Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2018

Czary mary... Hokus pokus... Coś, co spędza mi sen z powiek...

Wspominałam już o grafiku zajęć, który przygotowała dla mnie rodzina podopiecznej. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to były słowa Garten, Garten, Garten porozrzucane po całym grafiku. Przed południem, po południu... Druga rzecz, którą ujrzałam, nastawiła mnie nieco pozytywniej. Był to Feierabend o 20.00. Właściwie późno ale mogło być jeszcze później, więc godzina poniekąd mnie ucieszyła. Jeszcze bardziej ucieszyło mnie zielone popołudnie w sobotę. Kolor zielony to barwa wolności, czyli mojego czasu wolnego. Gdy poruszyłam temat przerw, usłyszałam, że w niedzielę też będę miała długą Pause. W związku z tym wyparłam wszechobecny Garten.

Dzisiaj obudziłam się o drugiej w nocy. Zaglądam do komórki, a tam wiadomość od córki Laurencji, Izy. Trochę czasu zajęło mi myślenie kim jest Iza. Gdy zaskoczyłam, pomyślałam, że może kamerka w mieszkaniu podopiecznej już działa i wydarzyło się coś ważnego, co Iza udokumentowała i przesłała mi w wiadomości. Zainteresowana otwieram więc załącznik i co…

Roszczeniowa opiekunka

Kilka tygodni temu w recenzji mojej książki Perły rzucone przed damy wyczytałam, że jestem roszczeniową opiekunką. Słowo to mocno mnie wówczas zabolało. Tym bardziej, że zostało użyte w pierwszej recenzji książki. Książki, która powstała dla opiekunów osób starszych. Osoby, które liczą kasę, jaką na niej zarobię zapewniam – na książkach nie zarabia się fortuny. Z mojego punktu widzenia powstała ona po to, by osoby, które pracują w opiece i mają ogromny mętlik w głowie, doświadczają porażek, są narażone na niemiłe, a nawet niebezpieczne sytuacje, wiedziały czego mogą oczekiwać od niemieckich rodzin, firm i co może je spotkać na zleceniu. Jeśli wyjeżdża się świadomym tego wszystkiego do pracy, łatwiej jest szybko i odpowiednio zareagować na sytuacje, które mnie na początku mojej kariery niesamowicie zaskoczyły. Nie o tym jednak chciałam pisać. Roszczeniowa opiekunka? Pozbierałam się po tej negatywnej opinii. Mniej więcej potrafię oszacować, od kogo ona wyszła i dlaczego. Recenzja miała…

Kogo atakuje osoba chora na demencję

Z pewnością większość z opiekunów miała już do czynienia z osobami chorymi na demencję, które są agresywne, ranią słowami, a czasami nawet nie mają oporów, by użyć przemocy fizycznej. Jak przed tym się bronić? Najważniejsze jest, by rozumieć kogo atakują osoby z otępieniem starczym. Często porównuję zachowanie osób chorych względem różnych ludzi i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że na agresję są narażone osoby słabe, niepewne siebie, lękliwe, a zwłaszcza takie, które myślą, że okazując serce podopiecznym, dostaną w zamian to samo (nad tymi osobami chorzy pastwią się szczególnie chętnie).  Znajdują oni ich czułe punkty i próbują ich zranić. Nie do końca wiem, co im to daje. Być może czują się przez to silniejsi, być może dodaje im to uczucia, że jeszcze mają nad czymś lub nad kimś kontrolę, być może odgrywają się za krzywdy, które wyrządziły im inne osoby, a może zachowanie takie nie ma żadnych logicznych przyczyn. U niektórych chorych widzę, że żałują swoich wybuchów złoś…

Wielka draka - Karola

Karola to opiekunka, która zwalnia mnie z posterunku od poniedziałku do piątku na dwie godziny. Mowa była o spacerze z Laurencją i jej psem Bitelsem. Córka podopiecznej wspomniała, że zrobię z nią zakupy. Proponowałam, że mogę jechać sama. Zapadła jednak decyzja, że będę robiła zakupy albo z którymś z dziećmi, albo z Karolą. No i przyszła kobieta kilkanaście minut po drugiej. Mowa była o drugiej. Nie będę jednak drobiazgowa. Ale gdybym była np. z kimś umówiona, ten drobiazg byłby niezwykle ważny. Zeszłam do nich ze swojej celi, a tam toczy się wielka dyskusja. Podopieczna nie chce iść z nami na zakupy. Jak to bywa u osób demencyjnych, gdy dwie różne osoby próbują na nie wpłynąć, nic z tego nie wychodzi. Ja mam swój sposób, Karola swój. Próbowałam się wycofać i dać szansę kobiecie, która zajmuje się Laurencją od lat. Widząc, że jej metoda nie funkcjonuje, podejmowałam próbę nakłonienia podopiecznej, żeby się ubrała i poszła z nami. Miałam jednak wrażenie, że Karola za wszelką cenę chc…

