Opiekunka na urlopie - siedzę i zdycham


Siedzę i zdycham. Leżę i zdycham. Wstałam przed południem. Zjadłam śniadanie i zdycham. Kilka dni załatwiałam swoje sprawy. Ciągle w ruchu, w biegu. Odwiedziłam ludzi, których nie widziałam dziesięć miesięcy. Były to wstępne, krótkie wizyty. Konkretne zaplanowałam na później. Gdy będę miała więcej czasu. Gdy będzie cieplej. Temperatura porządnie poniżej zera nie zachęca do podróży. Dziwiłam się, skąd we mnie tyle siły. Na zleceniu czułam, że jestem wykończona. Wróciłam do domu i nie mogłam po nocach spać. Tyle nowych wrażeń. Nowe autko zamiast mieszkania. Wątpliwości, czy to była dobra decyzja. Do tego przyzwyczajona do totalnej izolacji od świata podczas opieki, chyba zachłysnęłam się ogromem ludzi, z jakimi człowiek ma nagle do czynienia. Jedni to buraki, inni są mili i serdeczni. Ja analizuje każdego człowieka, każdą sytuację. 

Praca w opiece to takie życie pod kloszem. Nic się nie dzieje, nikogo się nie widzi i wybaczcie, ale nic się nie robi. Opieka osób starszych to strasznie ciężka praca. wiem, bo to czuję. W głowie. W kościach. Gdy jednak zastanawiam się nad tym, próbując znaleźć logiczne przyczyny, dlaczego jest niby tak ciężką pracą, trudno mi znaleźć powody. Najwyraźniej wszystko zaczyna się w głowie. Człowiek jest odizolowany od wszystkiego, co lubi, co go trzyma przy życiu, co jest sensem jego życia. i tak przez cały dzień i noc. Nie za bardzo ma skąd czerpać energię na kolejny dzień. Podopieczni, dla których często jesteśmy jedynym punktem zaczepienia trzymają się nas kurczowo, wysysając z nas, jak wampy ostatnią kroplę krwi. Siedzę i zdycham. 

Pierwsze dni byłam aktywna i nie mogłam się nadziwić skąd we mnie tyle siły. Można było przewidzieć, że w końcu organizm upomni się o swój odpoczynek. Czy Wy też zdychacie na urlopie? Ja przez miesiąc postanowiłam nawet nie szukać pracy. Biorę się za pisanie książki. Nie mogę się doczekać dnia, gdy będę ją trzymała w dłoni. Mam nadzieję, że rozejdzie się, jak świeże bułeczki. Tymczasem siedzę i zdycham. Idę ugotować rosołek. Może on doda mi sił w te zimne dni. Godzina 12.55. Pełna swoboda w działaniu. W końcu człowiek nie musi żyć ściśle według zegarka. Nie zmienia to faktu, że siedzę i zdycham.

Opieka - czas pracy i wydawanie komend


Co jest ważne w naszej pracy? Język? Empatia? Doświadczenie? Wyrozumiałość? Cierpliwość? 

Niby wszystko wydaje się być takie logiczne, potrzebne i zrozumiałe. Tymczasem najważniejsze jest zrozumienie charakteru naszej pracy. Prawo niemieckie i chyba żadne prawo na świecie nie przewiduje pracy 24 godziny na dobę. Opieka domowa 24 znaczy tyle, że mieszkamy razem z podopiecznym i większość czasu jesteśmy w domu. 

Tymczasem empatyczne, usłużne, nieuświadomione osoby wyjeżdżają z sercem na dłoni. Na miejscu nie potrafią sobie poradzić ze starymi, marudnymi, chorymi osobami. Czują się w obowiązku być na każde zawołanie, starają się na każdym kroku dogodzić podopiecznym. W ten sposób szkodzą w pierwszej kolejności sobie. 

W drugiej kolejności podopiecznym. Tak. Z tym sercem na dłoni szkodzą podopiecznym. Podopieczni stają się niesamodzielni. Przyzwyczajają się, że zawsze ktoś jest na każde zawołanie. Nie wstaną po szklankę wody, bo po co. Nie umyją się myjką, bo opiekunka szybciej sama wyszoruje. Nie zapną swetra, czy nawet nie założą. Tymczasem dobra opiekunka powinna uzbroić się w cierpliwość i dać im na to tyle czasu, ile potrzebują. W ten sposób podopieczni pozostają dłużej aktywni fizycznie, ale i stan psychiczny jest również lepszy. Czują się samodzielni (chociaż opiekunka rzuca na nich okiem i musi wkroczyć, gdy ubierają bluzkę tył na przód, gdy jednak są zagubieni i nie wiedzą co zrobić ze szklanką w dłoni, czy nie potrafią zadecydować co zrobić ze swoim czasem). Widzą jeszcze jakiś sens życia. Mają zadania do wykonania. Być może opiekunkom, które całe życie ciężko pracowały, usługiwały rodzicom, mężowi, dzieciom ciężko jest zrozumieć, że aktywność to sens życia. Bierność zabija człowieka. Zabija go od środka. Od zewnątrz człowiek staje się niedołężny. Natomiast w środku pozostaje jedynie pustka. Być może nieliczny procent podopiecznych potrzebuje ogromnej troski, chuchania, dmuchania, pieszczenia, lenistwa w fotelu i obsługiwania. Nie bierzmy jednak wszystkich na jedno kopyto. Nie chuchajmy, nie dmuchajmy. Żeby dobrze zająć się podopiecznym należy zrozumieć, w jakim jest stanie zdrowotnym, jakie są jego potrzeby, w czym oczekuje naszej pomocy i w czym jej potrzebuje. Kiedy chce nas widzieć, a kiedy należy się usunąć z pola widzenia. Podopieczny tak samo, jak my potrzebuje odrobinę swobody, prywatności, wolności i aktywności. Tymczasem opiekunki z sercem na dłoni są na każde zawołanie. Są nawet wtedy, gdy nie są potrzebne. Same wymyślają, w którym tu jeszcze miejscu dogodzić podopiecznemu. Zawsze można poprawić poduszkę, przykryć po sam nos kocem, podciągnąć sweterek, zetrzeć kluska z buzi, poklepać po ramieniu, powiedzieć coś głupkowatego, żeby nie milczeć... 

Czy tego się od nas oczekuje?

Otóż nie. Mamy zajmować się domem i podopiecznym. Wkraczać w sytuacje, gdzie nasza pomoc jest KONIECZNA!!! Nikt nie wymaga od nas, podpisując z nami umowę, że będziemy wierni, jak pies. Że zrezygnujemy z własnych potrzeb, własnego zdrowia, by na każdym kroku dogodzić starym, często demencyjnym osobom. Jesteśmy zatrudniani, by wykonywać swoją pracę. By myśleć. By organizować ją w ten sposób, by zmieścić się z obowiązkami w czasie, za jaki dostajemy pieniądze. Czas pracy nie powinien przekraczać 40 godzin tygodniowo. Pamiętajmy o tym. To tylko od nas zależy, czy zostanie on zachowany, czy nie. Od nas samych. 

Tymczasem firmy trafiają na czarne listy agencji, bo opiekunowie nie potrafią sobie tego zorganizować. Pół biedy, jeśli trafią na spokojnego, mało wymagającego podopiecznego. Problem zaczyna się wtedy, gdy podopieczny jest tyranem, ma nieprawidłowe wyobrażenie o opiece domowej, a opiekun nie potrafi odmówić, sprzeciwić się. Na forach, gdy jeden opiekun pisze o takiej sytuacjach, cała gromada odpowiada „uciekaj, uciekaj!!!”. 

