Tajemnica dobrej i zadowolonej opiekunki, czyli jak zmieścić się w czterdziestu godzinach pracy tygodniowo, nie licząc czasu z zegarkiem w dłoni.

Czas pracy opiekunki osób starszych w Niemczech w systemie 24 h

Temat czasu pracy w opiece budzi wielkie emocje. Bardzo często w naszych umowach widnieje liczba godzin pracy w tygodniu. Liczba ta najczęściej dyktowana jest niemieckim prawem pracy, a co za tym idzie, jest jak najbardziej wiążąca i znajduje się w naszych umowach, by nas chronić. Według niemieckiego prawa pracy, czas pracy tygodniowo nie powinien przekraczać czterdziestu godzin tygodniowo. Dochodzi minimalna stawka godzinowa, jaka obowiązuje w branży. W obecnej chwili wynosi ona około 10 euro (jestem w trakcie sprawdzania i wzrost stawki zaskoczył mnie samą). To jest powód tego, że umowy zawierają liczbę godzin pracy w tygodniu lub w miesiącu. Firmy muszą się stosować do prawa pracy, jakie obowiązuje na terenie kraju, do którego nas wysyłają. Dodatkowo zdarza się (niestety zazwyczaj w ciemno, przed podjęciem pracy), że podpisujemy grafik pracy z godzinami. Nie wiem, czy zauważyliście, ale najczęściej przez sobotę i niedzielę, jest przeciągnięta długa czarna kreska i nie ma wpisanych godzin. A co to, a kto to, a dlaczego? Ano dlatego, że każdy człowiek ma prawo do odpoczynku. Nawet taka sobie opiekunka, która wyjeżdża, by służyć pomocą starym, schorowanym Niemcom. To nie czasy drugiej wojny światowej i to żaden obóz. Dlaczego więc sami, na własne życzenie, poddajemy się pracy w systemie 24h? Owszem, mamy obowiązek niesienia pomocy w dzień i w nocy. Jest to czas czuwania, za który notabene nikt nam nie płaci. Zostawmy jednak fakt bezpłatnego czuwania. W końcu człowiek nie choruje i nie umiera codziennie, a czas tzw. czuwania właśnie takich zdarzeń się tyczy. Nikt nie oczekuje od nas, że będziemy czuwać w nocy, czy czuwać, po obiedzie, by podać osobie starszej szklankę wody, czy zmienić pampersa. Takie sytuacje są do przewidzenia i szklanka wody może znaleźć się na stoliku, zanim pójdziemy do siebie, pampers z założenia również chyba służy temu, by ktoś nie musiał lecieć tu i teraz, bo podopieczny musi kupkę. Jeśli podopieczni są w takim stanie, że bez naszej pomocy faktycznie ani rusz, to najwyraźniej nie nadają się do opieki domowej lub powinni mieć osobistą pielęgniarkę, a raczej trzy lub cztery, które przez cały tydzień na zmiany podają podopiecznemu w dzień i w nocy przysłowiową szklankę wody. 

Myślę, że w tym polega największy problem w opiece. Większość przypadków nie kwalifikuje się już do opieki domowej, a firmy wmawiają opiekunom i opiekunkom, że nie ma innych zleceń i że tak wygląda praca w opiece. Z jednej strony im się nie dziwię. Jeśli osiemdziesiąt, być może dziewięćdziesiąt procent to właśnie takie przypadki, być może sami w to głęboko wierzą. Ponieważ to nie oni zajmują się tymi ludźmi, najczęściej nie wgłębiają się w temat, by dowiedzieć się, czy to prawda, że taki człowiek nadal może przebywać w domu pod opieką osoby nie mającą wykształcenia medycznego i czy można od takiej „zesłanej na roboty" opiekunki wymagać, by chodziła koło chorego, bądź umierającego już człowieka dzień i noc. Bo jest różnica pomiędzy pracowaniem w dzień i w nocy, a niesieniem pomocy w nocy w razie zagrożenia zdrowia i życia. Jeśli ktoś trafi w takie miejsce, gdzie chory nie kwalifikuje się do opieki domowej, wymaga pomocy w dzień i w nocy w najprostszych czynnościach, należy się domagać pomocy. Pomocy rodziny, pomocy pflegedienstu, pomocy osób trzecich, które zastąpią nas w ciągu dnia lub w nocy, byśmy mogli odpocząć. Jeśli rodzina, nie potrafi zaakceptować faktu, że do opieki nad rodzicem potrzebne jest więcej osób, niż jedna samotna opiekunka, a co gorsza jeśli firma nas nie wspiera w naszych działaniach, należy niezwłocznie podziękować za współpracę zarówno rodzinie podopiecznych, jak i firmie. Tego kwiatu jest pół światu. Pracuje się tam, gdzie praca jest na ludzkie siły. Nikt z nas nie jest robotem. 


Teraz przejdźmy do milszego tematu. Do pracy w miejscach, gdzie spotykamy się ze zrozumieniem ze strony rodziny, ze wsparciem firmy i z podopiecznymi, którymi jesteśmy w stanie się zająć, nie zagrażając własnemu zdrowiu fizycznemu, psychicznemu oraz gdzie nie towarzyszą nam negatywne emocje wywołane tym, że czujemy się wykorzystywani. Raj na ziemi? Niezupełnie. Raczej normalne miejsce pracy, o które niestety trzeba walczyć. Rzadko takie zlecenie zostanie nam podane na złotej tacy. To my musimy zlecenie, które ma potencjał przekształcić w takie, gdzie chętnie pracujemy oraz gdzie chętnie wracamy. Istotą owego przekształcania jest zapewnienie opiekunce podstawowych potrzeb człowieka, czyli wyżywienia, czasu na sen, czasu na odpoczynek. 
Temat wyżywienia poruszałam już w wielu felietonach i napisałam w tym temacie jeden post z kategorii „Ważne informacje”. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, zapraszam do lektury. 

