła nasza poprzedniczka. Jeśli jest mądrze rozplanowany, nie należy go zmieniać. W każdym bądź razie nie drastycznie. Być może zdarzy się, że będziemy musieli minimalnie dostosować go pod siebie. Co nam daje taki plan dnia? Spokój seniora. Nie jest on wtedy zagubiony, wie co ma robić, wie co go czeka, wykonywane rytuały „wchodzą mu w krew”. Dodatkowo takie automatyczne wykonywanie wielu czynności jest ogromną pomocą w zaawansowanym stadium choroby, gdy senior nie myśli logicznie, nie rozumie. Przez pewien czas może on jeszcze funkcjonować dzięki temu, że wyrobił sobie pewne nawyki, że jedną czynność kojarzy z kolejną, która od dłuższego czasu następowała po tej pierwszej.

Następna ważna rzecz to możliwość podejmowania decyzji. Często są to osoby ubezwłasnowolnione. Czyli praktycznie nie mogą już samodzielnie podejmować decyzji w ważnych sprawach. Jednak nie powinny one odczuwać tego na każdym kroku. Jeśli chodzi o ważne i trudne problemy, najlepiej nie obarczać nimi osób starszych (oczywiście wszystko zależy od stopnia zaawansowania choroby). Decyzje należy podejmować samemu. W sytuacjach dla nas błahych, a dla seniora często niezwykle ważnych, należy przedstawić mu jakąś alternatywę. Trzeba być jednak gotowym, że dla osoby starszej podjęcie decyzji może okazać się zbyt trudne. Jak z tego wybrnąć? Należy podjąć ją samemu, ale w taki sposób, by podopieczny miał wrażenie, że została ona podjęta wspólnie. Trochę to zagmatwane?

Przykład: zwykły posiłek 

Często, zwłaszcza gdy zaczynamy pracę, osoba starsza może być oburzona, że gotujemy obiad nie pytając jej o zdanie, co chce zjeść. Tłumaczenie, że wieczorem zamarynowaliśmy mięso, że trzeba zużyć sałatę, bo się popsuje lub że najzwyczajniej w świecie nic innego nie mamy w domu a na zakupy jedziemy dopiero kolejnego dnia, na nic się zdadzą. Widząc, że osoba taka chce mieć udział w podjęciu decyzji odnośnie tego, co zje, przez pewien czas po śniadaniu oświadczam np. że w domu jest mięso mielone. Mogę z tego zrobić spaghetti lub mielone. zadaję pytanie, co woli? Jeśli widzę, że podopieczny się waha i zaczyna się denerwować, sama głośno analizuję sytuację, że np. poprzedniego dnia był już makaron i może jednak lepiej zrobić mielone z ziemniakami. Po czym należy spojrzeć na podopiecznego i spytać, czy się z tym zgadza. W większości przypadków senior poczuje się, jakby to on podjął decyzję, albo przynajmniej na to przyzwolił.

Jak widać w pewnym wieku, w obliczu choroby, zwykła codzienność jest jak bieg z przeszkodami i to nie byle jakimi.

Krótkie podsumowanie

·         w opiece nad osobą starszą i chorą potrzebna jest ogromna cierpliwość oraz czas, jaki musimy wygospodarować i zaoferować podopiecznemu

·       dla seniora samodzielność to nie tylko sposób na aktywizację, dla niego może to być kwestia zachowania godności, dlatego jeśli jest to możliwe, nie należy niepotrzebnie wyręczać chorego w czynnościach, które potrafi wykonać sam lub z naszą niewielką pomocą

·        osoba starsza jest jak lustro, która odbija nasze uczucia, zwłaszcza te negatywne

·        ważne jest ustalenie i zachowanie stałego rytmu dnia

·        senior powinien mieć uczucie, że mimo wszystko to on podejmuje decyzje

Uwaga!!!

Może się zdarzyć, że nie mamy pewności, czy dane zachowanie jest wynikiem choroby, charakteru, nieporozumienia, być może nawet zwykłej złośliwości. Moja dobra rada: nie należy analizować tego za długo (chyba, że ktoś to robi hobbystycznie). Nie można się pogrążać. Nie powinniśmy brać niewdzięcznych słów i niemiłych czynów do siebie. Koniec końców najlepiej wszystko zwalić na chorobę. Nie znamy tych ludzi z lat wcześniejszych. Nie wiemy jacy byli kiedyś, co przeszli, co nimi kieruje. W większości przypadków nigdy się nie dowiemy. Do tej pracy potrzebny jest dystans. Nie trzeba wszystkiego rozumieć i myślę, że jednak są zachowania, których nie można w racjonalny sposób wytłumaczyć. Zwłaszcza, gdy nie mamy wykształcenia w tym kierunku i nie ma woli lub umiejętności ze strony seniora, by to wyjasnić.

Brüggen - zamek, dwór i piżmaki...

Fajne, małe, urocze miasteczko. Raczej na wypad ze znajomymi, niż do zwiedzania. Mnóstwo knajpek, kawiarni, restauracji. Miła atmosfera i ciekawy klimat.

Burg Brüggen

Burg Brüggen

Burg Brüggen

Burg Brüggen

Burg Brüggen

Burg Brüggen

Burg Brüggen


Burg Brüggen
Freya, Göttin der Liebe und der freien Frauen
Freya, bogini miłości i wolnych kobiet


Raten, szczurki

Rate, szczur

Rate, szczur

Rate, szczur





Brüggen

Brüggen

Brüggen

Brüggen

Brüggen

Brüggen

St. Nikolaus Kirche
Kościół św. Mikołaja

Alte Brüggener Mühle
Stary młyn w Brüggen

Ente, kaczka

Enten, kaczki

St. Peter Kirche
Kościół św. Piotra

St. Peter Kirche
Kościół św. Piotra

St. Peter Kirche
Kościół św. Piotra

Brunnen vor der St. Peter Kirche
Fontanna przed kościołem św. Piotra

Brunnen vor der St. Peter Kirche
Fontanna przed kościołem św. Piotra

Skulptur vor der St. Peter Kirche
Rzeźba przed kościołem św. Piotra

Denkmal fuer die Opfer 2. Weltkriegs vor der St. Peter Kirche
Pomnik ku pamięci ofiar drugiej Wojny Światowej przed kościołem św. Piotra

Natur/ Blumen, natura/ kwiaty

Borner See

Borner See