Przepraszam bardzo, ale przed czym ma uciekać? A raczej przed kim? Przed 80 letnim starcem, który nie wie, który nie rozumie? W pierwszej kolejności trzeba się odezwać. Raz, drugi, trzeci. Ocenić, czy nasza pomoc faktycznie jest potrzebna. Jeśli podopieczny woła nas z błahych powodów, odmówić wykonania danej czynności. Z oburzeniem i zdziwieniem stwierdzić, że jak z tak niepoważnych powodów mógł nas wołać, odrywać od pracy, od snu, od rozmowy z rodziną, od książki. Jesteś na miejscu, więc dla świętego spokoju zrobisz to, czego od ciebie oczekuje? Otóż nie! W ten sposób niczego takiej osoby nie nauczysz. Widzisz, że było to zwykłe widzimisie mówisz, że nie jesteś od każdej zachcianki, odwracasz się na pięcie i wracasz do swoich zajęć. 

Wiele z Was z pewnością boi się, że straci pracę, gdy odmówi. Pamiętajcie, że my mamy zakres obowiązków. Jest to prowadzenie gospodarstwa domowego i pomoc w pewnych czynnościach podopiecznym. Nigdzie nie jest napisane, że mamy naskakiwać podopiecznym. I nikt tego od nas nie oczekuje. Nikt poza podopiecznymi, którym umysł często odmawia posłuszeństwa. Którzy nie potrafią logicznie myśleć. Którzy często potrzebują uwagi drugiego człowieka i dlatego stają się tacy marudni. 

Czy jednak to my powinniśmy poświęcać im naszą uwagę? Tym życzeniom nie będzie końca. Osoby te czują się samotne. Często nie widują swoich dzieci, utracili znajomych. Czy opiekunka lub opiekun mają brać całe te problemy na swoje barki? Przecież to można zwariować lub wykończyć się fizycznie. 

Wczoraj czytałam posta pewnego pana. Zaczął, że wszystko było ok. Na początku. Aż tu nagle podopieczny chciał to, podopieczny chciał tamto... A on chodził i robił to, co pan chciał. Czytałam i niedowierzałam. Dokładnie widziałam, jak opiekun doprowadzał do takiej sytuacji, że roszczenia i zachcianki podopiecznego były coraz większe i większe. Skończyło się na tym, że spał przy łóżku podopiecznego. Rano wstał i napisał posta na Facebooku, że firma niedobra. Przepraszam, że tak ostro, ale ja podsumuję to tak - opiekun niedobry. 

Trzeba rozumieć na czym polega nasza praca. Gdzie kończą się nasze obowiązki, a zaczynają głupkowate zachcianki. Nawet osoby z demencją można tak zaprogramować, że zrozumieją, gdzie są granice. Ale w pierwszej kolejności to opiekun musi wiedzieć, w którym miejscu się one znajdują. Jak je wyznaczać i jak się takimi ludźmi zajmować.

Miało być o Weisungsrecht, czyli o tym, że jeśli pracujemy przez firmę, podopieczny nie może nam bezpośrednio wydawać poleceń. Myślę jednak, że nie w tym tkwi problemem. Czasami warto wspomnieć o Weisungsrecht, jeśli podopieczni faktycznie jeszcze logicznie myślą i po prostu o tym nie wiedzą. Wydaje mi się jednak, że częstszym problemem jest niezrozumienie starości, choroby, samotności i niestety brak asertywności. Łatwiej powiedzieć, że firma jest bee i się wycofać. Myślę, że wiele osób boi się, że straci pracę, gdy odmówi. Dlatego albo biega dzień i noc na każde zawołanie, albo ucieka zanim jeszcze tak naprawdę zacznie pracować. 

Wierzcie. Nie o to w tej pracy chodzi. W wielu sytuacjach spotkałam się ze zrozumieniem ze strony rodziny podopiecznych. Ze zrozumieniem, w które wiele z Was, by nie uwierzyło. W zrozumienie, w które żadna firma, by nie uwierzyła. Przecież Niemcy znają swoich rodziców i zdają sobie z tego sprawę, na co jesteśmy narażeni. Czasami może udają, że o czymś nie mają pojęcia. W rzeczywistości wiedzą jednak, jak trudna jest nasza praca. 

Może wkrótce napiszę, jak sobie radzić z takim widzimisie i niepokornymi podopiecznymi. Obawiam się jednak, że może to być bardzo źle odebrane. W większości czujemy się sługami. Radzę się zastanowić, w którym miejscu mówić STOP. Nie uciekać. Tylko powiedzieć „tu jest granica i proszę mnie nie wołać w sprawach tak błahych".

Zapiekanka z brokułami



Składniki:

Brokuł
6 średnich ziemniaków, ewentualnie 150- 200 g grubego makaronu
2 piersi z kurczaka lub z indyka
Pół cebuli, ząbek czosnku
Pół litra mleka, łyżka masła, łyżka mąki, pieprz, sól, gałka muszkatołowa, jajo

Ziemniaki (można w mundurkach) lub makaron i brokuł ugotować. Najlepiej na parze. Brokuł maksymalnie pięć minut. Praktycznie lekko sparzyć. Pierś warto dzień wcześniej pokroić w paski i zamarynować w soli, pieprzu i oleju. Podsmażyć lekko z posiekaną cebulą i czosnkiem. Brokuły wysypać do naczynia żaroodpornego lub blaszki, ziemniaki pokroić w grube plastry. Po całości rozłożyć pierś. W międzyczasie w garnku zamieszać mleko, przyprawy, jajko, masło i mąka i zagotować często mieszając. Chwilkę pogotować, żeby zgęstniało. Zalać brokuły, ziemniaki i mięso. Wstawić do piekarnika ( 220 Stopni ), żeby się zarumieniło. Można posypać goudą lub fetą. Praktycznie można takie zapiekanki robić z dowolnych warzyw- kalafior z domieszką groszku, fasolka szparagowa..  Co kto lubi. Mleko można np. pół na pół zmieszać ze słodką śmietanką. Sos jest wtedy smaczniejszy. Ja dałam łyżeczkę soli, ale warto sos spróbować i doprawić według własnego smaku.

SMACZNEGO!!!

Zupa gulasz - wołowa (z zasmażką)


Składniki:

400 g mięsa wołowego
2 marchewki
100 g selera
Cebula, czosnek ( ząbek )
Sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, majeranek
Łyżka przecieru pomidorowego
2 łyżki masła
1 łyżka mąki
makaron

Mięso płuczemy i gotujemy do miękkości ( około 2,5- 3 godziny ). Pod koniec gotowania wrzucamy warzywa, ziele angielskie i liść laurowy, przypieczoną na suchej patelni cebulę i czosnek. Solimy. Gdy warzywa są miękkie z mąki i masła robimy zasmażkę. Dodajemy około pół litra wywaru z zupy. Mieszamy i wlewamy do zupy. Dodajemy przecier i majeranek/ oregano/ . Gotujemy z 5 minut, by zupa przeszła smakiem. Podawać można z makaronem.

Smacznego!!!