Przybyłam, zobaczyłam i mogę wracać

Hmmm...
Pierwsze wrażenia? Ok. Najważniejsze, że pasuje mi podopieczna. Jest taka, jak lubię. Demencyjna, zabawna, interesująca, dużo mówi, nie chce opiekunki. Gdy podjechałam pod dom, ujrzałam fajnie ubraną, nowoczesną kobietę zamiatającą pod domem. Na pytanie, że szukam Laurencji, odpowiedziała: "jam ci jest Laurencja" ;-). No i zaczęła się pierwsza ciekawa dyskusja. Przedstawiłam się grzecznie, że jestem nową opiekunką. Usłyszałam krótkie "ach, neee!!! Sie können wieder nach Hause gehen" (może pani wracać do domu). Ze śmiechem rzekłam, że nie po to jechałam 800 km, by wracać do domu i też cieszę się, że ją widzę. Zaczęłyśmy gawędzić. Dowiedziałam się, że zmienniczka już pojechała, że za opiekunkę trzeba płacić, że ona wszystko robi i jej mąż, odeśle mnie do domu. Pierwsza myśl? "Ku... jaki mąż?!". Druga myśl? Haha, mąż". Jak ja to lubię. Na miejsce dotarłam o 18.15. Zmienniczka miała wracać o 20.00. Dzwonię więc do drzwi, próbując się dostać do d…

Teraz Polska - Środa Śląska

Do empatycznej pani Krysi, Zosi, Kasi, Basi… O śmierci, życiu, poszanowaniu wolnej woli, godności i mentalności…

Hmm… Coś mi się wydaje, że branża, z której chcę odejść niezwykle mnie wciągnęła. Jestem na urlopie, szukam pracy i chcąc nie chcąc śledzę posty. Wchodzę na Facebooka, a tam empatyczna opiekunka pisze, że umiera jej podopieczna. Sytuacja dramatyczna. Nawet człowiek bez serca, taki jak ja, potrafi się przywiązać do trudnych podopiecznych, a co dopiero opiekunka z sercem na dłoni, która wyjeżdża w przeświadczeniu, że nie jedzie do pracy, tylko jedzie ratować ludzkość. Każdy z nas jest inny. Jeden widzi w naszej pracy dobry zarobek, inny ostatnią deskę ratunku, są również osoby, które zasłaniają się powołaniem. Wierzę w powołanie do niesienia pomocy innym. Nie wierzę natomiast w powołanie niesienia pomocy innym ze łzami w oczach, tęsknotą za bliskimi i kalendarzykiem, w którym skreśla się dni do odjazdu... Nie o tym jednak chciałam pisać. Chcę dzisiaj napisać o śmierci, życiu, godności, mentalności, poszanowaniu wolnej woli. Dlaczego? Dlatego, że przesympatyczna pani opiekunka, o której w…

Wypijmy za błędy! To na nich budujemy lepszą przyszłość!

Na początku kwietnia pełna optymizmu wyjechałam na zlecenie do samotnego, dziewięćdziesięcioletniego pana. Obaw nie miałam w ogóle. Wyjechałam co prawda z nową firmą. Znałam ją jednak i obserwowałam od dłuższego czasu. Byłam przekonana, że jestem w dobrych rękach. Koniec końców współpraca z nową firmą zakończyła się bardzo szybko i burzliwie. O kilkudniowym pobycie na zleceniu oraz w jaki sposób je opuściłam, możecie poczytać pod postem: 
http://kasiaperla.blogspot.com/2018/04/ile-czasu-potrzebuje-opiekunka-na.html
Co działo się dalej? Wypiłam kawę, zadzwoniłam do mojej starej zmienniczki, którą miałam zmienić kilka dni później. Dziewczyna ucieszyła się, że mogę zmienić ją natychmiast. Firma również nie miała z tym problemu. Pojechałam więc prosto na nowe zlecenie. Z góry wiedziałam, że jest problematyczne. Edyta informowała mnie, że podopieczni nie pozwalają jej nic robić. Sami gotują, sami robią zakupy. Zakupy, które ograniczały się do ziemniaków i jabłek. Co prawda firma interweniowa…

