Zazdrosna podpieczna

ławka, park, natura, ogród, samotność

Słyszałam, ale nie do końca wierzyłam. Byłam przekonana, że ewentualnie może chodzić o podopiecznego, który może poczuć się znowu młodym mężczyzną, mając w domu drugą, często młodszą od żony kobietę. Ewentualnie zazdrość mogłaby wzbudzić opiekunka, która więcej czasu poświęca bardziej schorowanej osobie.

Tymczasem doświadczyłam dziś na własnej skórze. Nie do końca wiem, co się wydarzyło. Cały dramat i scena zazdrości miała miejsce, gdy udałam się do kuchni, dorobić kolejny dzbanek kawy. Zanim to się wydarzyło, siedziałam z gościem podopiecznych – Marią. Kobieta porozmawiała chwilę z dziadkami. Była jednak również zainteresowana, co tam u mnie. Spytała o książkę. Zdałam relację, stwierdzając, że strasznie długo to trwa i obecnie cały entuzjazm mnie opuścił. Gdzieś głęboko cieszę się. Nawet jeśli książka nie będzie się dobrze sprzedawała, moim zdaniem mam powód do radości. Spróbowałam. I to jest najważniejsze. Napotkałam na pewne trudności. Zmobilizowana przez koleżankę, którą widziałam chyba dwa razy w życiu, wyraziłam moje niezadowolenie z pracy wydawnictwa. Ku memu zdziwieniu odniosłam ogromny sukces, chociaż na początku wydawało się, że moje niezadowolenie zostało kompletnie zignorowane. Kolejne prace nad książką przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Pani nie tylko poprawiła tekst pod względem języka, ale zwróciła uwagę na całą tematykę i wyłapała okrutne błędy (właściwie bardziej rzeczowe niż językowe), które ja popełniłam. Pomyślałam sobie, że to byłby straszny wstyd, gdyby nikt nie zwrócił na to uwagi. W pierwszej kolejności wstyd dla mnie. W pewnym sensie, jak dla mnie już odniosłam sukces. No ale nie rozmawialiśmy zbyt długo o książce. 

Maria zaczęła opowiadać o swojej wizycie u córki, mieszkającej w Monachium. O wycieczkach, jakie urządzał z wnukami. Porównywała miejsca, które tam poznała do Viersen. Monachium to nie to samo, co jakieś tam Viersen. Zarówno Maria, jak i ja, stwierdziłyśmy, że mimo wszystko w mniejszych miejscowościach lepiej się odnajdujemy. No i zaczęłam opowiadać o moich wycieczkach. Że w sumie w Viersen przeszłam się wzdłuż rynku i widziałam wiele wspaniałych rzeczy. Natomiast gdy pojechałam do Mönchengladbach, jako punkt wyjściowy wybrałam dworzec główny. Pech chciał, że nic tam nie znalazłam, a przejść się wzdłuż Mönchengladbach jest jednak ciężko. Przejechałam się co prawda autem i zwiedziłam pierwszy lepszy zamek, jaki rzucił mi się w oczy. Niby fajnie było, ale biorąc pod uwagę czas, jaki poświęciłam na zwiedzanie, to niewiele widziałam.

Wracając do tematu. Wyszłam dorobić kawy. Już samo to, że podopieczna chce trzecią filiżankę kawy wydało mi się dziwne. Zazwyczaj piją po półtora. Czasami po jednej. Zrobiłam osiem filiżanek. Mam już doświadczenie z gośćmi i nie chciałam, bym na szybkiego musiała dorabiać kawy. Podopieczna naburmuszona powiedziała, że ona chce jeszcze kawy – jako jedyna z całego towarzystwa. Jako jedyna stwierdziła również, że ma ochotę na trzeci kawałek ciasta i nie pozwoliła mi go sprzątnąć ze stołu. Już w trakcie rozmowy niemal na każde pytanie gościa reagowała agresywnie. A raczej na moją odpowiedź. Maryja zdezorientowana nie wiedziała, o co chodzi. Tym bardziej, że mówiłam z sensem. I ku swemu nieszczęściu tłumaczyła podopiecznej, że tak faktycznie jest. Ja wtedy jeszcze nie zorientowałam się o co chodzi. Pomyślałam, że podopieczna akurat nie jest w stanie myśleć logicznie. Dlatego w sumie mało z nią rozmawiam. Większość rozmów na tematy inne niż pogoda kończy się wrzaskiem podopiecznej, więc w sumie unikam konwersacji. Przy posiłku mówię o słońcu, o powietrzu, o chlebie i o niebie.