Więcej przepisów znajdziesz na blogu Perły rzucone przed damy . Jak poruszać się po blogu przeczytasz w poście Modernizacja bloga

Lekcja41, czasowniki mocne i nieregularne ( 14 )

nauka języka niemieckiego, język niemiecki- czasowniki nieregularne

pędzić
rennen rannte gerannt ( sein )

Wohin bist du gerannt? Dokąd pędziłaś?
Ich bin sofort ins Schlafzimmer gerannt. Natychmiast popędziłam do pokoju.
Sie rannten zu schnell. Pędziła pani za szybko.

pachnieć
riechen roch gerochen ( haben )

Es roch dort so schön. Pachniało tam tak pięknie.
Die Wurst hat schlecht gerochen. Wędlina brzydko pachniała.

wołać
rufen rief gerufen ( haben )

Gerda rief aus dem Badezimmer. Gerda zawołała z łazienki.
Ich weiß nicht, warum sie mich gerufen hat. Nie wiem dlaczego ona mnie wołała.
Warum haben Sie mich gerufen? Dlaczego mnie pani wołała?

solić
salzen salzte gesalzen ( haben )

Ich habe schon immer reichlich gesalzen. Zawsze mocno soliłam.
Ich versalzte leider die Suppe. Niestety przesoliłam zupę.
Hast du die Suppe schon gesalzen? Posoliłaś już zupę?

chlać
saufen soff gesoffen ( haben )
du säufst, er/ sie/ es säuft

Als er seine Arbeit verloren hat, hat er viel gesoffen. Gdy stracił pracę pił dużo.
Ich verstehe nicht, warum er so viel gesoffen hat. Nie rozumiem dlaczego on tak dużo pił.
Sie soff Tag und Nacht. Ona piła dzień i noc.

Jak tworzyć czas przeszły Perfekt znajdziecie na stronie http://kasiaperla.blogspot.de/2017/12/czas-przeszy-perfekt.html?m=1.

O czasie przeszłym Imperfekt napisałam na stronie http://kasiaperla.blogspot.de/2018/01/czas-przeszy-imperfekt-prateritum.html?m=1.

Powodzenia w nauce. Przypominam, że listę czasowników nieregularnych podaję już od dłuższego czasu. Wszystkie lekcje znajdziecie na blogu http://kasiaperla.blogspot.com .
Jak poruszać się po blogu i szukać pozostałych lekcji dowiecie się z posta poleconego widocznego na stronie głównej ( https://kasiaperla.blogspot.de/2018/01/modernizacja-bloga.html?m=1 ).



Zapraszam!!!

Lekcja40, czasowniki mocne i nieregularne ( 13 )


nazywać
nennen nannte genannt ( haben )

Sie nannte mir problemlos die Namen und Geburtsdatum von ihren Kindern. Podała mi bez problemu imiona i datę urodzin dzieci.
Sie konnte nicht mir die Sachen nennen, die Sie gerne macht. Nie potrafiła mi wymienić rzeczy, które lubi robić.
Meine Mutter nannte mich immer Prinzessin. Moja mama nazywała mnie zawsze księżniczką.

radzić
raten riet geraten ( haben )
du rätst, er/ sie/ es rät

Sie riet mir heute aus dem Haus nicht rauszugehen. Ona poradziła mi nie wychodzić dzisiaj z domu.
Was hat dir der Arzt geraten? Co poradził ci lekarz?
Ich habe ihr geraten neue Schuhe zu kaufen. Poradziłam jej kupić nowe buty.
Die Kinder von Agnes rieten mir mit ihr nicht zu diskutieren.

trzeć
reiben rieb gerieben ( haben )

Die Bluse hat mich am Arm gerieben. Bluzka tarła mnie na ramieniu.
Hast du schon die Kartoffen gerieben? Starłaś/ łeś już ziemniaki?
Sie rieb sich an der Nase. Potarła nos.

rozrywać
reißen riss gerissen ( haben/ sein )
du/ er/ sie/ es reißt

Sie hat die Hose gerissen/ zerrissen, als sie im Garten gearbeitet hat.
Wo hat sie die Hose zerrissen? Gdzie ona porwała spodnie?
Sie riss mir das Telephon aus der Hand. Wyrwała mi telefon z ręki.

jeździć konno
reiten ritt geritten ( haben/ sein )

Die Enkelin von Gerda ist immer am Wochenende geritten.
Wnuczka Gerdy na weekend zawsze jeździła konno.
Haben Sie früher auch geritten? Czy pani wcześniej też jeździła konno?
Ich ritt nie. Nigdy nie jeździłam konno.


Jak tworzyć czas przeszły Perfekt znajdziecie na stronie http://kasiaperla.blogspot.de/2017/12/czas-przeszy-perfekt.html?m=1.

O czasie przeszłym Imperfekt napisałam na stronie http://kasiaperla.blogspot.de/2018/01/czas-przeszy-imperfekt-prateritum.html?m=1.

Powodzenia w nauce. Przypominam, że listę czasowników nieregularnych podaję już od dłuższego czasu. Wszystkie lekcje znajdziecie na blogu http://kasiaperla.blogspot.com .
Jak poruszać się po blogu i szukać pozostałych lekcji dowiecie się z posta poleconego widocznego na stronie głównej ( https://kasiaperla.blogspot.de/2018/01/modernizacja-bloga.html?m=1 ).

Zapraszam!!!

Jedzenie na zleceniu- jak to jest? Co łaska, czy co chcesz?


Pisałam o tym już w moim pierwszym poście, w którym zawarłam najważniejsze informacje dotyczące opieki. Jeśli jeszcze nie czytałaś/ łeś zapraszam.

Warto przeczytać również post o naszych prawach i obowiązkach.

Wracając jednak do tematu jedzenia i zakupów...

Jak to jest? 

Ja jeżdżę na zlecenia, gdzie zakupy robię sama. Kwota jaką dostawałam na zakupy zawsze była powyżej 100 euro (pomijając dziwne zlecenia, gdzie musiałam walczyć o kromkę chleba). Obecnie mam równe 100 euro. Przyznam, że czasami przydałoby się kilka euro więcej. Ponieważ jednak już na samym początku był z tym problem, a firma w umowie z rodziną ma zapisane 100 euro (o czym wiedziałam przed wyjazdem i na co się zgodziłam) zostawiłam ten temat i radzę sobie z tą kwotą. Przyznać muszę, że czasami to wkurza. Kupię lepszą herbatę lub kawałek ryby i trzeba jeść nagle krupnik na wodzie. Ale ok. Nie chodzi tu o mnie, tylko o to, czy o tej kwocie stanowi prawo. 

Otóż tak. To nie podopieczny decyduje o tym, czy będziemy chodzili głodni, czy syci. Nasze umowy gwarantują nam wyżywienie na zleceniu. Jest to tzw. Verpflegung. Niemieckie prawo dokładnie o tym mówi, jaka to jest kwota. Podana wyżej tabelka to kwota na jedną osobę, na dzień i na miesiąc. Zaznaczam, że jest to kwota na trzy posiłki. Nie jest wliczona w to np. woda, chemia, ciasta, które nasi podopieczni tak chętnie jadają, czy np. tabletki. 

