Aktywizacja podopiecznych w warunkach domowych

Jakiś czas temu pisałam o aktywizacji seniorów na specjalnych zajęciach (http://kasiaperla.blogspot.com/2017/11/sielanka-na-emeryturze.html). Byłam kiedyś u seniorki, z którą gnałam z jednych zajęć na drugie. Czy przynosiły one korzyści? Trudno stwierdzić. Starsza pani z pewnością lubiła śpiewać. Inne zajęcia, moim zdaniem, to było rzucanie ziarenek zboża na skałę. Przyglądałam się, doceniałam możliwości, jakie mają ludzie starsi i chorzy w Niemczech. Jednocześnie zastanawiałam się z jaką obojętnością podchodzą do tego ich dzieci. Myślę, że w obliczu takich możliwości i dobrobytu, wysłać matkę na zajęcia to nie sztuka. Sztuką jest wysłać chorych na zajęcia, które wnoszą coś pozytywnego w ich życie.

Na kilkanaście zleceń tylko tam spotkałam się z „aktywną” seniorką. W każdym innym miejscu moi podopieczni całymi dniami przesiadywali w domu. Większości z nich nikt nie odwiedzał. Nikt do nich nie dzwonił. Nigdzie nie wychodzili. Wielu z nich nie miało ochoty na zwykły spacer. Z jedną jedyną seniorką grałam w gry planszowe. Nie jesteśmy terapeutami. Nie jesteśmy zawodowymi, wykształconymi opiekunkami, które w sposób profesjonalny aktywizują osoby starsze. Czy jednak możemy w jakiś sposób pomóc podopiecznym, by byli aktywni? By w ich życiu coś się działo. By każdego dnia mieli pewne zadanie do wykonania? By nie siedzieli w  ciszy, samotności, w bardzo szybkim tempie zamieniając się w roślinkę. Moim zdaniem opiekunka ma ogromny wpływ na aktywność podopiecznych i jej praca jest podstawą aktywizacji.

Pewnie wielu z Was powie: „Jestem pomocą domową”. Owszem. I o takiej aktywizacji chcę napisać. O aktywności seniorów w codziennych czynnościach.

Zaczyna się ona już rano, gdy podopieczny się myje i ubiera. Na ile Wasz podopieczny może się umyć i ubrać sam? Pomagacie, czy wykonujecie większość czynności za niego, by było szybciej, by było lepiej? Po raz kolejny powiem: „nie bądźmy perfekcyjni”. Pozwólmy seniorowi ubrać się samemu, jeśli w pewnym stopniu sobie jeszcze z tym radzi. Nie powinniśmy się przy tym niecierpliwić, pouczać, krytykować, stać nad osobą starszą wprowadzając ją w zakłopotanie. W międzyczasie można się czymś zająć, zerkając na nią kątem oka, lub prowadzić dyskusję w taki sposób, by senior nie odczuwał, że czas płynie, a my stoimy i czekamy, by w końcu uporał się z ubieraniem. Moim zdaniem zadaniem opiekuna jest dać podopiecznemu uczucie, że wszystko przebiega w taki sposób, jak powinno, że sobie świetnie radzi, że dla nas ta sytuacja jest najnormalniejszą rzeczą pod słońcem. Senior powinien mieć wrażenie, że jest samodzielny. Jest wtedy aktywniejszy, serdeczniejszy, nie traci optymizmu i chęci do tego, by przeżyć kolejny dzień.

To samo tyczy się pielęgnacji. Czy senior wyczyści protezę tak samo dobrze, jak my? A czy nie jest ważniejsze, że zrobi to sam? Kiedyś czytałam, jak opiekunka pytała się, jak wsadzić podopiecznemu protezę. Nie wiem. Rzadko mam do czynienia z protezą. Miałam jedną podopieczną, której musiałam przypominać o jej pielęgnacji i czasami faktycznie wsadzała ją w drugą stronę. Wystarczała jednak mała wskazówka i odrobina cierpliwości i kobieta sobie radziła. Być może nie miałam ciężkich przypadków, ale gdy wyręczacie w czymś podopiecznych, zastanówcie się proszę, czy oni na pewno nie mogą zrobić tego sami. Są wolnymi ludźmi, czasami ich świadomość jeszcze funkcjonuje. Raz lepiej, raz gorzej. Dajmy im odrobinę poczucia, że są samodzielni, że coś potrafią, jeśli nawet nie do końca to jest prawdą. Po pierwsze wykonywanie takich zwykłych czynności przedłuża ich sprawność fizyczną. – Zapięcie np. zamku w kurtce to doskonałe ćwiczenie. Po drugie ma to ogromny wpływ na ich psychikę. Ludzie starsi, z demencją często popadają w depresję. Jest ona wynikiem nie tylko samotności, ale i bezradności, starości, zależności od drugiej osoby. Czują się niepotrzebni. Czują się ciężarem dla innych. Jeśli w pewnym stopniu sami wykonują te czynności, dodaje im to siły, wiary i mają pewien cel. Dla nich to duże wyzwanie, wydarzenie i osiągnięcie, jeśli udaje im się być w miarę samodzielnym człowiekiem. Myślę, że w ten sposób zachowują swoją godność.