Dzisiaj byłam zaskoczona, bo wśród gości raczej się jeszcze nigdy tak nie zachowywała. Fajnie. Maria to dobra znajoma syna podopiecznej, który ostatnio wziął mnie na dywanik z żalem, że niby powiedziałam do pracownicy Caritasu, że jego rodzice mają demencję. W sumie odkąd pracuję w opiece przestałam bać się rozmów na dywaniku i kieruje nimi tak, by obróciły się na moją korzyść. Zaprzeczyłam. Stwierdziłam, że to była informacja kierowana bezpośrednio do jego rodziców, a nie do pracownicy Pflegedienstu. Zbaraniał. A ja kontynuowałam oświadczając, że tak długo, jak jego rodzice zachowują się dziwacznie w mało ważnych sprawach, nie interesuje mnie to. Ale są sprawy poważne, przy których nie można udawać, że są zdrowi i że te słowa jeszcze nie raz padną z moich ust. A oni muszą się zastanowić, czy chcą tu opiekunkę, czy jakąś Dummkopf (głuptaska), która nie ma nic do powiedzenia. Oświadczyłam, że o ważnych sprawach, jak i o terminach ich wyzyt chcę być informowana. Nie wiem, co sobie człowiek pomyślał. Natomiast ja, być może bardzo chaotycznie, ale jednak powiedziałam, co mi leży na sercu. Pomyślałam, że sporządzę mu notatki, by poruszyć temat choroby jego matki. Niestety kobieta pamięta wszystko. Przez to jej dzieci są uśpione. Natomiast kobieta ma wszystkie inne symptomy choroby. Jej mąż natomiast jedynie nic nie pamięta. Myślę, że on poradziłby sobie sam. Nawet bez opiekunki. Ona nie dałaby rady nawet z opiekunką, gdyby zabrakło męża, który jest na jej każde skinięcie palcem, a jednocześnie jest chłopcem do bicia.

Ale znowu odeszłam od tematu. Udałam się do kuchni. Jeszcze dobrze nie wyszłam z salonu, gdy usłyszałam wrzaski pani Flip, że ona nie może mnie słuchać. Coś tam jeszcze wrzeszczała. Nie za bardzo się przejęłam. Z jednej strony te wizyty są dla niej ogromnym obciążeniem psychicznym i fizycznym. Już dawno nie siedziała tak długo przy stole. Z drugiej strony pomyślałam, że chyba była zazdrosna. Dlatego tak w każdym temacie reagowała agresywnie i się nie zgadzała, chociaż rozmawialiśmy o sprawach, które nie podlegają dyskusji. Przyniosłam kolejny dzbanek kawy, zmieszana pani Flip siedziała już na swojej sofie, Zdezorientowana Maria stała koło okna, a pan Flap starał się dogodzić żonie. Podopieczna chyba żałowała swojego wybuchu. Myślę, że nie ze względu na mnie. Tylko ze względu na Marię, która z pewnością wszystko powtórzy jej synowi.

A ja na przyszłość muszę znaleźć złoty środek. Nie siedzieć w ogóle z gośćmi, to moim zdaniem niekulturalne. Natomiast muszę przywiązywać więcej uwagi, w którym momencie lepiej się jest ulotnić. Zresztą przy posiłkach jest tak samo. Póki jeszcze pani Flip nie wypije ostatniego łyka herbaty, pod żadnym pozorem nie mogę wstawać od stołu. Gdy wypije też musi potrwać jeszcze kilka minut, zanim zacznę sprzątać. Natomiast granica między za szybko, a za późno jest bardzo cienka i wciąż się jej uczę. Dziki zwierz z tej mojej podopiecznej. Ciekawa jestem kiedy jej dzieci zaczną zdawać sobie z tego sprawę.