Podziwiam opiekunki, które żywią swoich podopiecznych za mniejsze kwoty. Nie bardzo jednak rozumiem w jakim celu. Zarówno my, jak i nasi podopieczni mają swoje nawyki żywieniowe. Poza tym należy pamiętać o tym, że dieta powinna być zbilansowana. Ja staram się, by w naszych posiłkach nie zabrakło niczego. Uwzględniam zachcianki podopiecznych, którzy całe życie jednak żyli na jakimś poziomie. Ze 100 euro w portfelu na tydzień z pewnością im tego poziomu nie zapewnię, ale przynajmniej niektóre produkty staram się kupować tej samej jakości. Na zakupy chodzę z listą zakupów. Dzięki temu nie kupuję niepotrzebnych rzeczy. Oczywiście nie trzymam się jej za wszelką cenę. Jeśli np. nie ma ładnej sałaty, kupię pomidory itd. Mam jednak ogólny zarys tego, co potrzebuję. Nie kupuję na zapas. Chyba, że widzę, że parę euro mi danego tygodnia zostanie. Wtedy kupię coś, co będę potrzebowała kolejnego tygodnia np. kawę, czy lepszą herbatę. Jeśli jednego dnia gotuję coś droższego, kolejnego mam skromniejszy obiad. Rozporządzam jednym słowem gotówką tak, jakby były to moje pieniądze. W końcu są przecież moje i to moja w tym głowa, by niczego nam nie brakowało.

Jak powinno być, jeśli nie robimy sami zakupów? 

Nie zgodziłabym się na coś takiego. Tak jak pisałam, czasami produkt z listy na półce nie wygląda za ciekawie i robiąc sama zakupy decyduję się na coś innego. Widzę produkty w sklepie i mam nowy pomysł itd. Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć. Jeśli jednak nie ma innej możliwości i zakupy robi rodzina podopiecznych to myślę, że po prostu nie powinniśmy chodzić głodni oraz powinny zostać uszanowane nasze nawyki żywieniowe. Wspólnie z podopiecznym warto wtedy zrobić nawet plan obiadów na cały tydzień i według tego planu sporządzić listę zakupów. Koniecznie pamiętając, by wpisać również to, co samemu lubi się zjeść. Moim zdaniem nie ma się co krępować. 

Pamiętajmy, że sprawa wyżywienia to żadna łaska. Gwarantują to nam nasze umowy i niemieckie prawo. 

Lubisz jogurt, a podopieczny nie jada? Nie krępuj się! Wpisz jogurt! Ja tak o tym jogurcie, bo miałam zmienniczkę, która pytała, czy może sobie kupić jogurt. Niestety czasami trafiamy na nieciekawych podopiecznych, firmy, jesteśmy poddawani regularnemu praniu mózgu, że czasami na koniec sami nie wiemy co nam wolno, a czego nie wolno. 

Podana tabelka jest z tego roku. Ogólnodostępna. Nie jest to żadna nowość. Takie wyliczenia stosuje się od lat. 

Jeśli napotkacie na trudności, warto ją pokazać i powiedzieć „Mein Vertrag garantiert mir freie Unterkunft und Verpflegung. Laut Gesetz Verpflegung für eine Person beträgt fast 60 Euro pro Woche ” (moja umowa gwarantuje mi darmowe wyżywienie i zakwaterowanie, według prawa kwota na wyżywienie na jedną osobę, na tydzień wysosi prawie 60 Euro). I czekać na reakcję. Czy ktoś dostanie zawału, czy nie. Ciśnienie z pewnością pójdzie w górę. Ale prawo to prawo. I raczej żaden Niemiec, gdy dojdzie do siebie, nie będzie się sprzeciwiał. Przynajmniej ja nie miałam takiej sytuacji. A problemy z jedzeniem miałam kilka razy. Powodzenia i udanych zakupów. 😉

Zupa pomidorowa ze świeżych pomidorów

Zupa pomidorowa ze świeżych pomidorów, pomidorówka, pomidorowa

Składniki:

1 litr rosołu lub wody
1 kg pomidorów
Sól, pieprz, ewentualnie słodka śmietana do zabielenia i płaska łyżka mąki, bazylia/ pietruszka/ oregano

Pomidory kroimy na ćwiartki. Zalewamy rosołem lub wodą. Gotujemy do miękkości. Przecieramy przez drobne sitko. Doprawiamy solą i zieleniną. Można zabielić śmietaną z mąką. Jeśli gotuję pomidory na wodzie, na talerzu doprawiam pieprzem i skrapiam oliwą z oliwek ( lub sporadycznie zaprawiam śmietaną ). Praktycznie to sama pomidory, ale uwielbiam. Podawać z makaronem lub ryżem.

Lane kluski


Składniki:

2 jaja
4 łyżki mąki
Odrobina soli
Można dodać odrobinę posiekanego koperku

Ze składników ucieramy gładką masę. Jeśli masa jest za gęsta dodajemy odrobinę wody. Cienkim strumieniem wlewamy na wrzącą wodę. Zamieszać i odcedzić przez bardzo drobne sitko. Przepłukać zimną wodą i podawać z rosołem lub zupą np. z pomidorową.

Smacznego 😊

Leczo z mortadelą (Fleischkaese)


Składniki:

Pół papryki
Pół cukinii
Pół bakłażana
Pół  cebuli
300 g Fleischkäse/ mortadela/ pierś z kurczaka/ inna kiełbasa
Pieprz, sól, majeranek/ oregano, ostra papryka

Warzywa i mięso pokroić i udusić, dodać pomidory z puszki i przyprawy. Chwilę pogotować. Podawać z ryżem lub kaszą.

Naleśniki z jabłkami


Składniki:

( 6 naleśników )

Szklanka mąki
Szklanka mleka
1 jajo
Szczypta soli
Odrobina proszku do pieczenia
3 jabłka
Olej do smażenia, cukier i cynamon do posypania

Składniki mieszamy. Jabłka obieramy i kroimy w cienkie plasterki. NakladanMy ciasto na rozgrzaną patelnię  po całości rozkładamy jabłka i lekkim zygzakiem polewamy ciastem po wierzchu, aby jabłka się trzymały, gdy przewrócimy je na drugą stronę. Podawać posypane cukrem lub cukrem pudrem i cynamonem.

Mniam 😊

Lekcja 39, czasowniki mocne i nieregularne ( 12 )


leżeć
liegen lag gelegen ( haben )

Sie lag gerne bis Mittag im Bett. Ona leżała chętnie w łóżku do obiadu.
Wo haben die Tabletten gelegen? Gdzie leżały tabletki?
Ich habe im Bett gelegen, als ich den Schrei gehört habe. Leżałam w łóżku, gdy usłyszałam krzyk.

kłamać
lügen log gelogen ( haben )

Deine Mutter hat gelogen. Twoja mama kłamała.
Ich bin nicht siecher, ob sie gelogen hat. Nie jestem pewna, czy ona kłamała.
Warum haben Sie gelogen? Dlaczego pani kłamała?

mierzyć
messen maß gemessen ( haben )
du misst, er/ sie/ es misst

Hast du meiner Mutter die Temperatur gemessen? Mierzyłaś Temperaturę mojej mamie?
Ich habe gestern die Temperatur gemessen. Wczoraj mierzyłam temperaturę.
Sie maß den Blutdruck falsch. Ona źle mierzyła ciśnienie.
Deswegen maßen wir es zusammen. Dlatego mierzyłyśmy razem.

lubić, musieć podane jest w lekcji o czasownikach modalnych ( http://kasiaperla.blogspot.de/2017/12/odmiany-czasownikow-modalnych-musimy_7.html?m=1 )

rozmyślać
nachdenken dachte nach nachgedacht ( haben )

Ich dachte über meine Arbeit viel nach. Dużo rozmyślałam o mojej pracy.
Sie hat viel über ihre Krankheit nachgedacht. Ona dużo rozmyślała nad swoją chorobą.
Hast du schon über mein Angebot nachgedacht? Czy już zastanawiałaś się nad moją propozycją?

brać
nehmen nahm genommen ( haben )
du nimmst, er/ sie/ es nimmt

Sie nahm die Tabletten nicht. Ona nie wzięła tabletek.
Er hat den Hausschlüssel genommen. On wziął klucz od domu.
Habt ihr wertvollen Schmug genommen? Wzięliście wartościową biżuterię?



