Czy praca wzbogaca?


Mentalność – całość przekonań, postaw, poglądów, sposobu myślenia grupy społecznej lub jednostki. 
O tym, że istnieją ludzie o różnej mentalności, wiedziałam już jako dziecko. Jako dorosły człowiek, nie dostrzegałam różnic pod tym względem, jeśli chodzi o obywateli Polski i Niemiec. Gdy moja koleżanka rozwiodła się z mężem, a on jako powód rozwodu podał inną mentalność i różnice kulturowe, pomyślałam: „co za pajac”. Owszem, są kraje, gdzie ulicami chodzą swięte krowy, są kraje, gdzie kobiety nic nie znaczyą, są kraje, gdzie ludzie umierają w obronie honoru, niezależności, wolności. Natomiast moim zdaniem Polska i Niemcy poszły do przodu. Jednym słowem staliśmy się nijacy. Europejscy. Tacy sami. Jak z szablonu wycięci na jedno kopyto. 
Minęło z dwadzieścia lat. Siedząc w mojej celi, często spoglądam przez okno na świat i dochodzę do pewnych wniosków. Mój cały świat to obecnie dwa domki. W jednym mieszka para emerytów. W drugim kobieta, raczej w moim wieku. Matka dorosłej córki. Przygarnęły one jednego mężczyznę – chłopaka nastolatki. Spoglądam na emerytów i myślę sobie: „Czy to nie najwyższy czas, by odpocząć?”. Pan emeryt cały dzień chodzi po ogródku. Ogródek ma może pięćdziesiąt metrów kwadratowych. Rośnie tam parę krzewów (nie owocowych). Póki co kwiatów na nich również nie dostrzegam. Nie ma trawy do koszenia. Nie wiem, jaki wkład pracy jest tam potrzebny. Odrobina plewienia. Być może czasami trzeba podlać. Mój ojciec ma jednak z dwa hektary ogrodu i jedynie w bardzo słoneczne dni podlewamy róże. Natura powinna sobie radzić z suszą. Z resztą nie widziałam pana emeryta z konewką, czy wężem ogrodowym. Widzę go ze szczypcami do zbierania śmieci. Kilkakrotnie w ciągu dnia wchodzi na ogród, podnosi nim liście niektórych kwiatków do góry, opuszcza z powrotem na dół i wraca do domu. Innym razem wychodzi i podnosi coś z ziemi, lub ucina listka z latoroślil. Jest w ciągłym ruchu. 
Gdy pada deszcz, wchodzi na balkon i myje oszklony dach nad tarasem. Po gradobiciu wszedł nawet na ten dach i polerował go ściereczką. Z pewnością, by oszacować szkody i w razie potrzeby zgłosić je do ubezpieczalni. Myślałam sobie wtedy: „Życie ci człowieku niemiłe?”. Oczyma wyobraźni widziałam, jak dach nie wytrzymuje jego ciężaru. Ponieważ czasami miewam wizje, które się sprawdzają, lekko się zlękłam. Byłoby mi szkoda staruszka, pomimo, że nie zamówiłam z nim jeszcze ani jednego słowa. Odgradza nas płot i pomimo, że wiemy o swoim istnieniu i z pewnością znamy nawzajem swój plan dnia, nie mieliśmy jeszcze przyjemności się poznać. Taki emeryt (przypuszczam, że ma z dziewięćdziesiąt lat) powinien do prac,  jak na przykład polerowanie dachu, skorzystać z czyjeś pomocy. Z drugiej strony, jeśli on uważa, że jeszcze może, to dlaczego nie. Zastanawiam się, czy mi będzie się chciało, jak będę miała tyle lat, co on, doglądać domu od rana do nocy. Myślę, że przychodzi taki wiek, ze człowiek powinien cieszyć się tym co ma. Należy usiąść, odpocząć, zrelaksować się. Przestać chodzić wprowadzając niepokój chociażby we mnie, czyli we wścibskiej sąsiadce. Pan jednak nie potrafi inaczej. 
Tak samo postępuje kobieta obok. Niby w moim wieku, ale też ciągle w ruchu. Do śniadania zakłada obrus na tarasowym stoliku, rozkłada poduszki. Taras ma oszklony dach. Zaciemniony. Nie bardzo rozumiem więc, dlaczego po śniadaniu poduszki i obrus są znowu chowane. Kilka razy dziennie wykonywane są te same czynności. Myślę, że u mnie w domu wyniosłabym stoliki i krzesełka raz w roku i raz w roku, bym je schowała. Całe lato stałyby na ogrodzie i z chęcią bym z nich korzystała. Korzystałby każdy. 