19 komentarzy:

  1. no dziki dziki zwierz. I tak podziwmiam,że wytrzymujesz tak długo Ja bym zeszła na zawał chyba.....hihihi.
    Z parami dziadków różnie to bywa. Babki potrafia nieźle dać do pieca jak nie są same. Zrezst a same tez dają do pieca:)
    Ja nie spotkałam się z zazdrością, ale z agresją ze strony babki już tak. Za to dziadzo byl superowy.
    No ale znowu sam dziadek to niebezpieczeństwo molestowania:) No i tak się toczy ta nasza praca. Raz lepiej raz gorzej.
    Jak sama wiesz trzeba znaleźć sposób na każdego.
    Po jakimś czasie człowiek się śmieje z tych sytuacji:), tylko jak jest się w "oku cyklopa" to śmiesznie nie jest:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Śmieszne jest po czasie. W trakcie, gdy człowiek zestresowany, zaskoczony zastanawia się, co się dzieje nie jest fajnie. Myślę, że do tych szaleństw można się prawie przyzwyczaić. Nie tak do końca, ale łatwiej je z czasem znosić. Dziadków miałam dotychczas dwóch. Niby ok. Ale po fakcie stwierdzam, że jeden, pan dyrektor jednak był władczy, że człowiek nawet nie pomyślał, by się sprzeciwić. Obecny też niby ok, na tle podopiecznej. Nie wiadomo jednak, jakby było, gdyby brakło jego żony. Myślę, że nie ma co generalizować. To jedna loteria. Mi się chyba lepiej pracuje z demencją, alzheimerem i choroby psychiczne. Wszystko można zwalić na chorobę. Nieprzyjemniści ze strony zdrowego człowieka nie zniosłabym.

      Usuń
  2. to prawda Basiu. Ostatnio spotkałam się z molestowaniem ze strony dziadka.
    Wiesz jestem w stanie to zaakceptować, bo chory i dawałam sobie z nim rade. Ale przyzwolenie syna na takie postępowanie ojca mnie zaskoczyło i skreśliło faceta na całej linii w moich oczach.
    Cieszył się,że tatko taki Casanova i miał ubaw jak dziadek szalał i komplementował mnie mimo,że nie miałam ochoty na te jego brednie ertotyczne. Synek pozostał obojętny na to co ja mowię do niego, na ten temat, że sobie nie życzę takiego zachowania dziadka.

    Potem czytałam na ten temat w necie. W sumie to syn ma obowiązek ojcu zwrócić uwagę. Wiadomo ,że to nic nie da. Ale nie straciłabym szacunku do syna.
    Tak był i jest dla mnie zerem.
    Dziadka nie obwiniam bo stary i chory.
    Dotrwałam do końca, ale nigdy wiecej tam nie wrócę.
    Mam nadzieję, że karma wraca i ten się śmieje kto się śmieje ostatni.
    A nam życzę dobrych miejsc do pracy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie- on się bawił twoim kosztem. Oni nie rozmieją, jak pewne sytuacje mogą być dla nas upokarzając

      Usuń
    2. A jednocześnie mamy ograniczone pole reakcji - bo to człowiek chory, bo jest jednak stosunek pracy, zależność finansowa i nie można poprostu dać po gębie, obrócić się i pójśc do domu. Dzieci mają obowiązek reagować. Ale są nieświadome. Jeśli my nie dajemy sobie rady firma ma obowiazek uswiadomic dzieci.