Jak tworzyć czas przeszły Perfekt znajdziecie na stronie http://kasiaperla.blogspot.de/2017/12/czas-przeszy-perfekt.html?m=1.

O czasie przeszłym Imperfekt napisałam na stronie http://kasiaperla.blogspot.de/2018/01/czas-przeszy-imperfekt-prateritum.html?m=1.

Powodzenia w nauce. Przypominam, że listę czasowników nieregularnych podaję już od dłuższego czasu. Wszystkie lekcje znajdziecie na blogu http://kasiaperla.blogspot.com .
Jak poruszać się po blogu i szukać pozostałych lekcji dowiecie się z posta poleconego widocznego na stronie głównej ( https://kasiaperla.blogspot.de/2018/01/modernizacja-bloga.html?m=1 ).

Zapraszam!!!

Dzik jest dziki, dzik jest zły... Wypad na miasto


Mieszkam sobie z Sofjencją na obrzeżach miasteczka. Do czynienia mam z niemieckimi sąsiadami. Zdarzy się jakiś obcokrajowiec na horyzoncie. Życie jednak płynie tu monotonnie, spokojnie, niemal w całkowitej izolacji. Ludzi, których spotykam na mojej drodze, znam doskonale. Oni znają mnie. Odnosimy się do siebie grzecznie lub mniej grzecznie. W zależności od charakteru, naszego pierwszego spotkania i tego, co o sobie myślimy. Niektórych spotykam chętnie. O innych myślę: "czy musiałam akurat na nią/ na niego trafić ". Czuję się jednak bezpiecznie. Normalnie. Takie Niemcy znam i do takich przywykłam. Bulwersuję się, gdy ktoś mówi o Turkach, ciemnoskórych, uchodźcach, jakby byli ludźmi drugiej kategorii. Również nie jestem u siebie. Uważam, że to bardzo niesprawiedliwe i rasistowskie oceniać ludzi przez pryzmat tego, jaki mają kolor skóry, czy skąd pochodzą.

Żyję w sumie w Niemczech już ponad dwadzieścia lat. Gdy zmieniam pracę, wracam na krótszy lub dłuższy okres czasu do Polski. Wydawało mi się, że jestem taka światowa. Taka miastowa. Tymczasem, gdy zrobiłam sobie wycieczkę do Dusseldorfu, na dworcu najchętniej założyłabym czapkę niewidkę. Wychodząc z niego z przerażeniem patrzyłam na grupki ludzi, różnych narodowości. Każda nacja stała w osobno. Ludzie byli głośni, zachowywali się, jakby cały świat należał tylko do nich. Stałam tak chwilkę zastanawiając się, co dalej robić. Szczerze trochę się zlękłam. Obserwowałam, co się dzieje wokół mnie.

Jadłam bułkę z Fleischkäse (coś w rodzaju mortadeli na ciepło) i rozważałam, co dalej. Jakiś gość przeszedł obok mnie w pośpiechu. Zdążył jeszcze do mnie krzyknąć, żebym tyle nie jadła. Przełknęłam kęs, który miałam w buzi. Zanim zdążyłam przeanalizować, co to były za słowa i że były rzucone w moim kierunku, mężczyzna zniknął w tłumie. Pomyślałam „świetnie się zaczyna mój wolny dzień”. Zebrałam całą odwagę w sobie, przycisnęłam torebkę do ciała i ruszyłam w miasto. Im głębiej byłam w mieście, tym bardziej przywykłam do tych tłumów ludzi. Po jakimś czasie przestałam na nich zwracać uwagę. Czułam się, jakby świat należał do mnie. Nikt mnie nie obchodził. Nie zważałam na nikogo. Nikim się nie przejmowałam. Porobiłam zdjęcia. Odwiedziłam znane mi miejsca (kiedyś spędziłam w Dusseldorfie trzy miesiące). Byłam trochę rozczarowana miastem. Atmosferą. Nie takim je zapamiętałam. Natomiast dostrzegłam piękno miasta pod kątem architektury.

Do domu wracałam zmarznięta, ale i zadowolona. Stwierdziłam, że fajnie było się wyrwać z mojego małego miasteczka. Śmiałam się pod nosem, że na początku tak się przestraszyłam. Dwa tygodnie później ruszyłam do Krefeld. Z bólem serca muszę przyznać, że bez względu na to, czy mój lęk jest uzasadniony, czy nie, już w pociągu miałam dość tej podróży. Pociąg był niemal pusty. Usiadłam koło jakiegoś gościa. Po chwili stwierdziłam, że super wyglądało by zdjęcie pustego pociągu. Ruszyłam na jego tyły. Pech chciał, że na samym końcu siedział murzynek. Jak na czarnoskórego przystało, ożywił się widząc grubą babę. Wystawił swoje duże, białe, murzyńskie zęby i powiedział „hallo”. Zachowałam spokój. W duchu powtarzałam sobie, że to jedynie niewinne "cześć". Miałam jednak do czynienia z takimi ludźmi i przeczucie niestety mnie nie myliło.

Murzynek zaczął zaloty. Początkowo grzecznie odpowiadałam. Gdy zapytał, czy napiję się z nim kawy, odmówiłam. Zrobiła się nieprzyjemna atmosfera. Na szczęście do Krefeld jest jedynie około dziesięciu minut jazdy. Gdy usłyszałam, że zbliżamy się do celu, szybko wstałam i ruszyłam w kierunku drzwi. Murzynek wstał i poszedł za mną. Niby normalne. Była to stacja końcowa i też musiał wyjść. Czułam przed nim lęk i zastanawiałam się, czy nie mógł podejść do innych drzwi. Miałam go na ogonie do samego wyjścia przed dworcem. Tam zatrzymałam się i pozwoliłam mu się wyprzedzić. Rzucił jeszcze jakimś tekstem, ale w końcu się odczepił.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy na dworcu to brud. Oraz, że jest zimno. W następnej kolejności mój wzrok przykuła turecka budka oferująca lahmacum z kebabem. Automatycznie poczułam głód. Zastanawiając się, czy znowu ktoś powie mi, żebym tyle nie jadła, ruszyłam w kierunku jedzenia. Dostałam pół kg tureckiej tortilli z gyrosem i sałatą. Stanęłam przy stoliku i zaczęłam się do niej dobierać. Podszedł do mnie facet. Nie powiedział, żebym tyle nie jadła. W sumie za pierwszym razem nie wiedziałam, co powiedział. Wymamrotał coś pod nosem i patrzył na mnie oczekując odpowiedzi. Lekko wkurzona, że ktoś mi zawraca głowę podczas, gdy ja próbuję się dobrać do podwójnie zapakowanego lahmacum odpowiedziałam, że być może, gdyby mówił głośniej wiedziałabym, czego ode mnie chce. Na szczęście okazało się, że nie chciał mnie podrywać. Chciał jedynie jedno euro. Odpowiedziałam, że nie mam pieniędzy w nadmiarze. On stał i gapił się na mnie, jak sroka w kość. Zdenerwowana spytałam, czy mogę w spokoju zjeść. Odszedł na bok i tak długo, jak ja męczyłam gyrosa, tak długo się na mnie patrzył. Podejrzewam, że to taka taktyka. Lahmacum wychodziło mi uszami. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie zjem nic na mieście.