Natomiast tutaj, również w domu podopiecznych, rozkładanie poduszek, obrusów to jest ogromne wydarzenie. Rytuał wykonywany z powagą. Rytuał, który wyprowadza mnie z równowagi. Na stole ląduje obrus z zeszłego lata. Nie sądzę, by w międzyczasie był prany. Nie znam czegoś takiego z domu. U mnie korzysta się z rzeczy, brudzi, psuje, naprawia, pierze, cieszy się nimi i nie traktuje ich, jak świętej krowy. Być może ich nie doceniam tak, jak Niemcy, ale myślę, że częściej z nich korzystam i mam frajdę. 
Tymczasem tutaj nie cierpię rytuału picia kawy. Noszę poduszki, pan Flap (mój podopieczny) na rozkaz pani Flip (podopiecznej) kolejny raz z rzędu znosi krzesła do piwnicy i przynosi inne. Na stole koniecznie musi znaleźć się osobny talerz z ciastem (pomimo, że lądują na nich wyliczone trzy kawałki). Stawiam „przysmak” (codziennie jemy to samo ciasto od półtora miesiąca) i zastanawiam się, dlaczego nie można tych porcji rozłożyć bezpośrednio na małe talerzyki. Pani Flip zgarbiona kuśtyka po łopatkę do ciasta. Wraca. Dostrzega, że jednak łopatka była na stole. Wysyła pana Flapa, by wymienił widelczyki. Nie podobają jej się te, które ja przyniosłam. W szafach w salonie jest z dziesięć zestawów sztućców. Ciężko trafić na zestaw, na który podopieczna ma akurat ochotę. Dostrzegam, że zapomniałam serwetek. Biegnę po nie pędem, zanim towarzystwo znowu się rozproszy po parterze i trzeba będzie czekać, aż przykuśtyka. 
A czy nie można by było przysiąść do ciasta i je najzwyczajniej w świecie zjeść. Takimi widelczykami, jakie przygotowałam. Nałożyć nawet ręką, wybrudzić obrus i z radością wrzucić go do pralki… Ci ludzie są tak skoncentrowani na całej otoczce, że nie mają przyjemności z tego, wokół czego tą otoczkę stworzyli. Gdy zasiadamy do kawy, pan Flap w mgnieniu oka połyka kawę. Martwię się o niego i zastanawiam się, czy on czuje, ze coś jest gorące. Już kilka razy myślałam o tym, by serwować mu lekko schłodzone napoje i zupy. Ale nie daję rady. Gdy przyrządzam posiłek, on kręci się ciągle i zabiera nie do końca gotowe półmiski na stół. Nie mogę się skoncentrować na gotowaniu, na przygotowywaniu posiłku. Potem przy stole ciągle czegoś brakuje. Kawa i ciasto seniorów znikają w ciągu trzech minut. Góra pięciu. Pani Flip zniecierpliwiona patrzy na mnie, bym zabrała talerzyki, bo chcą odejść od stołu. Tymczasem nie wypada, bo ja nie zjadłam i nie wypiłam. Zazwyczaj nie rozmawiamy. W duchu sobie myślę: „I po to człowiek pół godziny chodzi i nakrywa do stołu?”. Połykam ciasto, w kuchni dopijam kawę. Zmywam talerzyki i z niechęcią je wycieram, jakby nie mogły postać na suszarce – taki zwyczaj, którego też do końca nie rozumiem. 
Wtedy przypominam sobie o moich grekach. Pierwsi, których poznałam znali bardzo dobrze język niemiecki. Nauczyłam się u nich trzech słów: meta (później), siga siga (coś w rodzaju czekaj, czekaj), kace (siadaj). Pracowałam tam trzy lata. Myślę, że słowa, których się tam nauczyłam doskonale oddają osobowość Greków. Są oni niezestresowani. Cieszą się życiem, potrafią się zrelaksować. Nie powiem, potrafią również zakasać rękawy, gdy trzeba. Nie raz pracowaliśmy do pierwszej nad ranem. Nie raz wychodziliśmy z siebie, obsługując gości, którzy zrobili „nalot” na restaurację. Szef, gdy odszedł młody kucharz, poza mną nie zatrudniał nikogo innego. Biegał miedzy kuchnią, a restauracją, gdzie gości obsługiwała jego żona. Liczba posiłków, jakie potrafiliśmy wydać we trójkę zdumiałaby nie jednego gastronoma. Ale gdy przyszedł czas na przerwę, nikt nie chodził prowizorycznie ze ściereczką, nie skubał kwiatków i nie sprawiał pozorów, że robi coś niezmiernie ważnego. Tak było w każdej kolejnej restauracji. Aczkolwiek pod koniec mojej kariery w gastronomi musiałam ogarnąć więcej słówek w języku greckim, by móc dogadać się z personelem.