      Usuń
  3. Z zazdrością jeszcze nie miałam do czynienia, ale wszystko przede mną jak babka wróci ze szpitala, bo dziadek doskonale łapie humor ze mną i nawet sam prowokuje zabawne sytuacje. Wiem, że wcześniej przed pójściem jej do szpitala, z babką żyli jak pogrzebani żywcem. Zero spacerów, zero rozmów, telewizji też nie lubią , całymi dniami leżeli albo spali. No, no ciekawe co mnie czeka jak babka wróci i ujrzy tą swoistą rewolucję w domu. Może każe mi zejść z oczu? A może dziadek sie postawi i nie będzie chciał wracać do poprzedniego stylu życia ? Ciekawa jestem, choć zazdrości nie chciałabym odczuć. Nie taka moja rola i nie taki cel mojej pracy, ale czas pokaże. Jednak warto mieć się na baczności .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moi też nie oglądają tv, nie słuchają radia. nie rozmawiają. właściwie to śpią, albo przekładają rzeczy i kilka razy dziennie chodzą na spacer w koło domu. żółwim tempem, więc ja z nimi nie chodzę. ja w pięć minut bym obróciła, oni idą pół godziny. facet czasami rzuci żartem lub przysłowiem ku oburzeniu babki. pewnie wesoły był z niego człowiek. a z babką to tak, jak ty piszesz o swoich - kaplica.

      Usuń
  4. Faktycznie spstkałam sie w tym również,że jak babki nie ma w polu widzenia to dziadzo prawi komplementa, rozmawia. Bo tak jak Damaris napisała też miałam dziadków jak żywcem pogrzebanych. I faktycznie no trzeba uważać. Ale i tak jak uważamy na to co się powie, czy zrobi- to i tak jak ktoś zazdrosny to wyciągnie błędne wnioski. Trudne to też jest, ale możliwe do przeżycia. Na chwilę rzecz jasna.

    Jesli chdzi o ten mój problem z dziadkiem nachalnym co pisałam.
    Myślę,że takie sytuacje mnie paraliżuja z tego względu ,że kiedys dawno musialam sie uporać sama z podobnym problemem.
    Dlatego teraz reaguje nieco pasywnie, lękowo. Ale informowałam firme oczywiście. Tylko,że to ja miałam monitować firmę o wsparcie. Natepnym razem poradzę sobie lepiej.
    Nowe doświadczenie znowu i tyle, nie ma co się rozczulać nad sobą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Trzeba być twardym. Wiele z nas nie może się uwolnić od demonów przeszłosci, ktore wracają w najmniej spodziewanych momentach i dlatego reakcja na różne sutuacje jest taka, a nie inna.

      Usuń
  5. Jestem ciekawa jeszcze jednej kwestii.
    Tableki dla naszych podopiecznych aby byli spokojniejsi. Mam wrażenie,ze generalnie w Niemczech nie stosuje sie suplementów w postaci tabletek, a juz unika jak ognia leków psychotropowych , przeciwdepresyjnych. Nie wiem,moze sie nie znam...Dlatego pytam moze orentujesz sie w tym temacie?
    Zresztą w Polsce to tez wstydliwy temat- antydepresanty.
    Kiedyś spotkałam sie jak mi zmienniczka powiedziała,ze ma własne leki dla podopiecznej na uspokojenie i nie będzie czekać, aż ją "stara" wykończy,ale było w Austrii, zmienniczka była Słowaczką, zreszta bardzo młodą/28 lat/ i bała sie akcji chorej osoby. Widomo,że to niedozwolone, piszę tylko co widziałam.
    Ale dziadki dają popalić i czasami przydałoby im sie coś na wyciszenie, bo jak ogarnąć ma jedna opiekunka taki "kosmos" jak czasem starsi odstawiają. W domach spokojnej starości w Niemczech i Austrii z tego co czytałam nikt nie oszczędza na lekach na uspokojnie.
    Co wiesz Basiu w tym temacie?
    w końcu leki są dla ludzi. Pewnie aby przezyć czasami cięzkie miejsce pracy niejedna opiekunka ma przy sobie coś na uspokojenie, nie mówię o uzywkach. Ale czy warto tracić zdrowie w pracy naszej?
    Nie mówi sie o tym, ale to tez wazny temat moim zaniem. No chyba,że się mylę.
    Piszę o Austrii poniewaz tam w opiekunka rozdziela i podaje leki, mierzy cuker we krwi, robi zastrzyli insulinowe. Szok? Ale tak jest.
    Chciałabym jednak wiedzieć jak w temacie leków psychotropowych znajdują się Niemcy?
    Boję się ,że wywołam burzę, ale nie mam nic złego na myśli. Pytam tylko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje zawsze dostawały leki. Obecnej już trzy razy podnieśli dawkę jeszcze zanim przyjechałam. Więc pierwsze słyszę, żeby ktoś się wahał przed ich użyciem. Dodatkowo nie braly nigdy jednych psychotropów tylko kilka różnych na zasadzie jeśli ten lek nie pomoże, to pomoże ten drugi albo trzeci. Z tego co czytałam byly to tabletki na depresje schizofrenie, niektóre z nich według ulotki skutkują wcześniejszym zgonem. A według moich własnych doświadczeń nie koniecznie w czymklowiek pomagają. Otumaniają ludzi do tego stopnia, że z osób chodzących robią się niedołężni i wymagają Pflege, a nie opiekunki. U ostatniej podopiecznej, gdy tylko wracałam, przy pierwszej wizycie neurologa tabletki były redukowane. Nie mogłam patrzeć, jak ogłupiają, osłabiają i zezwierzęcają podopieczną. Myślę, że tu jest ważny umiar. Są miejsca, gdzie te tabletki muszą być stosowane, ale ważme jest, by opiekunka potrafiła się takimi ludźmi zajmować i nie zaostrzała swoim zachowaniem sytuacji, a następnie wymuszała zwiększenie dawki. Natomiast aplikować samemu cokolwiek - nigdy w życiu. Całkiem niedawno na fb krążyło zdjęcie młodej dziewczyny, która chyba siedzi za podawanie środków przeciwbólowych. Moja lekarka wiedząc, że pracuję z demencyjnymi zapisała mi na kartce jakiś suplement dla podopiecznej, żebym dawała jej bez wiedzy rodziny. W pierwszej chwili pomyślałam, że czemu nie. Po namyśle stwierdziłam, że jeszcze nie oszalałam. Z pewnością nie jedna opiekunka radzi spbie swoimi nielegalnymi sposobami. Myślę jednak, że jeśli jest taka potrzeba to zglaszać rodzinie i firmie. Raczej nie spotkałam się, żeby byl z tym problem, a nawet to ja byłam przeciw.