Przyciskając torebkę do ciała, wbiłam się w tłum. W przeciwieństwie do Duseldorfu, w Krefeld do samego końca nie przywykłam do tych ludzi. Niby tacy sami jak ja, ale tacy inni. Taka dzicz. Ja sama w tym towarzystwie też powoli zamieniałam się w dzikusa. Przy toalecie pogoniłam dziadka, który chciał się wepchać przede mną. Kupując bilet przy automacie, podszedł do mnie kolejny senior pytając o 20 centów. Również tak mamrotał, jak ten gość przy lahmacum, że musiałam go poprosić, by powtórzył. Przypomniałam sobie, że w Dusseldorfie również, gdy kupowałam bilet, czaił się jakiś chłopaczek. Nie mogłam się wtedy skoncentrować, by znaleźć połączenie do mojego miasteczka. Na odczepnego dałam mu euro przyciskając do siebie torebkę.

W Krefeld już nie rozdawałam pieniędzy. Przycisnęłam tylko mocniej torebkę. W duchu pomyślałam, że co to jest 20 centów. Jednak sposób działania tych ludzi, wydawał mi się bardzo bezczelny, chamski i niebezpieczny. Nie zaczepiali ludzi, którzy stali, czy powoli szli. Zaczepiają ludzi zajętych. Którzy płacą, jedzą... Jest w tym pewnie jakiś system. Być może nie o to jedno euro chodzi, czy o 20 centów. W takich sytuacjach człowiek nie jest czujny i zamiast jednego euro może stracić cały portfel. Wróciłam do domu. Przyciskając torebkę do siebie. Tego dnia dodatkowo wsadzałam do niej rękę, by sprawdzić, czy mam w niej jeszcze portfel.

W moim miasteczku poszłam na zakupy. Torebkę powiesiłam na wózku i niejednokrotnie straciłam ją z oczu. Przy wyjściu dałam euro z wózka dziewczynce, która codziennie tam stoi. Od czasu do czasu dam jej parę drobnych. Raz, gdy pożyczyła mi monetę na wózek, dałam jej dwa euro, innym razem robiąc zakupy w sklepie, pomyślałam, ze z pewnością ma dzieci i kupiłam jej rafaello i ciastka. Była zdziwiona, ale miałam wrażenie, ze się ucieszyła. Taka moja koleżanka się z niej zrobiła. Idąc do domu z zakupami dumałam o tym, jak to jest fajnie się nie bać.

W dalszym ciągu zastanawiam się, czy to Niemcy się zmieniły, czy ja. Co musi czuć stary, rodowity Niemiec, widząc taką wierzę Babel. Może się nie boi, tak jak ja. Ale serce z pewnością mu pęka z żalu. Co się stało z tym krajem...
Najgorsze, że w takiej atmosferze człowiek sam staje się innym człowiekiem. Cała moja teoria o wspaniałym multikulti, tolerancji, globalizacji i otwartości w jednej chwili runęła w gruzach. Nie chciałabym takiej Polski. Nie podobają mi się takie Niemcy.

Lekcja38- czasowniki mocne i nieregularne ( 11 )


pozwalać
lassen ließ gelassen ( haben )
du/ er/ sie/ es lässt

zulassen- zezwolić

Wieso hast du zugelassen, dass sie es gegessen hat? Dlaczego pozwoliłaś na to, że ona to zjadła?
Ich habe nicht zugelassen, dass sie mich ständig dirigiert. Nie pozwoliłam, żeby ciągle mną dyrygowała.
Sie hat mich nicht in Ruhe gelassen. Ona nie dawała mi spokoju.

biec
laufen lief gelaufen ( sein )
du läufst, er/ sie/ es läuft

Ich bin sofort ins Schlafzimmer gelaufen. Natychmiast pobiegłam do sypialni.
Wo ist sie wieder gelaufen? Gdzie ona znowu pobiegła?
Die Enkelkinder sind ganze Zeit in der Wohnung gelaufen. Wnuki cały czas biegały w mieszkaniu.

cierpieć
leiden litt gelitten ( haben )

Ich habe darunter sehr gelitten. Bardzo cierpiałam/ łem z tego powodu.
Frau Schmidt hat sehr lange gelitten bevor sie starb. Pani Schmidt bardzo cierpiała zanim umarła.
Sie haben sehr gelitten, als ihre Mutter gestorben ist. Oni bardzo cierpieli, gdy ich matka umarła

pożyczać
leihen lieh geliehen ( haben )

Ich habe Anna ein Buch geliehen. Pożyczyłam Ani książkę.
Ich verstehe immer noch nicht, warum hat sie es Ihnen nicht geliehen. W dalszym ciągu nie rozumiem dlaczego ona tego pani nie pożyczyła.

czytać
lesen las gelesen ( haben )
du liest, er/sie/ es liest

Als sie mich gerufen hat, las ich ein Buch. Gdy ona mnje zawołała czytałam książkę.
Wie lange hast du das Buch gelesen? Jak długo czytałaś książkę?
Haben deine Kinder gern gelesen? Czytały twoje dzieci chętnie?

Jak tworzyć czas przeszły Perfekt znajdziecie na stronie http://kasiaperla.blogspot.de/2017/12/czas-przeszy-perfekt.html?m=1.

O czasie przeszłym Imperfekt napisałam na stronie http://kasiaperla.blogspot.de/2018/01/czas-przeszy-imperfekt-prateritum.html?m=1.

Powodzenia w nauce. Przypominam, że listę czasowników nieregularnych podaję już od dłuższego czasu. Wszystkie lekcje znajdziecie na blogu http://kasiaperla.blogspot.com .
Jak poruszać się po blogu i szukać pozostałych lekcji dowiecie się z posta poleconego widocznego na stronie głównej ( https://kasiaperla.blogspot.de/2018/01/modernizacja-bloga.html?m=1 ).

Zapraszam!!!

Potrawka z kurczaka (Hühnerfrikassee)

Potrawka z kurczaka (Hühnerfrikassee) 
Składniki:

2 udka z kurczaka lub pół kurczaka
300 g groszku z marchewką
2- 3 szparagi (ewentualnie)
100 ml słodkiej śmietany
Pieprz, sól, muskat, koperek, masło, łyżka chrzanu

Ugotować udka. Pod koniec gotowania wrzucić groszek i marchewkę. Osobno ugotować ryż. Na patelni z dwóch łyżek masła i łyżki mąki zrobić zasmażkę. Dodać do niej 400 ml wywaru z udek, wymieszanego ze śmietanką. Zagotować i wymieszać z pokrojonym na kawałki mięsem i warzywami. Doprawić solem, pieprzem, gałką muszkatołową. Posypać koperkiem. Ja dodaję jeszcze po zagotowaniu łyżkę startego chrzanu. Dzięki czemu potrawka ma bardziej wyrazisty smak. Podawać z ryżem.