Opiekunka poszukiwana…

Większość z was pewnie jest w temacie. Zmęczona zleceniem po ponad czterech miesiącach zaczęłam szukać nowego. Ciężko było mi się do tego zabrać. Z doświadczenia wiem, że szukanie pracy jest ciężką pracą. Planowałam zdać się na dwie sprawdzone firmy. Ponieważ jednak szukam zlecenia, które będzie spełniać wiele kryteriów, w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że muszę rozszerzyć krąg poszukiwań. Aplikowałam do około dwudziestu firm, których reklamy pojawiają się na moim blogu. 

W pierwszej chwili byłam bardzo zniechęcona. Zniechęcona głównie podejściem do opiekunki. Miałam wrażenie, że rozmawiam z automatami. Ze znudzonymi paniami z biura, z nastawieniem, że dzwoni kolejna (jedna z setki tysięcy), która szuka pracy. Kolejna, która chce zarabiać, a zarazem kolejna, która niewiele potrafi. Na moją odpowiedź, że mówię bardzo dobrze po niemiecku, słyszałam, że muszą to sprawdzić. Jak wyglądało owo sprawdzanie znajomości języka? Dzwoniła pani i pytała jak się nazywam, gdzie mieszkam i co wc…

Jak wyrzuciłam córkę podopiecznej do kontenera na śmieci z odpadami biologicznymi

Milczę ostatnio na blogu. Trochę pochłonęły mnie inne sprawy, jak szukanie nowego zlecenia, no i na koniec przyczepiło się jeszcze choróbsko. Z ważniejszych wydarzeń opiszę wam, jak wyrzuciłam córkę podopiecznej do kosza z odpadami biologicznymi. Jak dałam radę? Czy się nie broniła? Jakie poniosłam konsekwencje? 😉 Dowiecie się zaraz.  Zdarzenie miało miejsce w piątek. Jak zwykle na weekend przyjeżdża do nas jedno z piątki dzieci Eleonory i Harry’ego. Nie, tym razem nie przyjechała córka, tylko jeden z synów. Ku mojej radości ten bardziej kumaty. Nie byłam pewna, czy zjawi się w piątek, czy w sobotę. Toteż, gdy chwilkę po obiedzie usłyszałam dźwięk dzwonka przy drzwiach, nawet nie drgnęłam. Pomyślałam, że ktokolwiek to jest i tak Harry pierwszy będzie przy drzwiach. Zdziwiłam się, gdy chwilkę później na korytarzu nadal panowała cisza i nie dochodziły mnie najmniejsze dźwięki. Wyglądnęłam na schody i spytałam, czy ktoś dzwonił do drzwi. Nikt się nie odezwał. Wróciłam do pokoju. Pomyślał…

Tönisvorst

Co wam powiem, to wam powiem, ale mózg mi wysiada. Normalnie do niczego się nie nadaję. o godzinie 15. 30 zwlekłam się w łóżka i pojechałam do Toenisvorst. Gdyby nie blog to bym pewnie została w domu. Hmmm nie, chyba jednak bym z niego uciekła, by uniknąć wspólnej kawy z ciasteczkiem i kolacji z moimi podopiecznymi. Czy mieliście kiedyś tak, że dalej po prostu nie możecie? Ja tak mam od kilku dni. Pierwszy raz od czterech lat po prostu nie mogę dalej i najchętniej przespałabym ten tydzień i obudziła się dopiero w dzień wyjazdu. Podopieczna wyjątkowo miła. Nawet podopieczny dzisiaj przy obiedzie powiedział, że mogę jeść i nie muszę czekać na jego żonę, która zawsze, gdy ja podaję do stołu gdzieś znika. Ale mi już nic nie pomoże. Straciłam serce do tego zlecenia. Za duże ubezwłasnowolnienie opiekunki. Jedyne co mam to mój laptopik, na którym piszę bloga i mój fordzik, którym uciekam na wycieczki. Poza tym to jedynie cela w postaci mojego pokoju, z której wychodzę od czasu do czasu, by s…