      Usuń
  6. uspakajac, usypiające, wyciszające. Jedna to jak mi o 21 zasnęła po tabletce to nie mogłam jej dobudzić. Bo i nie wolno wtedy budzić. Ja byłam taka przejeta, że ją budziłam. Miała 70 lat. Całkiem sprawna kobieta. A przy mojej pomocy dosłownie na czworaka szła do pokoju, bo tabletki tak ją zwaliły i nie mogła stanąć na nogi. Sama kiedyś spytałam o leki dla siebie na depresję. Nawet nie na depresje pytałam, tylko spytalam, czy to normalne, że drobiazgami się tak stresuję. Lekarka bez namysłu przepisała. Przeczytałam ulotkę i woże ze sobą nietnknięte. Póki można bez, nikomu nie polecam. Podopiecznym również tak dlugo, jak da rady pracowac bez, a jeśli trzeba, to jednak starać się radzić z najmniejszą z możliwych dawek. U niektórym np. Taki sobie pipamperon ma wręcz odwrotny skutek.

    OdpowiedzUsuń
  7. A w austrii z tego co wiem, to przepisy są takie, że opiekunka domowa musi mieć wykształcenie i jest to przestrzegane, więc chyba dlatego możecie te tabletki rozdawać?

    OdpowiedzUsuń
  8. A o domach starców czytałam kiedyś ciekawy artykuł. Gość prowadził placówkę. Ambitny. Poodstawiał ludziom wlasnie te otępiajace leki, poobniżał dawki i z leżących, głupawych zwłok zrobili się chodzący ludzie, w miarę myślący itd. Facet uznał, że to sukces. Niestety bardzo szybko stwietdził, że dla domu starców lepsza jest osoba leżąca. Wygodniej obsłużyć taka psobę dwa, czy trzy razy dziennie niż cały dzień na nią uważać. Szybko został sprowadzony na ziemie i zrozumiał, że z taką liczba personelu, jaka się wszystkim opłaca lepiej jednak otumaniać tych pacjentów tabletkami, niż stawiać na nogi. Kto chciałby tak skonczyć? Ja nie. Także mam nadzieję, że gdy będę stara i głupia, trafięna kogoś, kto zada sobie odrobinę trudu i nie będzie mnie faszerował tabletkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się nie da inaczej jestem za. Ale akurat tu to myślę, że takie lekarstwa są prędzej nadużywane. Rodzina nie ogarnia choroby, opiekunka nie ogarnia choroby i najłatwiek poradzić sobie tabletką