SMACZNEGO!

Więcej przepisów znajdziesz na blogu Perły rzucone przed damy. Jak poruszać się po blogu przeczytasz w poście Modernizacja bloga

Kto z kim przystaje, taki się staje- część 2.

https://www.google.de/amp/s/lastomine.wordpress.com/2017/08/25/malpa-zwierze-mocy/amp/

Pisałam już, jak zasiedziałam się w domu podopiecznej. Tych, którzy jeszcze nie czytali o tym zapraszam serdecznie:Nudne podopieczne - kto z kim ...
Tymczasem kolejne dni mijają. Do mnie dociera, że nie tylko siedzę z podopieczną od czterech miesięcy prawie nie wychodząc z domu. Z niewiadomych mi przyczyn zapuściłam się niemal, jak moja podopieczna. Moje życie tutaj i praca w większości polega na czekaniu. Czekam na Caritas. Czekam, by obudzić o 9.00 podopieczną. Średnio do 11.00 - 12.00 czekam, aż seniorka łaskawie wstanie. Czekam z obiadem. Czekam z ciastem. Czekam ze spacerem. Czekam z kolacją. Czekam z Caritasem. Czekam, by w końcu móc zostawić to czekanie i móc bezpiecznie udać się do mojego pokoju na spoczynek. Dopiero wtedy kończy się moje czekanie. Niestety wtedy przychodzi noc. I w najpiękniejszym momencie dnia idę po prostu spać. Ponieważ nie tylko tu pracuję, ale i żyję, a mój czas wypełniony jest czekaniem na osobniki, które nie liczą się zupełnie z moim czasem, pomimo że mam ogromnie dużo wolnego czasu, tak naprawdę nie za bardzo mogę go spożytkować w konkretnym celu.

W niedziele zadzwoniła do mnie zmienniczka. Znowu chce przełożyć przyjazd. Z rana byłam zajęta blogiem, Caritasem, marudną podopieczną, obiadem. Marzyłam o przerwie, by w końcu pójść pod prysznic i się ogarnąć. W kamerce ujrzałam przepiękną zmienniczkę, a obok Baśkę z zarośniętą buzią, jak u orangutana, rozczochranymi włosami, opatuloną w grubą bluzę, w której biegam cały tydzień. Pomimo, że ogrzewanie cały czas jest włączone, na parterze jest zimno. Jest to otwarta powierzchnia połączona z piwnicą i schodami na pierwsze piętro. Nigdzie nie ma drzwi. Okna są szczelne. Jeśli można tak powiedzieć. Nie ma dziur. Świetnie się zamykają. Jeszcze tylko one nie popsuły się w tym domu. Niestety kiedyś oglądałam program o oknach tego typu. Przewodzą zimno. I jeśli na dworze jest -4 stopnie, tyle samo jest wewnątrz przy oknie. Można grzać i grzać, a od okien wiecznie będzie zimno. Po rozmowie ze zmienniczką przyszedł czas na moją przerwę. 

Mając przed oczyma widok siebie w kamerce, ruszyłam pod prysznic. Pincetą pozbyłam się maski orangutana z twarzy. Nałożyłam „złotą” maseczkę. Doprowadziłam paznokcie do porządku, skórę, włosy. Ubrałam się przyzwoicie. Dwie godziny minęły migiem. Czując się jak miss całej galaktyki, pogoniłam podopieczną do mycia głowy. Podopieczna nawet nie protestowała. W całej swojej demencji zorientowała się chyba, że to nie żarty. Nie marudziła również przy suszeniu włosów. Dopiero, gdy chciałam się dobrać do jej paznokci u rąk, zaczęła protestować. Byłam tak zła, że poddałam się całemu klimatowi nieróbstwa, niedbalstwa, samotności, izolacji i wegetacji, że nie zważając na krzyki podopiecznej obcięłam jej paznokcie na sucho. Jestem tu już ponad cztery miesiące. Podopieczna tylko raz dała sobie obciąć paznokcie. W niedzielę był drugi raz. Chociaż nie można powiedzieć, że na to pozwoliła. Gdy się za nie zabrałam, nożyczki odmówiły posłuszeństwa. Pomyślałam, że obcinałam wcześniej innymi. Złapałam drugie. A to Dracula! Tak zapuściła paznokcie, że z trudem je obcięłam. Próbowałam je trochę przypiłować, ale podopieczna darła się w wniebogłosy. Wręczyłam jej pilniczek, mówiąc, że na dzisiaj mam już dość. 

Sofjencja pomajsterkowała chwilę przy swoich dłoniach. Dumna i zadowolona usiadła obok mnie. Popatrzyłam na nią. Pomyślałam, jak ja wyglądam i pierwszy raz od jakiegoś czasu poczułam się, jak w niedzielę. Baaa. Poczułam się, jakbyśmy miały święto.

Czy tak nie może być co dzień?

Niestety. Kto z kim przystaje, taki się staje. Zamknięta w klatce zapominam o całym świecie i zamieniam się w orangutana. Czasami. A raczej coraz częściej.

Krefeld

Strasznie ciężko było się wybrać z domu. Na mieście było okropnie zimno. Czułam się jak na pielgrzymce- same kościoły. Co zobaczyłam pokazuję poniżej
Zapraszam do Krefeld.

Krefeld Hauptbahnhof

Krefeld Hauptbahnhof


Krefeld Hauptbahnhof

Krefeld

Krefeld Friedenskirche


Krefeld Mennonitenkirche

Krefeld St. Dionysius Kirche

Krefeld Dionysius Kirche

Stadtpalais Krefeld an Dionisius Kirche

Krefeld Schwanmarkt

Krefeld Alte Kirche

Krefeld Alte Kirche

Krefeld Alte Kirche


Krefeld Fußweg Südwall



Seidenweber-Denkmal Meister-Ponzelar Südwall Krefeld


Krefeld Park hinter dem Hauptbahnhof

Krefeld St. Elsbeth Kirche

Krefeld Fußweg



Sałatka z tuńczyka


Składniki:

100g ryżu
Puszka kukurydzy
Puszka tuńczyka w oleju
Pieprz, sól

Ryż ugotować, dodać tuńczyka razem z olejem i kukurydzę. Przyprawić pieprzem i solą. Podawać na zimno. Ja jadłam cieplutkie z zieloną sałatą i sałatką z kalmarów .

Smacznego!!!

Więcej przepisów znajdziesz na blogu Perły rzucone przed damy. Jak poruszać się po blogu przeczytasz w poście Modernizacja bloga

Wysokość wynagrodzenia w opiece


Jak wysoka jest pensja opiekunki/ opiekuna pracujących w opiece w Niemczech?

Wynagrodzenie może się różnić w zależności od doświadczenie, od znajomości języka, umiejętności, jak i od samego zlecenia. Czyli tak, jak w każdej innej pracy - człowiek potrafi więcej, pracuje lepiej, pracuje ciężej i dostaje wyższe wynagrodzenie. Duże znaczenie ma również nasza świadomość. 

Muszę przyznać, że czasami czytając to, co piszą opiekunki na forach, sama łapię się za głowę. Na przykład wczoraj spotkałam się ze stwierdzeniem, że 1500 € na osobę to jest minimum. Nie będę się spierała, czy jest to dużo, czy jest to mało. Moim zdaniem stwierdzenie takie jest zabawne. W rzeczywistości nic ono nam nie mówi. 