Spotkałam się ze zmienniczkami, które są niezwykle niespokojne przy posiłkach. Biegają, poganiają podopiecznych, myślą za nich, wprowadzają zamieszanie. Sama na obecnym zleceniu początkowo nie miałam cierpliwości przy stole, chociaż zazwyczaj to ja jestem tą osobą, która długo przy nim siedzi i nie prędko od niego odchodzi. Tutaj jest inaczej. Denerwowałam się, że podopieczny mało je. Czułam się nieswojo jedząc w milczeniu. Miałam wrażenie, ze to takie niekulturalne, niemiłe. W pewnym momencie zdałam sobie z tego sprawę, że to jest zupełnie normalne. To są starzy ludzie. Chorzy ludzie. Oni funkcjonują inaczej niż ja. Potrzebują więcej czasu, by pomyśleć. Być może na początku czuli się również skrępowani. Kilka razy zwróciłam panu uwagę, że je mało. Winiłam za to jego żonę. Nagle kobieta zaczęła pilnować męża, by więcej jadł. I wtedy wpadłam na to, że dla nich nawet zwykły posiłek jest nie lada wyzwanie. Seniorka bardzo musi się koncentrować przy jedzeniu. Trzęsą się jej ręce. Z ledwością trzyma filiżankę. Ma problemy z pokrojeniem chleba, z nabraniem pomidora na kanapkę. Dlaczego wcześniej nie pomyślałam, że ona po prostu jest tak bardzo skoncentrowana na tym, by sama poradziła sobie z posiłkiem, że nie była w stanie dostrzec, co robi i co je jej mąż? Ja siedząc przy stole z łatwością obserwuję całe otoczenie. Oni widzą kawałek stołu przed sobą i są całkowicie pochłonięci tym, by poradzić sobie ze spożyciem posiłku. Gdy zdałam sobie z tego sprawę, daję im jeszcze więcej czasu. Przestałam się przejmować ciszą przy stole i mówić o pierdołach na siłę. Nic ich nie rozprasza. Senior w tej ciszy chyba może lepiej się skoncentrować i pomyśleć, bo nawet już seniorka nie przypomina mu, że ma więcej jeść. Czasami, ku memu przerażeniu sięgnie nawet po trzecią kromkę chleba. Nie odzywam się jednak. Mam do niego jeszcze tyle zaufania i wierzę, że wie co robi. W ogóle na początku myślałam, że on kompletnie nic nie pamięta. Teraz coraz częściej zastanawiam się, ile on wie w danej chwili.

Mamy już pielęgnację, ubieranie i jedzenie za sobą. Być może niektórych zaskoczę, ale senior może też pomóc w obowiązkach domowych. Nie każdy chce. Zdarzają się tacy, którzy sądzą, że w tym celu została zatrudniona opiekunka, by ich wyręczyć. Krzywdzą się na własne życzenie i nigdy nikogo do niczego nie zmuszam. Są jednak seniorzy, którzy chętnie zajmują się swoim domem. Przecież to ich dom. Pozwólmy im na to. Jakie czynności mogą wykonywać? Np. podlewanie kwiatów. Eleonora zniszczyła dwa kwiatki tarasowe. Raz zatopiła je wodą. Następnie wyciągnęła z donicy, by woda wyleciała i je wysuszyła. Ratowała je następnie wsadzając do donicy bez dziur. Nie wiem, czy kwiaty zostały utopione, czy ususzone. Szkoda mi ich było niesamowicie. Ale pomyślałam: „niech sobie robi, ma jakiś cel”. Sama sobie pierze i wywiesza pranie. Rzeczy ze sznurków najczęściej zbieram ja, ale te, których nie trzeba prasować zostawiam im w sypialni, żeby sobie sami poukładali i porozkładali do szaf. Składanie bielizny, ręczników bardzo często zostawiam seniorom. Mogą również pomagać w wycieraniu naczyń, rozkładaniu ich do szaf, nakrywaniu do stołu i sprzątaniu z niego. Są przydatni w wycieraniu kurzy. Zajęcie te niesamowicie ich pochłania. Przekładają swoje skarby i mają uczucie, że robią coś niezwykle ważnego. Dbają o estetykę przełożonych przedmiotów. Wkładają w to całe swoje serce . Większość moich podopiecznych sama wietrzy i ścieli łóżka. Robią to lepiej i dokładniej niż ja. Jak widać nie zawsze jest potrzebny chińczyk, do którego wielu seniorów ciężko namówić. Nie dziwię im się. Jeśli wcześniej nie grali w gry planszowe, traktując tego jako dobrej rozrywki, dlaczego na starość mieliby to polubić? Jeśli jeszcze logicznie myślą i nie widzą w tym żadnych korzyści? Oni myślą bardzo praktycznie. Myślę, że chętniej zrobią coś pożytecznego, co nadaje ich życiu sensu.

Jeśli znamy język niemiecki, warto zainteresować się gazetą, którą oni czytają, programem, który oglądają, by wiedzieć, o czym mówią i być dobrym rozmówcą. Kilka minut dziennie zwykłej rozmowy o ważnych sprawach, a nie o niebie i chlebie, daje im uczucie, że jeszcze nie jest z nimi źle, a przede wszystkim, że osoby im towarzyszące mają do nich szacunek i widzą w nich dobrych partnerów do dyskusji. Czasami jej poziom jest zaniżony, ale oni nie muszą tego odczuwać. Nie traktujmy podopiecznych, jak osoby, które postradały wszystkie zmysły. Być może, a raczej z pewnością są momenty, gdy nie rozumieją, co się wokół nich dzieje. Pamiętajmy jednak, że są również chwile, w których są wszystkiego świadomi.