A jakie podejście mają Polacy do pracy? Niestety muszę stwierdzić, że nieciekawe. Nie szanujemy pracy. Wiele ludzi, których spotkałam na swojej drodze, pracuje jedynie, by zarobić. To jest ich jedyna motywacja. Kształcą się w zawodach, które w ich mniemaniu przyniosą wielkie pieniądze. Nie lubią tego. Jeśli się czegoś nie lubi, trudno robić to dobrze. Jeśli się nie wykonuje pracy tak, jak należy, trudno zarobić górę pieniędzy w danym zawodzie. Często spotykam się ze stwierdzeniem: „A co cię obchodzi, czy to ma sens, czy nie? Rób to, co ci każą”. Ano obchodzi mnie. Pracę wykonuję nie tylko dlatego, że ktoś mi za to płaci, ale dlatego, że ją lubię i czuję się odpowiedzialna za dobre wykonanie powierzonych mi zadań. Nie chodzę jednak prowizorycznie ze ściereczką, nie biegam z mopem i nie udaję, że coś robię, gdy nie ma nic do zrobienia. Pracę wykonuję w zgodzie ze samą sobą.
Staram się znaleźć złoty środek. Aczkolwiek najbardziej skłaniam się, ku podejściu Greków. Może i oderwani od kóz, może i czasami są leniwi. Ale kochają robić to, co robią i gdy trzeba staną na głowie, by ktoś, kto korzysta z ich usług był zadowolony. Sami również są zadowoleni. Zadowoleni z życia, zadowoleni z pracy. Zadowoleni z odpoczynku. 
Życzę wszystkim zachowania tej równowagi. Chociaż wzorce są, jakie są. Czterdzieści lat minęło od ustroju, gdzie wpajano nam: „Czy się stoi, czy się leży, jednakowo się należy”. Jeszcze więcej lat minęło od słów: „Arbeit macht frei”. A mam wrażenie, że te prawdy zaprogramowano w umysłach danych grup na zawsze. Czas zresetować. Zrobić Multi-kulti. Uszczknąć coś od Niemca. Docenić to, że ma się zdrowe ręce, że ma się pracę, że się coś potrafi, polubić to, co się robi lub zrewidować swoje poglądy, umiejętności i pójść w innym kierunku, odnaleźć siebie. Od greka warto nauczyć się zachowania równowagi między pracą, a odpoczynkiem. A od Polaka? No cóż. Jak już docenimy znaczenie pracy w naszym życiu i nauczymy się czerpać z niej radość, wtedy możemy wymagać godziwej zapłaty. Zanim to nastąpi, radzę się zastanowić, czy słowa „więcej, więcej” są uzasadnione.

11 komentarzy:

  1. Mentalność każdy z nas ma inną, bez względu na narodowość, wiek i płeć. Nie znaczy to, że nie można osiągać kompromisów... można, tylko trzeba chcieć. Najważniejsze jest, by znać granice i lubić to co się robi i tu w pełni zgadzam się z Tobą. Bardzo mądrze opisałaś kwestie, które są niezwykle ważne i istotne w tak odpowiedzialnym zawodzie, bez których znajomości i wiedzy byłoby ciężko go wykonywać. W zasadzie, to w każdej kwesti naszego bycia są one niezwykle ważne a wręcz konieczne, bez względu na wykonywany zawód. Dlatego, że w każdym zawodzie musimy umieć się odnaleźć i nauczyć się być człowiekiem dla drugiego człowieka. Dziękuje, za dar Twojego Serca ❤ doświadczeń i wiedzy...

    Moc serdeczności Basieńko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dawno Cię tu nie było. owszem. każdy ma z nas inną mentalność. jednak należąc do pewnej grupy lub obywateli jakiegoś kraju, pewne poglądy i zachowania są zbliżone. oczywiście nie w stu procentach, ale jednak. żyjąc wśród pewnych wzorców powielamy je często, czy tego chcemy, czy nie. pozdrawiam.