Każda opiekunka/ opiekun są inni. Każdy ma inny drogę za sobą. Każdy ma inne doświadczenie. Każdy inaczej radzi sobie z językiem. Każdy ma inną sytuację finansową. Na zleceniach też bywa różnie. Mamy do czynienia z różnymi chorobami, różnymi podopiecznymi, z różnymi sytuacjami - trudnymi sytuacjami. To, jak opiekunka radzi sobie w takich sytuacjach oraz czego się od niej oczekuje, również powinno mieć duży wpływ na wysokość wynagrodzenia, jakie się dostaje. Owszem, jest ważne, by się cenić. Jednak również ważne jest, by pozostać na ziemi. 

Czy 1500 € to dużo? Czy 1500 € to mało? 

Wszystko zależy od tego, co sobą reprezentujemy, co potrafimy, jakie mamy doświadczenie i jakich zleceń się podejmujemy. Na jednym zleceniu może to być dużo. Na innym zleceniu może to być mało. Dla osób, które zaczynają, jest to moim zdaniem bardzo nierealna stawka, żeby nie powiedzieć bardzo niepoważna. Takie puste słowa rzucane na wiatr, a raczej rzucane na forach, świadczą tylko o autorach. Wiadomo, że pracujemy dla pieniędzy. Jednak pieniądze nie powinny być nigdy jedynym kryterium przy podejmowaniu decyzji o wyjeździe na zlecenie. Taka wypowiedź powinna być oparta sensownymi argumentami. Jestem pewna, że wiele osób, w ten sposób, zamyka sobie drogę do współpracy z wieloma firmami. 

Osobiście również mam jakąś stawkę minimalną. Mam określone preferencje, jeśli chodzi o zlecenie. Jednak sytuację oceniam zawsze realnie. Nie tylko wysokość pensji decyduje o tym, czy podejmę współpracę z firmą. Ważne jest, by realnie ocenić swoje predyspozycje, dokładnie ocenić i określić na jakie zlecenie chcemy wyjechać. Wtedy dopiero należy ustalić stawkę minimalną, za którą jesteśmy gotowi podjąć zlecenie. Są zlecenia łatwe i są zlecenia trudne. Są zlecenia, gdzie są dni wolne, gdzie podopieczni są sprawni, gdzie pracuje się z przyjemnością. Różne są warunki zatrudnienia. Dla mnie osobiście to czy, firma zatrudni mnie ze składkami od średniej krajowej, czy ze składkami od 200 zł, czy na niemieckim ubezpieczeniu to bardzo duża różnica. 

Tymczasem mam wrażenie, że wiele osób nie bierze tego pod uwagę. Mam 40 lat (prawie) i w pewnym momencie mojego życia zrozumiałam, że nie ważne jest tylko to, co tu i teraz. Ważne jest również moja przyszłość. Ważne jest moje zdrowie. Poza tym bardzo cenię sobie, gdy na zleceniu czuję się dobrze. Gdy mam czas dla siebie. Gdy nie jest mi ciężko i nie liczę namiętnie dni do zjazdu do Polski. Obecnie pracują za 1200 €. Mam prawie 4 lata doświadczenia pracy w opiece, bardzo dobrą znajomość języka, potrafię gotować. Czy to znaczy, że się nie cenię. Otóż moi kochani cenię się. Cenię również święty spokój. Cenię moje zdrowie. Cenię to, że mam niemieckie ubezpieczenie i w każdej chwili mogę pójść do lekarza. Nie tylko ubezpieczenie jest tu ważne, ale również to, że mam czas, by wyjść z domu. Mam nie tylko dwa wolne dni i przerwę po obiedzie. Samodzielnie gospodaruję czasem pracy. To jest bardzo dla mnie ważne. Niczego bardziej nie cierpię, jak wykonywania poleceń. Tym bardziej w pracy, w której jestem całą dobę. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i pewna swoboda musi być. 

Czy jestem zadowolona z mojego 1200 €? 

Człowiek ma tak, że zawsze chciałby więcej. Owszem, za parę euro więcej nie pogniewała bym się. Jestem jednak zadowolona. W marcu wyjeżdżam na zlecenie, gdzie mam dużo wyższą pensję. Już teraz planuję jednak, że dwa miesiące później wrócę na zlecenie tutaj. 

Czy zwariowałam?  

Chyba nie. Pieniądze bowiem to nie wszystko. Są ważne, ale nie powinno to być jedyne kryterium przy podejmowaniu decyzji o wyjeździe na zlecenie.

Może jeszcze taka krótka historyjka dla pań, które bardzo sugerują się słowami rzucanymi na forum odnośnie wysokości pensji:

Za górami, za lasami jechałam do pracy z opiekunkami. W autokarze byłam nie jedynym rodzynkiem, który jechał do pracy w gastronomii. Okazało się, że jechała z nami starsza kobieta do pracy u Włocha w restauracji. Ani be, ani me, ani kukuryku. Podczas podróży (na jej prośbę) zadzwoniłam do Włocha, by powiedzieć że przyjedziemy później. Towarzyszące tam opiekunki zaczęły wypytywać, ile będzie zarabiała w tej pracy. Pani odpowiedziała że 1500 €. Jechała na 3 miesiące. Ja poczułem się jakbym dostała po głowie. Latami pracowałam u Greków za 800 €. Co prawda Włosi płacą więcej, ale stawka 1500 € była imponująca. Nie tylko ja byłam zaskoczona. Padło pytanie, czy jest to pensja za miesiąc pracy. Krótka odpowiedź: "tak". Możecie sobie wyobrazić, że humorek nieco mi się popsuł. Pomyślałam, że całe życie podejmuję złe decyzje. Trzymam się Greków kurczowo, jakbym nie miała innych możliwości. Wyszłam z panią z autokaru, by poprosić Włocha o zapłacenie za przewóz. Porozmawiałam chwilkę i wróciłam do autokaru. Pojechałam, jak mi się wtedy wydawało, do mojej nędznej pracy. Nie minął miesiąc, gdy zadzwonił do mnie Włoch. Musiałam wysłuchać, jak bardzo niezadowolony jest z pracy tej kobiety. Dostałam propozycję pracy u niego. Odmówiłam. Z ciekawości jednak spytałam, ile mi oferuje. W odpowiedzi usłyszałam, że normalnie płaci 500 € miesięcznie, ale ja dostanę więcej. Zamierzał otworzyć restaurację i potrzebował dobrych pracowników. Bardzo szybko powróciłam więc na ziemię. Podziękowałam moim Grekom, że są jacy są i tak bardzo lubię z nimi pracować. 

Dlatego nie sugerujemy się za bardzo tym, co słyszymy i tym, co czytamy. Może to być prawda, ale nie musi tak być. To ile zarabiamy, jest to nasza indywidualna sprawa. Decyzję podejmujemy pod wpływem różnych czynników i nie należy się jej wstydzić. Należy się cenić. Warto jednak pozostać na ziemi. Sensownie sprecyzować swoje oczekiwania i sensownie je przedstawiać. Tak, by nie zrażać do siebie pracodawcy, a jednocześnie wyjechać za rozsądne, satysfakcjonujące nas wynagrodzenie.