      Usuń
  9. No tak, mam kurs opieki. Z tą znajomą co podawała na własna rękę tabletki na uspokojnie, to nie mialam kontaktu. Nie wpadłabym na taki pomysł sama i ostrzegałam ją. Nie wiem jak to sie skończyło. Ale włos mi się na głowie zjeżył jak mi te tabletki pokazała.
    Wiesz zapytałam bo jak miałam agresywna podopieczną. Wiesz ja wytrzymałam. Zreszta widziałam,że jest momentami tak nakręcona ,że może sobie sama zrobic krzywdę.
    I nie mówię,o zaostrzaniu zachowania podopiecznego. Chyba mnie źle zrozumiałaś.
    Dla jasności-nie zaostrzam niczyich zachowań/ bo tak to troche odebrałam z twoejj wypowiedzi/, pytam o pacjentów agresywnych...nadpobudliwych, z którymi nie można dać sobie rady.
    Tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
  10. faktycznie następnym razem zgłaszać będę wszystko firmie.
    Z mojej strony koniec tematu.

    OdpowiedzUsuń
  11. zapytałam cie tylko o twoje zdanie, ale widzę, że jest to temat drażliwy.
    wiem cos o domach starców i jak tam ludzi traktują. Wcale tego nie pochwalam, I przytoczyłam jako przykład.
    Jedna opiekunka sobie nie radzi, inna radzi. I wcale to nie jest powód do wstydu.
    Mam wrażenie ,że mnie ataktujesz, dlatego dziękuję za uwagę.
    Uważaj ,żebys ty nie musiała kiedys sięgnoć po antydepresanty sama. Wiesz zycie różnie sie place, czego tobie nie życzę oczywiście, ale ton twoich odpowiedzi trochę jest atakujący.
    A nie masz powodu, bo to było pytanie z mojej strony.
    Żegnam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm żegnam. Nie atakowałam ciebie, tylko to jest moje zdanie w tym temacie. Nie wiem, czy sobie radzisz, czy nie radzisz z podopieczną, wiem, że wiele opiekunek popełnia podstawowe błędu zajmując się osobami starszymi. Panoszą się po domu, nie mogą usiedzieć w miejscu, latają ciągle ze szmatą. Ci ludzie potrzebują przede wszystkim spokoju i takie zachowanie wprowadza w nich niepotrzebnie niepokój. Zwłaszcza, gdy i tak mają już zaburzenia psychiczne. Moim zdaniem w pierwszwj kolejnosci należy się nauczyć tego, jak zachowywać się u takich ludzi w ich domu. A dopiero potem sięgać po leki. Pisałam, że wszyscy moi podopieczni zażywają takie leki. I to nie jeden rodzaj. Temat drażliwy, ale chyba dla ciebie. W żadnym miejscu nie napisałam, że wykluczam używania psychotropów. Wykluczam ich nadmierne i niepotrzebne używanie. Rozumiem, że sama bierzesz psychotropy i czujesz się dotknieta, nie wiem, którym fragmentem mojej wypowiedzi. Mnie nie stać, by brać psychotropy. Rozważałam taką ewentualność, ale jak poczytałam, co się dzieje z człowiekiem, który je bierze, stwierdziłam, że nie mam nikogo, kto by się mną opiekował, gdy będę pod wpływem takich środków i kto chodziłby za mnie do pracę. Lęki, myśli sabójcze, nadmierne pobudzenie to niektóre ze skutkow ubocznych? Po co więc brać coś, co może mieć całkiem odwrotny efekt niż bym sobie tego życzyła? To samo obserwuję u ppdopiecznych. Moim zdaniem oprócz dobrej opiekunki i rodxiny, która wie, jak postępować z chorym, potrzebny jest psychoterapeuta.

      Usuń