      Usuń
    2. No tak, bo z powodu braku zdrowia bywam mniej obecna u siebie i na ulubionych stronach, samo życie. To prawda, że tak zazwyczaj bywa jak piszesz w odpowiedzi na mój komentarz, ale zawsze bądź często jest możliwy kompromis... tak przynajmniej myślę, chociaż niekiedy bywa różnie i wtedy trzeba a nawet należy dać sobie spokój. Ponieważ, nie warto tracić zdrowia i czasu na sporne sytuacje, z powodu których osiągniecie kompromisu nie jest możliwe, bo i tak też mimo naszych dobrych chęci często bywa. Wiem to, z autopsji...

      Również, pozdrawiam Cię Basieńko bardzo serdecznie i życzę miłego dnia :)

      Usuń
    3. powrotu do zdrowia życzę. tez się zmagam z pewnymi symptomami natury psychosomatycznej. codziennie stawiam się na nogi i tłumaczę sobie, że jeszcze do końca roku. potem zdrowie na pierwszym miejscu. mam nadzieję, że nie będzie za późno. muszę jednak stworzyć sobie pewne warunki, by móc o nie zadbać. spokój. przede wszystkim spokój. własna oaza, gdzie człowiek może się zregenerować.

      Usuń
  2. Wiele razy słyszałam, jak ty możesz pracować ze starcami i to jeszcze Niemcami? A mogę bo lubię i nie ma dla mnie znaczenia narodowość. Nie chcą wierzyć, że można lubić taką pracę . A ja mam czystą satysfakcję kiedy na moją dobrze wykonaną pracę z odrobiną serca i empatii dostaję uśmiech i uścisk dłoni, albo jak zostawiają wyjedzone do czysta talerze po posiłkach i pięć razy powtarzają, że było bardzo smaczne. Czasami niewiele trzeba by pieniądze postawić na drugim miejscu a na pierwszym spokój i obopólne zadowolenie. Na razie udaje mi się traktować moją pracę jak pełnopłatny urlop, co niektórzy kwitują widząc jak bardzo jestem opalona... Ty to masz szczęście do tych zleceń! Może i mam, ale serce dla podopiecznych też mam i potem z ich dobroci korzystam w pełni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, ale szczęście masz. a może masz inne nastawienie. myślę, że wiele z nas nie pozwala sobie na pewne zachowania, bo myśli, że nie spotkałyby się z poparciem podopiecznych. sama się na tym czasami łapię. cierpimy więc, myśląc, że ktoś tego od nas wymaga, a w rzeczywistości faktycznie czasami trzeba tak niewiele. ja zawsze się dziwię paniom, jak mówią, że nie sposób się zmieścić w czterdziestu godzinach tygodniowo z naszymi obowiązkami, albo skarżą, że zmienniczka zostawiła brudny dom. nie wiem, jak brudny ktoś musiałby zostawić dom, żebym zwróciła na to uwagę. to nie o to w naszej pracy chodzi, by wszystko lśniło. tylko by mieć w sobie spokój i by podopieczni ten spokój czuli. starsze i demencyjne osoby bardzo często odbijają nasze uczucia. jeśli nam jest niedobrze i jesteśmy nieszczęśliwe i niespokojne, oni czują ten niepokój i również są niespokojni i stają się uciążliwi. tak więc, nie wiem, czy zastraszone panie, latające z mopem, z roszczeniowym nastawieniem są dobrymi opiekunkami. owszem mam pewne wymagania, ale raczej nie załatwiam tego z podopiecznymi, nie informuję ich o tym. z bezradności czasami coś zademonstruję nieświadomym dzieciom, przy użyciu ich rodziców, co być może odbija się na jakiś czas na ich zachowaniu, ale te osoby raczej powinny jednak żyć beztrosko i nie powinno się ich obarczać swoim niezadowoleniem. nie powiem, że lubię tą pracę, bo bym skłamała. ale doceniam jej niektóre aspekty. np. czas, który się tutaj ma. w Polsce w życiu bym tyle czasu nie miała. nawet nie pracując. zawsze mam jakieś obowiązki. a tutaj. od posiłku do posiłku. za to w Polsce zamiast tego czasu miała bym własne życie. więc dlatego nigdy nie powiem, że lubię tą pracę. drugi aspekt to fiananse. pensja 6 tys. sama w sobie moim zdaniem jest wysoka, a jeszcze pomyślę, że przez ten czas prawie nic nie wydaję... to dobra możliwość, by zarobić duże pieniądze, ale to nie jest praca na całe życie. nawet, jak już będę miała swoją chatkę na kurzych łapkach, w życiu nie zdecydowałabym się na pracę w kratkę. chociaż w pewnym stopniu byłaby to stabilizacja. człowiek by pracował, potem żył i znowu pracował. moim zdaniem każdy wyjazd to straszne emocje. emocje, które kiedyś się odbiją na naszym zdrowiu. i w życiu się na coś takiego nie zdecyduję. teraz jadę ciurkiem. gdy zjeżdżam, ciężko mi potem znowu wyjechać. nie wyobrażam sobie mieć takiej huśtawki przez całe życie. jeszcze teraz w sumie nie mam nikogo w Polsce. a jakbym kogoś miała i jeździć tak w tą i z powrotem? nie wyobrażam sobie.