http://kasiaperla.blogspot.com/2018/02/jedzenie-na-zleceniu-jak-to-jest-co.html
Temat czasu na sen? Krótko i na temat: w nocy mamy obowiązek niesienia pomocy w momencie zagrożenia zdrowia i życia. Nikt nie ma prawa wymagać od nas regularnej pracy nocnej, jeśli nie pracujemy na zmiany z drugą opiekunką. Jeśli zachodzi potrzeba wstawania do podopiecznych w nocy, to rodzina musi sobie poradzić z tym problemem – NIE MY!!! Pensja, którą dostajemy co miesiąc, nie zwalnia ich z obowiązku, jaki ciąży na nich w stosunku do ich własnych rodziców. My jesteśmy pracownikami i jesteśmy opłacani za pracę w dzień i niesienie pomocy w nocy. Natomiast nie spoczywa na nas cały ciężar opieki nad podopiecznymi. Są problemy, z którymi oni sami muszą sobie radzić. Tymczasem wiele opiekunek cały ciężar bierze na siebie, czując się odpowiedzialna za podopiecznych. Owszem, jesteśmy za nich odpowiedzialni, ale do pewnego stopnia. 
Trzecia podstawowa potrzeba człowieka to czas wolny. Luksus? A właśnie, że nie! To powinien być standard. Praca z ludźmi starszymi i chorymi wykańcza fizycznie, ale przede wszystkich psychicznie. Nawet ze zdrowym człowiekiem nikt nie jest w stanie żyć dwadzieścia cztery godziny na dobę. Prędzej, czy później przychodzi taki moment, że ma się dość takiej osoby. A co dopiero, gdy ta osoba jest chora, marudna, niewdzięczna, uciążliwa? Musimy mieć czas, kiedy to możemy zresetować umysł. Bez tego ani rusz. Dlatego warto walczyć o wolny dzień w tygodniu, dwie połówki, jedną połówkę... Ale warto również zadbać o to, by każdego dnia mieć czas dla siebie. Czas, do którego mamy prawo. Nie piszę o dwóch godzinach wolnych po obiedzie, kiedy to możemy wyjść w domu. Mowa tutaj o kilku godzinach w ciągu dnia, kiedy to najspokojniej w świecie możemy wycofać się do swojego pokoju i zająć się sobą ze świadomością, że nikt nas nie będzie wołał, nikt nie będzie na nas krzywo patrzył i nikt nie będzie niezadowolony z tego powodu. 
Kiedy i jak wygospodarować sobie ten czas? 
Ja najczęściej przed południem mam taką godzinkę i po południu kilka – pomiędzy kawą i kolacją i po kolacji. Niżej podaję Plan dnia, jaki po lekkich modyfikacjach (w zależności od stanu podopiecznych) można stosować. Dostosowując taki plan do własnych potrzeb, możemy być spokojni, że wywiązujemy się z naszych obowiązków, jednocześnie mamy czas dla siebie.

Plan dnia:

Pobudka, pomoc w higienie

Śniadanie

Praca (w zależności od potrzeb: sprzątanie, pranie, prasowanie, zakupy, gotowanie, pieczenie, podlewanie kwiatków) - średnio dwie godziny dziennie!

Czas dla siebie (ja często zaraz po śniadaniu, zanim zacznę cokolwiek robić najpierw biorę godzinkę dla siebie, a dopiero potem biorę się do pracy)

Obiad

Przerwa (2 – 3 godziny, kiedy to możemy wyjść z domu, to z kim zostanie podopieczna jest problemem jej rodziny lub opiekuna prawnego)

Kawa i ciasto

Spacer/ aktywizacja 

Czas wolny dla mnie, gdy wycofuję się do swojego pokoju

Kolacja

Czas wolny dla mnie, gdy wycofuję się do pokoju lub siedzę na tarasie

Pomoc w higienie

Noc przeznaczona do spania

Ot cała filozofia. Czasami, jeśli mam ochotę posiedzę chwilę z podopieczną. Zaglądnę sprawdzić, czy czegoś nie potrzebuje. Da rady? Musi!

Co stoi na przeszkodzie? Jeśli ktoś chce, może sobie policzyć godziny w przybliżeniu i sprawdzić, czy się zgadza. Potrzebny zegarek w dłoni? Niekoniecznie. W poście kilka dni temu pisałam, ile czasu na jakie czynności potrzebuję. Zapraszam! 

http://kasiaperla.blogspot.com/2018/06/praca-opiekunki-kilka-zawodow-w-jednym.html
Pamiętajmy, że nie musimy być perfekcyjnymi paniami domu. W tym wszystkim chodzi o to, by ludzie starsi mieli pomoc, by mogli mieszkać w domu i byśmy im w tym pomagali nie wychodząc z siebie. Osobiście widzę, że podopieczne są zadowolone, gdy ja jestem zadowolona. Myślę, że mało jest takich ludzi, których naprawdę cieszy nasze cierpienie i nasze nieszczęście. Do tego pamiętajmy, że ci ludzie bardzo często „odbijają” nasze emocje. Jeśli my jesteśmy niezadowolone, pomimo naszego uśmiechu na twarzy oni to czują i są niespokojni. Wtedy faktycznie mogą stać się bardzo uciążliwi. Nasze zmęczenie i niezadowolenie jest coraz większe. Oni są jeszcze bardziej niespokojni… Do czego to prowadzi? Do niczego dobrego. Także zadbajcie o sobie, by móc zadbać o podopiecznych.