      Usuń
  3. Basieńko tylko sobie przypisz zasługi za to w jaki sposób zaczęłam siebie bardziej cenić w tej pracy. To Twoje rady i opisane doświadczenia pozwoliły mi spojrzeć na wiele spraw z innej perspektywy. To Twoje dogłębne wykazanie, że nasz czas wolny to czas wyłącznie dla nas. Oj, jak bardzo potrzebne mi to było ! Dlatego teraz nauczyłam i dziadka szanować mój czas wolny... Czasami razem siedzimy na tarasie, ja czytam książkę a on mi nie przeszkadza i się nie odzywa tylko czeka, aż skończy sie moja pauza. W zamian on ma pewność , że potem czas poświęcę wyłącznie jemu i oboje jesteśmy zadowoleni. Tutaj też zastałam dom bardzo, ale to bardzo zapuszczony. Od razu poinformowałam syna, że będę każdego dnia poświęcać czas na sprzątnięcie jakiejś jednej półki czy szafki i więcej nic nie zrobię,bo nie przyjechałam tu do sprzątania tylko do opieki. Zgodził się, choć wielokrotnie widział, że już już od godz.18 dziadek śpi a ja siedzę zajęta własnymi sprawami, po prostu mam wolne do jutra. Jestem przekonana, że widzi efekty mojej pracy zarówno w domu jak i zmiany na lepsze w zachowaniu dziadka, bo nie oponuje na żadne moje pomysły. I ta konsekwencja w egzekwowaniu szacunku dla własnej osoby wyrosła na czytaniu twoich doświadczeń. Żebyś ty wiedziała, ile ja już rad od ciebie wprowadziłam w życie i to z dobrym skutkiem! To odbijanie uczuć przez podopiecznego, które opisujesz... Właśnie dziś sąsiadka uświadomiła mi, jak bardzo dziadek poweselał i ile energii mu przybyło od kiedy przyjechałam. Mimo było to słyszeć od osoby postronnej. I właśnie dlatego lubię tą pracę, sama się wyciszam przy dziadkach a jak jeszcze ktoś pochwali i doceni, co zawsze ma miejsce w otrzymanych referencjach. Przez 16 lat prowadziłam swoją działalność w Polsce, fajną, ciekawą, każdy dzień był inny, ale okupiłam to dużym stresem, dlatego powtórzę, że w tej pracy doskonale sie odnalazłam i ją polubiłam. Jak zjeżdżam do Polski to zawsze organizuję sobie jakiś wypad dalej lub bliżej by realizować kolejne marzenia, a każda je ma. W końcu po coś zarabiamy te pieniądze. W najbliższej kolejce czeka Portugalia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to mi wystawiłaś laurkę ;-) tego mi było trzeba. czasami myślę, że ludzie czytają mnie z nudów, albo dlatego, że jestem opiekunką skandalistką. Fajnie, że ktoś z tego mojego chaosu potrafi faktycznie wyciągnąć coś dla siebie.

      Usuń
  4. Tak czytam i czytam te Twoje refleksje i nawet nie wiem jak skomentowac.Krotko sie nie da poniewaz poruszylas kilka rozleglych tematow 😆
    Niemcy sa z natury poukladani .Od dziecka ,pewnie jeszcze od rodzicow tak maja : poniedzialek pranie ,wtorek sport ,sroda verein ,czwartek zakupy ,piatek odwiedziny rodzicow ,sobota rower ,niedziela wycieczka .Przewidywalni do bolu i niechetnie zmieniajacy zwyczaje.No i ich glowna cecha : pokazac sie 😆 Jedzenie byle co ,a porzadny samochod i wczasy co roku .I taki np 90-cio latek ,od ponad 20 lat na emeryturze ma swoje nawyki i za nic ich nie zmieni.Demencja moze spowodowac ,ze uwidocznia sie z mlodszych lat jakies cechy .Lepsze lub gorsze 🤣
    Polak ma malo poukladany charakter z natury.Od pokolen uczymy sie improwizacji .Dawna bieda spoleczenstwa powoduje ten obecny ped za kasa.Znam dobrze Francuzow .Im tam wszystko jedno jakim autem jezdza byle porzadnie zjedli i wypoczeli 😆
    Mentalnosc ludzi kszaltuje sie od pokolen.
    Co do naszych podopiecznych i ich zwyczajow : ja staram sie nad moja Demencja panowac.Cecha osoby demencyjnej jest brak pamieci krotkotrwalej.Jak mi za bardzo przeszkadza to zajmuje ja czyms innym na 10 min i po tym czasie ona juz nie pamieta ,ze np koniecznie chciala robic porzadek w lodowce gdy ja obiad gotuje 😆Z tym ,ze na to wszystko potrzeba braku pospiechu i czasu.Czyli nigdy nie planuje ,ze np za obiad wezme sie pol godziny przed czasem posilku.Bo moze mi na to i godzina zejsc 🤣
    Na szczescie ja nie mam podopiecznych z ceremonialem poduszkowo-obrusowym 🤣Za to mam pedantow z urodzenia.Przez pierwszy miesiac balam sie ,ze nie dorownam im bo pedantka nie jestem akurat 🤣Ale wzielam na wstrzymanie i wiem ,ze czego ja nie zrobie to moi Seniorzy poukladaja i nawet nie maja mi tego za zle.
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze Twoje przemyslenia 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, jak piszesz. Niby ta różna mentalność przez 20 lat nie rzucała mi się w oczy i zdziwiona pytałam o co chodzi, gdy ktoś twierdził, że Niemcy są inni. Wystarczyło z nimi zamieszkać i przyszło olśnienie. Z jedzeniem masz racje, z trzymaniem się planu tygodnia masz rację (nie wiem, czy taka byłam poukładana, czy przy tych seniorach zaczął mnie drażnić chaos). Z Francuzami z pewnoscią też masz rację. Lata pracy z grekami pokazały mi, jak miło można spędzać czas przy stole. Tylko tu nie o samo jedzenie chodzi, ale również o towarzystwo. Wyobraź sobie, że z Niemcem musiałabyś siedzieć godzinę przy posiłku. Dla mnie nie do wytrzymania. Są one dla mnie okrutnie nieprzyjemne i pewnie po jednym takim godzinnym posiłku zrezygnowałabym z pracy w opiece. Te wydzielone ciasta, zastawa stołowa, jak na dworze u króla. U greka micha salaty, pelen talerz ciasta, jeden je przez drugiego (aczkolwiek kiedyś to mnie denerwowało - teraz za tym tęsknię, za tym nieskrepowaniem, otwartością i szczerością). Myślę, że poruszyłaś ważny temat. Różnice mentalności są przyczyną większości konfliktów. A spokój jest na wagę złota. U moich podopiecznych panuje zasada (na większości zleceń) im mniej zrobisz, tym lepiej. Nie wprowadza to w nich niepotrzebnie niepokoju. Też "wykorzystuję" podopiecznych do pracy. U jednej na 15 ścieliłam łóżko, często wycierają kurze, piorą, składają pranie, podlewają kwiatki, wycierają naczynia. W końcu to ich dom i ich życie oni tego potrzebują bardziej niż my. Cieszę się, z Twojego komentarza. Twoja ideologia to moja ideologia 😉 ale dochodziłam do niej latami. Lat cztery dokladnie. By teraz móc siedzieć spokojnie na zleceniu i czerpać korzyści z doświadczenia. Czasami są nerwy, ale to dlatego, że każdy kiedyś potrzebuje od siebie odpocząć. A w opiece póki co z tym odpoczynkiem od siebie bywa różnie. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Wszystko dzięki temu wspaniałemu człowiekowi, zwanemu dr Agbazarą, wspaniałemu czaru rzucającemu we mnie radość, pomagając mi przywrócić mego kochanka, który zerwał ze mną Cztery miesiące temu, ale teraz ze mną przy pomocy dr Agbazary, wielkiego zaklęcia miłosnego odlewnik. Wszystkim dzięki niemu możesz również skontaktować się z nim o pomoc, jeśli potrzebujesz go w czasach kłopotów poprzez: ( agbazara@gmail.com ) możesz również Whatsapp na ten numer +2348104102662

    OdpowiedzUsuń